Produkty zbożowe w małych ilościach: nie wcześniej niż w 5. m.ż., nie później niż w 6. m.ż. (np. kasza zbożowa/glutenowa) • Woda bez ograniczeń Sok 100%, przecierowy, bez dodatku cukru, do 150 ml na dobę (porcja liczona z ilością spożytych owoców) 7-8 5 170-180 • Pobieranie wargami pokarmu z łyżeczki
Przepisy prawa rozróżniają szkodę wyrządzoną przez dziecko do 13 roku życia oraz dziecko starsze, które ukończyło już 13 lat, ale nadal nie jest pełnoletnie. W pierwszym przypadku odpowiedzialność za szkodę ponoszą rodzice, bo to na nich spoczywa obowiązek nadzoru nad dzieckiem.
Uczenie dzieci empatii nie jest wcale trudne, a im wcześniej zaczniemy jej uczyć, tym lepiej. Nauka empatii w najmłodszym wieku polega na uzmysłowieniu dziecku, że zrozumienie relacji pomiędzy tym, jak się czuje w danej sytuacji, a tym, jak się zachowuje, pomoże mu lepiej zrozumieć motywacje innych ludzi.
Organizowany przez Związek Pracodawców Branży Internetowej IAB Polska konkurs „Jak zapewniam mojemu dziecku bezpieczeństwo w internecie” dobiegł końca. Jury wyłoniło zwycięzców, z których pracami można się zapoznać na stronie projektu Bezpieczne Interneciaki. Gratulujemy wygranym i dziękujemy za wszystkie nadesłane zgłoszenia.
Rozmawiaj z dzieckiem w drodze do przedszkola/szkoły, w samochodzie, podczas wspólnych posiłków lub gdy dziecko powoli przygotowuje się do snu. "Możesz nawet zrobić z tego małą zabawę – wydrukuj pytania, pokrój je na osobne paski papieru i pozwól dziecku wybrać jedno lub dwa pytania do omówienia wieczorem” – mówi Amy Morin.
Natomiast w przypadku braku porozumienia między nimi, rozstrzyga sąd opiekuńczy. Autorski komentarz do ustawy. Odcinek 3: “Artykuł 35. Kształcenie specjalne” Imię, wybór szkoły, wychowanie – istotne sprawy dziecka. W kodeksie rodzinnym i opiekuńczym brak jest definicji pojęcia „istotne sprawy dziecka”.
. fot. Adobe Stock Dobrze wiem, co to znaczy czuć się kimś gorszym niż rówieśnicy. To nie jest wina dzieci, że nie szanują biedniejszych kolegów. Przecież ktoś ich tak wychował... Gdyby nie lekki przeciąg, nawet nie zorientowałabym się, że mój synek wrócił do domu. Cichutko zamknął drzwi za sobą, odwiesił kurtkę na wieszak i na palcach poszedł w kierunku swojego pokoju. – Cześć, Kuba! – krzyknęłam w jego stronę znad miski, nad którą obierałam ziemniaki. – Co ciekawego było dzisiaj w szkole? W odpowiedzi odburknął pod nosem coś, co zapewne miało oznaczać „nic”, i czmychnął do siebie. Westchnęłam ciężko. Zrobiło mi się smutno, ale wcale nie dlatego, że mój synek mnie lekceważył. Doskonale wiedziałam, czemu odpowiedział mi tak, a nie inaczej. Powinnam była ugryźć się w język, zanim w ogóle go zapytałam. „Jakby chłopak miał mało zmartwień w szkole, to jeszcze głupia matka w domu mu nie daje spokoju” – wyrzucałam teraz sobie. Po co pytałam, skoro bez tego mogłam się domyślić, co wydarzyło się dzisiaj w szkole. Znowu mu dokuczali. Ci rozwydrzeni, mający wszystko na wyciągnięcie ręki synowie i córki adwokatów, lekarzy, bankowców, właścicieli firm. Te małe potwory, dla których liczyły się tylko nazwy firm na metkach i obco brzmiące miejsca, w których spędzały wakacje, licytujące się z zapałem, komu rodzice kupili najdroższy prezent urodzinowy. Jak więc mój inteligentny, grzeczny i uczynny, ale nie pochodzący z tak wysoko postawionej rodziny synek, miał im dorównać? Mieliśmy na świecie tylko siebie: – Kubusia, a on – mnie. Żadnych dziadków, cioć, kuzynów, ani nikogo innego, na kogo w trudnych chwilach moglibyśmy liczyć. O ojcu Kubusia wolę nie wspominać w ogóle, bo nie jest wart nawet tego, by wymieniać jego imię, chociaż wtedy, gdy go poznałam, był dla mnie całym światem. Uważałam go za dowód na to, że warto