One of the greatest iconic guitar riffs by Ritchie Blackmore.Super addictive.Some parts have red syncs because of its irregular rhythm to follow. Don Airey performs a keyboard solo (Waltzing Matilda at 03:28, lol) and then the band performs Perfect Strangers (05:39).Sydney Entertainment Centre, Sydney, Perfect Strangers (Deep Purple song) " Perfect Strangers " is a song by the British rock band Deep Purple. It is the title track of their 1984 comeback album Perfect Strangers . It is one of the few Deep Purple compositions to not feature a guitar solo. Nevertheless, founding band member and guitarist Ritchie Blackmore has called it his Banda britanica cuyos lideres Ian Gillan y Richie Blackmore dan la talla ante una de sus mejores canciones de la historia con un claro mensaje. Perfect Strangers je jedenásty štúdiový album britskej rockovej kapely Deep Purple.Album bol vydaný 29. októbra 1984. Bol to komerčne najúspešnejší projekt obnovenej zostavy kapely, ktorá býva označovaná ako Mark II (alebo aj Mk 2), ktorej členmi boli Ian Gillan, Ritchie Blackmore, Jon Lord, Roger Glover a Ian Paice, ktorá sa opäť spojila po jedenástich rokoch. The Meaning Behind The Song: Perfect Strangers by Deep Purple Introduction “Perfect Strangers” is a song by the English rock band Deep Purple. It was released as the lead single from their 1984 album of the same name. The song became one of their biggest hits, reaching number four in the UK Singles Chart and … The Meaning Behind The Song: Perfect Strangers by Deep Purple Read More » . 7 kwi 17 10:36 Ten tekst przeczytasz w 2 minuty Stary człowiek naprawdę może. Czasami tak dobrze może, że pozostaje tylko podziwiać i uczyć się. Powolutku zamykający swoją wspaniałą historię zespół Deep Purple po raz kolejny pokazał, na czym polega starzenie się w wielkim stylu. Foto: Materiały prasowe Deep Purple – "inFinite" W sumie panowie mają w 2017 roku 340 lat. Średnia wychodzi 68. I co tego? Nic, absolutnie nic. John Mayall ma dużo więcej, a gra wciąż świetne koncerty. Niedawno zmarły Chuck Berry dobijając 90., grał trasy koncertowe po USA. Do wieku nawiązałem dlatego, że Ponury Żniwiarz w minionych kilkunastu miesiącach nie był łaskawy dla wielkich rocka, hard rocka i metalu, ale mam nadzieję, że panów z Deep Purple jeszcze przez jakiś czas oszczędzi, bo będąc na końcowym etapie kariery, tworzą rzeczy po prostu fantastyczne i chciałbym, aby to jeszcze robili. Nie trzeba dawać im plusów za zasługi, za przeszłe hity i niezapomniane albumy. To, co tworzą obecnie, bez najmniejszych problemów broni się samo. Długo zbierałem się do napisania refleksji o tym albumie. Nie dlatego, że Deep Purple zawarli na nim coś nowego, nieoczekiwanego. Wszystko, co na "inFinite" mamy, to doskonale znane DNA angielskiej kapeli, podane w odpowiednim brzmieniu przez Boba Ezrina, który podobnie, jak na znakomitym "Now What?!" zajmował główne miejsce przy konsolecie. Zbierałem się długo dlatego, że dwudziesty album Purpli emanuje niesamowitą świeżością, lekkością, świetnymi pomysłami na piosenki, zderzeniami klimatów (choćby świetnym skontrastowaniem podniosłości i frywolności w "One Night In Vegas" albo delikatnej baśniowości w "The Surprizing" po drapieżnych momentach). Bije też z niego wielka radość wspólnego tworzenia, cieszenia się muzyką. Z króciutkich fragmentów, jakie zespół udostępnił z sesji nagraniowej wynika, że pracowało mu się znakomicie. Nie