prosić i wierzyć w lepsze jutro, bo jeśli prosi się wystarczająco dużo i wierzy wystarczająco mocno, wszystko na pewno się spełni. Przynajmniej ja wtedy tak myślałam. Ja, zahukana dziewczyna, którą lata temu ktoś zawinął w kocyk i podrzucił pod drzwi plebanii. Poza zapasowymi spranymi śpiochami i dodatkową tetrową pieluszką nie znaleziono przy mnie nic – żadnej karteczki z imieniem, jakie chciałaby mi nadać mama, ani informacji o tym, kiedy się urodziłam. Wezwany lekarz stwierdził, że mam najwyżej kilka dni, a do metryki jako datę urodzenia wpisano mi datę „podrzucenia” i mam na imię Agnieszka, po matce księdza proboszcza. Czy wiecie, jak ciężko jest żyć, nie wiedząc, kim się jest i nie potrafiąc się cieszyć z urodzin, bo one wcale urodzinami nie są? Nie wiecie. Strasznie trudno było mi się pogodzić z myślą, że to moja własna matka zgotowała mi taki los. Dlatego nawet dzisiaj zdarza mi się ją usprawiedliwiać. Myślę, że musiało jej się przydarzyć coś okropnego, inaczej na pewno by mnie nie zostawiła, narażając się na życie z takim ciężarem. Kiedy byłam mała, próbowałam sobie wyobrazić, jak ona wygląda: widziałam drobną kobietę z grubym warkoczem i jasnymi oczami patrzącymi smutno gdzieś w dal. Czasami ten obraz był tak sugestywny, że wydawało mi się, iż czuję jak kobieta głaszcze mnie po głowie. Może był to dobry sen, a może pani Ania – wychowawczyni z domu dziecka – jedyna oddana mi osoba, która przybiegała do mojego łóżka uspokoić moje nocne koszmary. Kiedy po osiemnastu takich samych latach, spędzonych w tej przechowalni dla niechcianych dzieci, opuszczałam wreszcie jej mury, moja wychowawczyni żegnała mnie ze łzami w oczach i życzeniami szczęścia. To dla niej postanowiłam, że zrobię wszystko, by się spełniły. Znalazłam pracę, wynajęłam skromny pokój i odkładałam grosz do grosza, by rozpocząć zaoczne studia. Było mi ciężko, ale zacisnęłam zęby i po 5 latach z dyplomem w kieszeni przekroczyłam bramę naszego ratusza: zostałam urzędniczką w wydziale do spraw pomocy społecznej. Byłam dumna z własnego biurka, na którym równiutko ustawiłam segregatory, metalowej tabliczki z moim nazwiskiem na drzwiach i starannie wyprasowanych bluzek, które wkładałam do pracy. Nawet głowę zaczęłam nosić wyżej. A kiedy poznałam jego – mężczyznę, który mówił, że jestem całym jego światem i obiecywał stworzyć dla mnie raj na ziemi – uwierzyłam, że życzenie pani Ani się spełniło... O, ja naiwna! Kiedy to wspominam, jest mi zwyczajnie wstyd, że dałam się omamić w tak banalny sposób; że pozwoliłam, by mnie wykorzystał, a potem zniknął bez śladu, gdy uradowana oznajmiłam mu, że spodziewam się dziecka. W taki sposób zgotowałam mojemu synkowi los, przed jakim przez całe życie chciałam go ochronić: los dziecka z niepełnej rodziny. Starałam się jak umiałam, by Kuba nie czuł się gorszy od swoich kolegów. Doskonale pamiętałam to uczucie z dzieciństwa: my, dzieci z bidula, na tle rówieśników w szkole wyglądaliśmy jak zahukani nędzarze. I nawet jeśli ktoś nie wiedział, gdzie mieszkam, natychmiast domyślał się tego, patrząc na moje marne ubrania, zniszczony tornister i rozsypujące się książki, które przypadły mi w udziale po którymś ze starszych kolegów. Gorzkiego smaku „bycia gorszym” nie zapomina się do końca życia. Chcąc oszczędzić tego mojemu synkowi, starałam się, by niczego mu nie brakowało: miał nowe ubrania, modny plecak, a na ostatnie urodziny dostał nawet komórkę. Chodziliśmy na basen, zadbałam, by Kuba nauczył się jeździć na nartach i pozwoliłam, by za zaoszczędzone pieniądze kupił sobie konsolę. Nie dawałam się jednak zwariować i nie sprawiałam Kubie najdroższych i najmodniejszych rzeczy, bo zwyczajnie nie było mnie na nie stać. Uważałam, że ma wszystko, czego potrzebuje, a tego, co najważniejsze, i tak dałam mu w nadmiarze: mojej miłości. Jak bardzo się myliłam. Kiedy mój chłopczyk poszedł do szkoły – bardzo dobrej szkoły, bo zależało mi na jego wykształceniu – okazało się, że jego nowe i modne ubrania nie mają odpowiedniej metki, komórka to najprostszy model, do którego wstyd się przyznać, a jeżdżenie na nartach w Polsce jest obciachem. Z dużym politowaniem komentowano również to, że nie latamy na wakacje samolotem, w niedziele jadamy w domu zamiast pójść do restauracji, i co to w ogóle za pomysł, żeby mieszkać w bloku, a nie w willi pod miastem? „Nie macie plazmy ani wanny z hydromasażem?” – dziwiono się. Czasami wyrzucałam sobie, że to moja wina: co ja sobie wyobrażałam, posyłając synka do szkoły, do której chodzą dzieci z najlepszych domów? Przez chwilę miałam nawet pomysł, by go z niej zabrać, ale jego wychowawczyni skutecznie wybiła mi to z głowy: – Kubuś świetnie się uczy i byłoby niezmiernie szkoda przenosić go do gorszej placówki – przekonywała. Zdaje się, że ta mądra nauczycielka wiedziała, że inne dzieci są wobec niego złośliwe. Robiła, co mogła, by to ukrócić i umocnić jego pozycję w szkolnym rankingu, ale nie chciała reagować głośno – żeby koledzy nie dokuczali Kubie jeszcze bardziej jako kapusiowi. Westchnęłam, wrzucając ostatniego ziemniaka do miski i zabrałam się za rozbijanie mięsa. Waliłam tłuczkiem z całej siły, żeby wyrzucić z siebie złość. „Świat się zmienia, a dzieci są takie same” – myślałam. „Bogate dokuczają biedniejszym”. Moją frustrację pogłębiały zbliżające się dziesiąte urodziny Kuby, choć normalnie na każde jego święto cieszyłam się jak oszalała i piekłam jego ulubione ciastka z kremem, a potem pozwalałam, by się nimi opychał do woli. Ale nie w tym roku. W tym roku w jego szkole pojawiła się moda, że na urodziny zaprasza się wszystkich kolegów z klasy i nie wypada ani ich nie zorganizować, ani nie pójść na cudze. Kuba więc chodził, choć bawił się na nich różnie – raz lepiej, raz gorzej – i trochę wstydził wręczanych prezentów wyraźnie odstających od wymyślnych paczek przyniesionych przez innych. Żeby te dzieciaki wiedziały, ile ja musiałam pracować i z czego zrezygnować, żeby kupić te wszystkie lalki Barbie, wyścigówki i gry. Co prawda mam trochę oszczędności, ale trzymam je na czarną godzinę, bo gdyby mi się kiedyś coś stało, nikt nam przecież nie pomoże. Nie wydam ich więc na przyjęcie urodzinowe, tym bardziej że – choć dla mnie to całkiem pokaźna sumka – na zrobienie wrażenia na tych małych snobach i tak nie wystarczy. Rodzice przecież kupili im już wszystko. „Zaraz, zaraz” – olśniło mnie nagle. „A może jest coś, czego nie da się kupić za pieniądze?”. Opętana tą myślą zaczęłam układać misterny plan, wciągając w niego kilka koleżanek z pracy, które ochoczo postanowiły mi pomóc. Kubie powiedziałam tylko, że w dniu urodzin zaproszeni goście mają się stawić u nas. Musiał pomyśleć, że szykuję zwykłe przyjęcie w domu, bo na jego twarzy pojawił się cień zawodu, ale nie usłyszałam od niego ani słowa skargi. Kochany synek, ciekawe, czy spodoba mu się moja niespodzianka? W dniu urodzin, kiedy wszyscy się zebrali, zarządziłam wyjście. Trochę pomarudzili, ale karnie zeszli na dół. Przed blokiem czekał stary wóz straży pożarnej, który kiedyś kupił i wyremontował ojciec jednej z moich koleżanek, wielki pasjonat dawnych pojazdów. Usłyszałam ciche „wow” oraz zobaczyłam zachwyt na ich twarzach i radość w oczach mojego synka. Pojechaliśmy na leśną polanę, na której moje koleżanki urządziły już „przyjęcie”: na trawie leżały koce i stały drewniane skrzynki służące za siedzenia, na tacach leżały góry ciastek, a obok płonęło