ma na płycie dłużyzn. Choć niektóre kompozycje zdecydowanie się wyróżniają (np. "Time For Bedlam", "Hip Boots", "One Night In Vegas"), o żadnej nie napiszę, że jest niepotrzebna, że muzycy mogli ją sobie podarować. Podstawowa wersja płyty, a do takiej miałem dostęp, to nieco ponad 45 minut. Idealny czas, żeby utrzymać zainteresowanie słuchacza. I w tych 45 minutach zmieścili Deep Purple bardzo piosenki, których słucha się z przyjemnością. Choć ortodoksyjni Purplowi fani będą pewnie na to psioczyć, bo woleliby jeszcze jeden autorski numer (wiadomo, że takowe powstały w trakcie sesji), cover The Doors "Roadhouse Blues" uważam za udany. Zagrany z luzem, lekkim puszczaniem oka. Bliski oryginału, a jednak z charakterystycznym purpurowym stemplem. Świetnie zwieńczenie świetnego albumu. Na którym każdy z muzyków ma swoje wielkie chwile. Przeczytałem teksty do płyty. Nie zauważyłem w nich zmęczenia, żegnania się, utyskiwania na starość i kończące się życie (choć pewnie Ian Gillan od jakiegoś czas zdaje sobie sprawę, że tak jak w "Child In Time" już nie zaśpiewa, w zakresie, który mu pozostał, porusza się pewnie i ciekawie). Zauważyłem za to sporo radości, zabawy, kilka pobudek nad ranem po mocno imprezowej nocy. Najwyraźniej w panach blisko lub ponad 70-letnich, wciąż jest wiele kreatywności i przede wszystkim radości życia. Nic dziwnego, że stworzyli najlepszą płytę od czasów na pewno "Purpendicular", a może nawet "Perfect Strangers". (8,5/10) Data utworzenia: 7 kwietnia 2017 10:36 To również Cię zainteresuje Masz ciekawy temat? Napisz do nas list! Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas! Listy od czytelników już wielokrotnie nas zainspirowały, a na ich podstawie powstały liczne teksty. Wiele listów publikujemy w całości. Znajdziecie je tutaj. Za co fani kochają Deep Purple? Najprościej powiedzieć, że za muzykę, bo ta jest przecież najważniejsza. Bez niej nie byłoby o czym mówić — muzykę Deep Purple cechują szlachetność, kompozytorski i wykonawczy kunszt, a także ponadczasowość — wystarczy sprawdzić, jakie reakcje wzbudzają na koncertach czterdziestokilkuletnie już dziś często szlagiery zespołu: "Smoke on the Water", "Speed King", "Black Night", "When a Blind Man Cries", "Strange Kind of Woman", "Highway Star" czy nieco młodsze "Perfect Strangers". Tyle że… No właśnie — Deep Purple nie jest zespołem, który odcina kupony od dawnej sławy. Co prawda płyty "Rapture of the Deep" (2005) i "Now What?!" (2013) dzieliła aż ośmioletnia przerwa — identyczna jak między dwiema ostatnimi płytami Metalliki — ale już najnowszy krążek, "Infinite", trafił na półki sklepowe znacznie szybciej. Co więcej, grupa nadal tworzy muzykę, która obchodzi fanów – dwa ostatnie krążki spotkały się z rewelacyjną wręcz reakcją z ich strony, a i krytycy nie kryli zadowolenia. Szczególną uwagę zwracali na świeżość, jaka bije z nowych utworów, a także ich kompozycyjną dojrzałość. Na "Infinite" zgrabnie sąsiadują ze sobą zarówno piosenki nawiązujące do klasycznych hardrockowych dokonań zespołu ("Time for Bedlam", "Hip Boots"), jak i zachwycające niemal barokową ornamentyką ballady ("The Suprising"). Nikt tu na szczęście nie udaje młodzieniaszków ani z nikim się nie ściga. Nie musi. Jeszcze dłuższe pożegnanie Płyta płytą, dla prawdziwego fana największym przeżyciem jest zawsze uczestnictwo w koncercie. Deep Purple tym razem wystąpią w Polsce dwukrotnie, 23 maja w łódzkiej Atlas Arenie i dzień później w katowickim Spodku. Trasa, choć promuje wspominany "Infinite", dwudziesty studyjny krążek w dyskografii zespołu, nazywa się "The Long Goodbye Tour". Ma być najdłuższą w blisko pięćdziesięcioletniej historii zespołu – czy, tak jak sugeruje nazwa, także ostatnią? — Jeszcze nie podjęliśmy takiej decyzji — mówi perkusista Ian Pace, z zespołem związany od samego początku, czyli od 1968 roku. – Zagramy sporo nowego materiału bez zaniedbywania staroci – dodaje, tłumacząc, że zdaje sobie sprawę, iż grupa z półwiecznym doświadczeniem nie może koncertować w taki sposób jak przed laty. — Staje się to coraz trudniejsze — przyznaje. — Nikt z nas nie chce się zatrzymywać — dodaje Roger Glover, basista Deep Purple od 1969 roku. – Ale organizm nie zawsze jest w stanie nadążyć za umysłem czy karierą. Zbliżamy się do momentu, w którym nie jestem sobie w stanie wyobrazić następnego albumu za kolejnych osiem lat. Następnego nie, ale kolejne dwa lub trzy? Dlaczego nie! Klasa, charyzma i emocje Wiek wiekiem, można się żegnać z fanami, mówić "do widzenia", jak kilka miesięcy temu Black Sabbath, lub zarzekać się, że nic nie jest pewne. Ale metryka, choć ważna, nadal jest tylko metryką – o tym, że Deep Purple to perfekcyjna koncertowa maszyna, mógł przekonać się każdy, kto w ostatnich latach widział ich na żywo. Choćby w łódzkiej Atlas Arenie, 25 października 2015 roku, notabene w dniu polskich wyborów parlamentarnych – na setlistę złożyły się zarówno piosenki z wyśmienitego "Now What?!", jak i kilka największych przebojów Purpli, w tym "Strange Kind of Woman", "Smoke on the Water", "Black Night" i "Hush", cover Joe’a Southa. Muzyczna maestria, jaka biła z każdego zagranego akordu, podparta scenicznym luzem, przełożyła się no sto minut wspaniałej uczty. — Zaraz-zaraz, a jak wypadł Ian Gillan? — jak zwykle pytali niektórzy. — Dlaczego nie śpiewa "Child in Time?" Bo głos już nie ten – dodawali, uznając najwyraźniej, że o wartości rockowego śpiewaka świadczy przede wszystkim umiejętność odtworzenia partii ze studia. Charyzma, klasa, łatwość nawiązania kontaktu z publicznością – to już nie ma znaczenia. Jasne, że wokalista nie potrafi osiągać już takich wysokich rejestrów jak kiedyś, nadal jednak śpiewa znakomicie, z charakterystycznym feelingem, z wielką głębią. W jego głosie czuć prawdę i piękne emocje. Zapis pewnej historii Które to już będą koncerty Deep Purple w Polsce? Policzmy, pierwszy miał miejsce 23 września 1991 roku w poznańskiej Hali Arena, a ostatni – 26 lipca ubiegłego roku na Festiwalu Legend Rocka w Dolinie Charlotty. Zespół odwiedził nas siedemnastokrotnie, grając łącznie dwadzieścia jeden koncertów. Całkiem nieźle. Nieźle, a nawet bardzo dobrze, biorąc pod uwagę fakt, że przez pierwsze dwie dekady swojej działalności polscy fani mogli słuchać granej na żywo muzyki grupy jedynie z płyt, w tym słynnej "Made in Japan" z 1973 roku, uznanej przez magazyn "Rolling Stone" za szósty najlepszy koncertowy album wszech czasów. — Nigdy nie słuchałem "Made in Japan" — przyznaje Gillan. — Ciągle mam ten album w folii, analog również leży nierozpakowany. Wolę patrzeć w przyszłość, myśleć o kolejnych koncertach. Dla mnie koncert to zapis pewnej historii. Gdy się kończy, już do niej nie wracam. Pavarotti miał gorzej Purple tych koncertowych albumów mają na koncie blisko sześćdziesiąt, nie licząc setek bootlegów, czyli wydawnictw fanowskich, nieoficjalnych. Niewiele jest zespołów, które generują aż tak fanatyczne zainteresowanie. Z czego ono wynika? Oddajmy jeszcze głos Gillanowi. — Koncerty będą się na pewno od siebie różnić — zapewnia wokalista, mówiąc o dwóch polskich etapach trasy. — Rzadko gramy dany utwór tak samo. Uwielbiamy na scenie improwizację, zabawę, która często przeradza się w coś unikalnego. Zapytany, o czym myśli, kiedy po raz trzytysięczny wychodzi i śpiewa na żywo "Smoke on the Water" czy "Highway Star", zapewnia, że nie czuje żadnego znużenia. — Koncentruję się na tym, by te i inne utwory jak najlepiej wykonać. Pamiętam wspólny obiad z Luciano Pavarottim. Wyznał wtedy, że bardzo mi zazdrości i chciałby się ze mną choćby na chwilę zamienić miejscami. Spytałem: "Dlaczego?". Opowiedział: – Słyszałem wiele zaśpiewanych przez ciebie wersji "Smoke on the Water" i za każdym razem brzmiałeś inaczej. Gdy miałeś ochotę czy zachciankę, zmieniałeś, co chciałeś. Mnie by za coś takiego, jakiekolwiek odstępstwo od kanonu w arii, ukrzyżowano. Jak wobec takich słów miałbym się nudzić? Kiedy Ritchie obwieszcza Może jest to kurtuazja, a może jednak nie, ale muzycy Deep Purple zapewniają, że Polska jest jednym z ich ulubionych miejsc do grania. — Bez względu na to, czy gramy w hali czy na stadionie, zawsze jest to wielkie przeżycie — zapewnia Roger Glover, wspominając jedną z pierwszych wizyt zespołu w naszym kraju, 31 października 1993 roku w Zabrzu, podczas trasy "The Battle Rages On". — To było coś specjalnego. Dzień wcześniej Ritchie Blackmore obwieścił nam, że zamierza odjeść, byliśmy więc mocno podłamani. Paradoksalnie, Polacy przyjęli nas tak cudownie, że mimo świadomości zbliżających się problemów odzyskaliśmy nadzieję, że jego decyzja nie oznacza końca zespołu. Nigdy tego uczucia nie zapomnimy. Ale na każdą wizytę w Polsce czekamy z wielką radością, bo każda przypomina nam, że to, co robimy, warte jest każdego poświęcenia. Lata bez żenady Deep Purple to jeden z najbardziej długowiecznych zespołów w historii rocka — z tych do dziś grających starsi są tylko Golden Earring, powstali w 1961 roku, podobnie jak The Beach Boys, poza tym The Rolling Stones (1962), i The Moody Blues (1966). Licząc łącznie, panowie skończą w 2017 roku 340 lat. I co z tego wynika? Nic. Absolutnie nic. Charles Aznavour niedługo będzie miał na karku 93 wiosny, Tony Bennett ma 90, podobnie jak Harry Belafonte. Przykłady wielkich długowiecznych można by mnożyć. Ktoś wybiera się 14 października do Łodzi na koncert Ennio Morricone? Maestro będzie miał wtedy 89 lat. — Będę na scenie do momentu, w którym moja forma nie będzie źle wpływać na jakość tego, co robię – zapewnia 71-letni Ian Gillan, którego po raz pierwszy w Deep Purple usłyszeliśmy w 1969 roku, na nagranej na żywo symfoniczno-rockowej płycie "Concerto for Group and Orchestra". — Nie chciałbym nikogo żenować. A nawet jeśli przestanę koncertować, nadal będę mógł tworzyć i nagrywać. Czy da się to przeliczyć na konkretne lata? Nie sądzę. Soul, funky i klasyka O sile zespołu świadczy też między innymi to, że przez prawie pół wieku swojego istnienia — z przerwą w latach 1976-1984 — nie zatracił swojej tożsamości. I to pomimo licznych przez lata zmian personalnych, za sprawą których składy Deep Purple z lat 1968-1976 są określane "Mark I", "Mark II", "Mark III" "Mark IV". Dziś skład jest o wiele bardziej stabilny. W 1994 roku obrażonego Blackmore’a zastapił Steve Morse, gitarzysta grup Dixie Dregs i Kansas, a w 2002 roku do składu dołączył klawiszowiec Don Airey, jak najbardziej pobłogosławiony przez Jona Lorda. Fani mają swoje mniej lub bardziej lubiane okresy, ale nie mają problemu z żadnym z nich. Jasne, że zdarzały się płyty słabsze, jak "Who Do We Think We Are" (1973), "The House of Blue Light" (1987), "Slaves and Masters" (1990), "Abandon" (1998) i "Bananas" (2003) – daleko im było do arcydzieł w rodzaju "Deep Purple in Rock" (1970), "Machine Head" (1972), "Burn" (1974) czy "Perfect Strangers" (1984). Zdarzały się też płyty, które odbiegały od hardrockowych wzorców, ale nawet "Come Taste the Band" (1975), z wpływami soulu i funky, no i gitarą Tommy’ego Bolina, który zastąpił Ritchiego Blackmore’a, brzmi jak Deep Purple. W Deep Purple zawsze było coś z muzyki klasycznej – w przeciwieństwie do bardziej osadzonych w bluesie Led Zeppelin oraz Black Sabbath, który był jednocześnie zdecydowanie najbardziej metalowy z wielkiej trójki hard rocka. Szybkość i ekspresja Twórczość zespołu należy do kanonu ciężkiego rocka i do dziś inspiruje fanów na wszystkich kontynentach. Najbardziej kultowy, nie ma się co obrażać na to słowo, w twórczości Deep Purple jest riff ze "Smoke on the Water" — obok "Enter Sandman" Metalliki jest dziś chyba najczęściej granym przez początkujących adeptów gitary elektrycznej motywem muzycznym. Ale wielkości grupy nie można mierzyć wyłącznie sukcesem tego, czy innych niesamowicie chwytliwych szlagierów. Niewątpliwie nie byłoby największych sukcesów Deep Purple bez charakterystycznego brzmienia Ritchiego Blackmore’a – na początku lat siedemdziesiątych muzyk był jednym z najważniejszych pionierów współczesnego brzmienia gitary rockowej. Wpłynął na całe rzesze rockowych, hardrockowych i heavymetalowych gitarzystów, zafascynowanych jego szybkością, klasycznymi skalami i melodyjnymi solówkami, które do dziś są przedmiotem analiz i studiów jego dziesiątek tysięcy grających wielbicieli. Muzyk doczekał się też wielu naśladowców – co ciekawe, jednym z nich wcale nie jest Steve Morse. Świetnie wpisał się w brzmienie Deep Purple, ale gra zupełnie inaczej, choć klasyki zespołu wykonuje z szacunkiem dla oryginalnych partii Blackmore’a. Dżentelmeni na wyżynach Dopiero w kwietniu ubiegłego roku zespół został wprowadzony do Rock’n’Roll Hall of Fame. Nigdy nie jest za późno, ale niesmak przez lata był zauważalny. Obecny na uroczystości perkusista Metalliki Lars Ulrich, jeden z największych fanów Deep Purple, podkreślał, że zespół wyniósł muzykę na nieznane i niewidziane wcześniej wyżyny. — Pracowali bardzo ciężko, wciąż byli w trasie, wydawali płyty niemal co rok, czasami nawet dwie. Mieli w poważaniu image i krytyczne opinie innych. W złotym wieku rockandrollowej rozpusty, seksu i narkotyków, pozostali dżentelmenami, skupiali uwagę przede wszystkim swoją muzykę. Potrafili grać i improwizować. Potrafili i potrafią — dwa koncerty Deep Purple z rzędu, mimo podobnego zestawu utworów, potrafią się mocno od siebie różnić, także długością. Proces prawdziwie magiczny Deep Purple osiągnęli wszystko, o czym rockowa grupa mogłaby marzyć, choć nie zdobyli nigdy Nagrody Grammy. Wiele było w ich historii fochów i docinków — Gillan i Blackmore do dziś nie mogą się ze sobą porozumieć — podbili za to serca fanów w każdym wieku, nagrali mnóstwo płyt, które na zawsze będą stanowić klasykę rocka, mają w dorobku mnóstwo nieśmiertelnych utworów. To jeden z tych zespołów, do których zawsze będzie się chciało wracać. — Jednym z pięknych aspektów pracy z tym Deep Purple jest to, że utwory się po prostu pojawiają — mówi Roger Glover. — Wystarczy jeden riff, który wszyscy podłapią, a nagle wokół niego rodzi się wypełniona pomysłami piosenka. To jest niemal magiczny proces. Nawet jeśli czasem towarzyszą mu także ból i frustracja. Jednak uczucia, jakie towarzyszy uznaniu utworu za gotowy, nie da się porównać z niczym. Tak jak i uczucia towarzyszącego spotkaniu z zespołem na żywo. Oby przez wiele jeszcze długich lat. Sklep Audiobooki i Ebooki Muzyka mp3 Pop&rock Perfect Strangers Perfect Strangers (Album mp3) Oceń produkt jako pierwszy Czas trwania: 00:54:32 Data premiery: 2019-07-12 Oferta : 50,99 zł 50,99 zł Produkt cyfrowy Opłać i pobierz Najczęściej kupowane razem Posłuchaj i kup Posłuchaj i kup Płyta 1 Tytuł utworu Wykonawca Czas trwania Cena 1. Knocking At Your Back Door Deep Purple 07:00 7,49 zł 2. Under The Gun Deep Purple 04:31 7,49 zł 3. Nobody's Home Deep Purple 03:55 7,49 zł 4. Mean Streak Deep Purple 04:16 5,99 zł 5. Perfect Strangers Deep Purple 05:23 7,49 zł 6. A Gypsy's Kiss Deep Purple 05:08 7,49 zł 7. Wasted Sunsets Deep Purple 03:54 7,49 zł 8. Hungry Daze Deep Purple 04:53 5,99 zł 9. Not Responsible Deep Purple 04:38 5,99 zł 10. Son Of Alerik Deep Purple 10:02 7,49 zł Dane szczegółowe Dane szczegółowe Tytuł: Perfect Strangers Wykonawca: Deep Purple Solista: Deep Purple Dystrybutor: Universal Gatunek: Rock Data premiery: 2019-07-12 Rok wydania: 1984 Liczba płyt: 1 Format: MP3 Indeks: 37739584 Recenzje Recenzje Zobacz także Inne tego wykonawcy Popularne w tej kategorii Klienci, których interesował ten produkt, oglądali też Podobne do ostatnio oglądanego w sierpniu 1984 roku- Horizons- Le Mobile (Carlsbad, Stany Zjednoczone)- Horizons, Stowe, Vermont Posiadamy w sprzedaży 1 egzemplarz tej płyty za 79 PLN Informacje o płycie00 3 minuty czytaniaSpis treści1. Informacje o Notowania i odbiór Adnotacje2. Lista utworów3. Wydania4. Opinie5. Certyfikaty i sprzedaż6. Powiązane single7. Podobne płytyPerfect Strangers to jedenasty studyjny album brytyjskiej grupy rockowej Deep Purple, wydany w październiku 1984 roku przez wytwórnię Polydor w Europie oraz Mercury w Ameryce Północnej. Materiał został zarejestrowany w sierpniu tego roku, w studiu "Horizons" w Vermont w USA przy użyciu przenośnego urządzenia Le Mobile Studio. Produkcją nagrań zajął się Roger Glover wraz z zespołem. Był to najbardziej udany album nagrany przez zreformowany skład Mark II i wydano z niego dwa single: "Perfect Strangers" oraz "Knocking at Your Back Door".Był to pierwszy od dziewięciu lat studyjny album Deep Purple, a pierwszy w składzie MK II od jedenastu lat, ostatni był Who Do We Think We Are w 1973 roku. Ritchie Blackmore i Roger Glover przybyli z Rainbow, Ian Gillan z Black Sabbath, Jon Lord z Whitesnake i Ian Paice z zespołu Gary'ego Moore'a. Tylko jeden utwór z nowego repertuaru zreformowanego Deep Purple, "Nobody's Home", został przypisany wszystkim pięciu członkom zespołu. Gillan i Glover, starali się przywrócić koncepcję wspólnego autorstwa każdego nagrania, tak jak to miało miejsce we wcześniejszym okresie, ale Blackmore się na to nie zgodził. Dopiero gdy opuścił grupę w 1993 roku, problem został automatycznie rozwiązany[1].WydaniaAlbum Perfect Strangers został oryginalnie wydany w 1984 roku na winylu, CD oraz kasecie magnetofonowej. W ciągu kolejnej dekady od pierwszego wydania, był wielokrotnie wznawiany. Na wersji CD i kasetowej albumu znalazło się dodatkowe nagranie "Not Responsible", jeden z niewielu utworów Deep Purple z bluźnierczymi tekstami, w którym można usłyszeć słowo "fucking". Album został zremasterowany i wznowiony 22 czerwca 1999 roku z bonusowym utworem instrumentalnym "Son of Alerik". Ten ostatni był wcześniej dostępny jako B-side na singlu "Perfect Strangers" w 1984 roku. W 2016 ukazało się wydanie na winylu w ramach serii Back to i odbiór krytycznyAlbum odniósł komercyjny sukces, osiągając pierwsze miejsce w Szwajcarii i w sumie notując w Top 10 sześciu zestawień, w tym na pozycji #5 na brytyjskiej liście przebojów UK Albums Chart. Za oceanem uplasował się natomiast na #17 pozycji na Billboardzie 200 w USA. Perfect Strangers był tylko drugim albumem studyjnym Deep Purple, który uzyskał certyfikat platynowej płyty w Stanach Zjednoczonych, po Machine Head z 1972 roku[2]. Promująca go trasa koncertowa była tak udana, że zespół musiał zarezerwować wiele dodatkowych terminów na areny w USA, ponieważ bilety wyprzedawały się bardzo szybko. Ich amerykańskie tourne w 1985 roku było jednym z najbardziej dochodowych i w kwestii zarobków wyprzedziło wszystkich artystów w tym okresie, z wyjątkiem Bruce'a Springsteena[3].Album otrzymał mieszane recenzje. Deborah Frost z magazynu Rolling Stone w recenzji zauważyła, że z wyjątkiem dwóch singli, materiał składa się z pośpiesznie wykonanych jamow i zastanawiała się, czy wydawnictwo zostało wydane po to, by zarobić na obecnym heavy-metalowym szaleństwie. Ale powiedziała również: Blackmore'owy Strat ma tak wielki ryk, że jesteś skłonny pozwolić, aby na chwilę dźwięk poodbijał się w twoich bębenkach. I miło jest słyszeć niesymetryczne organowe squalle Jona Lorda, elektryzującą perkusję Iana Paice'a, wycie i szepty Iana Gillana i po raz kolejny solidne linie basu Rogera Glovera, choć gdyby nie Glover, jakiś producent zewnętrzny mógłby zmusić zespół do dopracowania swych aranżacji[4].Kanadyjski dziennikarz Martin Popoff pochwalił ten "powrotny" album, który "składa ukłon latom 70." i koncentruje się raczej na muzyce niż na jej technicznej prezentacji, umieszczając Deep Purple jako punkt odniesienia w gatunku metalu bez kategoryzacji[5].AdnotacjeThompson, Dave (2004): Smoke on the Water: The Deep Purple Story. s. 241."Deep Purple & A Momentous Mark II Reunion". Joe (Styczeń 1989): "Jon Lord's Purple Reign". Modern Deborah (28 lutego 1985): "Perfect Strangers - Rolling Stone". Rolling Martin (1 listopada 2005): "Recenzja płyty" The Collector's Guide to Heavy Metal: Volume 2 - The Eighties. Collector's Guide Publishing. s. / Format / KrajWytwórnia / Katalog #1984Perfect StrangersWinyl, LP, NiemcyPolydor823 777-12016Perfect StrangersWinyl, LP, Reedycja, Remastering, Europa 1 za 79 PLN Kup terazPolydor3635872, 0600753635872Perfect StrangersCD, Reedycja, Wielka Brytania i EuropaPolydor823 777-2, 823 777-2 YHPerfect StrangersCD, Remastering, Repress, EDC, EuropaPolydor546 045-2Opinie2020-05-13Pytanie, które należałoby zadać, to dlaczego tak dobrze się ten album sprzedawał? Czy dlatego, że było to pierwsze od 9 lat wydawnictwo Deep Purple i ludzie byli ciekawi? Czy dlatego, że był to dobry album z dobrymi piosenkami? Czuję, że to po części zasługa tych dwóch. Ian Gillan, Ritchie Blackmore, Roger Glover, Jon Lord i Ian Paice połączyli się po raz pierwszy od 1973 na większości albumów, nie obyło się bez utworów, które się od razu zapomina, jak Nobody's Home i Mean Streak. Jednak większość tego albumu to znakomite kompozycje, jak otwierający Knocking At Your Back Door, który robi szczególne wrażenie. Tytułowy utwór od razu stał się Purple'owym klasykiem i na to zasługuje. Gypsies Kiss jest genialny, zwłaszcza wspaniały, instrumentalny przerywnik podzielony równo między Blackmore'a i Lorda. Ballada Wasted Sunsets jest wspaniale zaśpiewana przez Gillana, a także zawiera dwa zadziwiające Blackmore'owe album jest moim zdaniem przereklamowany. Deep Purple w starym składzie kontynuowali po prostu tam, gdzie zatrzymali się w 1973 roku i na tej płycie nie stworzyli nic rewolucyjnego. Jest tu kilka świetnych piosenek. "Knocking At Your Back Door", Under The Gun", "Perfect Strangers", "A Gypsy's Kiss" i "Wasted Sunsets". Reszta to dobry klasyczny rock & nie rozumiałem, dlaczego ten album jest aż tak chwalony, a jednocześnie The House Of Blue Light jest zwykle nazywany zniżką formy. Myślę, że są one dość podobne, a ten może nieco wydawać się nieco świeższy, ale nie ma między nimi większej Cross2019-10-18Przegrupowany Deep Purple wydał moim zdaniem porządny album, który naprawdę wyróżniał się wśród morza przeróżnego hair metalu, który pojawiał się w tamtym okresie na listach przebojów. Żaden stary zespół, o ile mi wiadomo, nie zdołał wydać tak świetnego albumu jak ten, po powrocie do oryginalnego ulubione utwory z tego albumu to Knocking At Your Back Door oraz Perfect Strangers. Na tym wydaniu pojawia się także bonusowe nagranie Son Of Alerik i jest to jak dla mnie istna perełka, o której istneniu bym nawet nie wiedział, gdyż był to tylko b-side płytyParanoidBlack Sabbath1970, AlbumLed Zeppelin IIILed Zeppelin1970, AlbumUntitledLed Zeppelin1971, AlbumMaster Of RealityBlack Sabbath1971, AlbumDemons and WizardsUriah Heep1972, AlbumMoontanGolden Earring1973, AlbumHouses Of The HolyLed Zeppelin1973, AlbumSheer Heart AttackQueen1974, AlbumForce ItUFO1975, AlbumPhysical GraffitiLed Zeppelin1975, AlbumA Night at the OperaQueen1975, AlbumJailbreakThin Lizzy1976, AlbumThe Soundtrack From The Film The Song Remains The SameLed Zeppelin1976, Album, KoncertA Day at the RacesQueen1976, AlbumDestroyerKiss1976, AlbumPresenceLed Zeppelin1976, AlbumDraw The LineAerosmith1977, AlbumMotörheadMotörhead1977, AlbumBad ReputationThin Lizzy1977, AlbumStained ClassJudas Priest1978, AlbumOverkillMotorhead1979, AlbumBlack Rose (A Rock Legend)Thin Lizzy1979, AlbumIn Through the Out DoorLed Zeppelin1979, AlbumLive KillersQueen1979, Album, KoncertThe GameQueen1980, AlbumAce Of SpadesMotorhead1980, AlbumChinatownThin Lizzy1980, AlbumRenegadeThin Lizzy1981, AlbumSpecial ForcesAlice Cooper1981, Album'SnazNazareth1981, AlbumMob RulesBlack Sabbath1981, AlbumCodaLed Zeppelin1982, AlbumCutGolden Earring1982, AlbumScreaming For VengeanceJudas Priest1982, AlbumHoly DiverDio1983, AlbumThunder and LightningThin Lizzy1983, AlbumDone With MirrorsAerosmith1985, AlbumLive MagicQueen1986, Album, Koncert O planowanym na 14 października DVD „Perfect Strangers Live” z koncertem Deep Purple z w legendarnym składzie pisaliśmy już wcześniej. Teraz dostajemy jeden z utworów – tytułowy „Perfect Strangers”:httpvh://

deep purple perfect strangers recenzja