ognisko. Przygotowałyśmy też rozrywki sportowe – rakietki do badmintona, latawce, piłki, linę i wiele innych. Dzieci – przyzwyczajone do dmuchanych zamków i wynajętych klaunów – początkowo nie wiedziały, co ze sobą zrobić, ale wystarczył pierwszy puszczony latawiec, by wszystko poszło w ruch. Nikomu nie przeszkadzało, że piłki nie są nowe, latawce – zrobione z papieru, a kiełbaski – pieczone na patyku. Ach, jak oni się nimi opychali. Bawiliśmy się świetnie, robiąc przy tym tyle harmidru, jakby tu był pluton wojska. Śmiechu było co niemiara, a do zawodów w przeciąganie liny stanęły nawet moje koleżanki. Patrząc na to wszystko, zrobiło mi się tych dzieciaków żal – rodzice dali im wszystko, z wyjątkiem zwykłej, beztroskiej zabawy. Pomyślałam, że one wcale nie są złe: to nie wina dzieci, że w stosunku do Kuby zachowywały się tak a nie inaczej. To wina ich rodziców, którzy nie pokazali im, że świat nie zawsze wygląda jak ich willa i nie nauczyli szacunku do innych. Kubuś pomachał mi z daleka. Chyba chciał nawet do mnie podbiec, ale kilku kolegów właśnie wciągnęło go do zabawy. Przybili sobie „piątki” i ruszyli wspólnie budować szałas. Więcej listów do redakcji:„W wieku 16 lat oddałam córkę do adopcji. Teraz uratowałam życie wnuczce, która była ciężko chora”„Mój narzeczony pochodził z majętnej rodziny z koneksjami, a ja nie śmierdziałam groszem. To nie mogło się uda攄W wieku 45 lat zostanę po raz drugi mamą i po raz pierwszy babcią. Nie planowałam tego, ale tak w życiu bywa”
Każde dziecko na początku drogi edukacyjnej chce być dobrym uczniem, chce, aby dorośli (rodzice, wychowawca) byli z niego dumni. Jednak czasem mimo dobrych chęci, mimo starań dziecko ponosi coraz więcej porażek, ma coraz mniej zapału, za to z każdym dniem natyka się na coraz więcej trudności. Mamy do czynienia z niepowodzeniami szkolnymi. Nauka w szkole i związane z nią pokonywanie trudności sprawia, że bycie uczniem wymaga dużego wysiłku intelektualnego, a przy tym jest uzależnione od odporności emocjonalnej. Każde zadanie stawiane przed dzieckiem w szkole powinno być dla niego sytuacją trudną, gdyż człowiek uczy się poprzez pokonywanie trudności. Ważne jest, aby były one na miarę możliwości dziecka, by potrafiło je ono w miarę samodzielnie pokonać. Wtedy jest dobrze, gdyż dzięki temu jego rozwój postępuje. Może być jednak tak, że trudności przerastają możliwości dziecka. Powodów kłopotów związanych z rozwojem dziecka może być wiele, dziecko: nie potrafi zrozumieć, czego się od niego oczekuje, bo jego rozwój umysłowy nie osiągnął jeszcze wymaganego poziomu, nie potrafi wytrzymać napięcia emocjonalnego – np. widzi trudność i nie chce podjąć się wykonania zadania, łatwo poddaje się fali frustracji, ma obniżoną sprawność rąk; nie radzi sobie z szybkim czy estetycznym zapisywaniem treści, wykonywaniem prac, ma zaburzenia analizatorów wzroku lub słuchu, a przecież problemy z prawidłowym widzeniem czy słyszeniem rzutują negatywnie na pracę na zajęciach, ma zaburzoną mowę, co utrudnia mu porozumiewanie się z dorosłymi i dziećmi. Trudności związane z komunikacją powodują, że dziecko wstydzi się wypowiadać, więc nie zgłasza się do odpowiedzi, wywołane milczy, zaś z rówieśnikami nie wchodzi w relacje. To staje się powodem słabszego oceniania dziecka przez nauczyciela i wyśmiewania czy szykanowania go przez rówieśników. ma trudności w koncentracji uwagi. Tego typu problemy niosą ze sobą poważne konsekwencje związane z piętrzeniem się zaległości w nauce. Dziecko z zaburzeniami uwagi nie jest w stanie dłużej skupić się na zadaniu czy na wypowiedzi – stąd pojawiające się problemy. Wszystkie tego typu kłopoty należy traktować w specjalny sposób – są to trudności specyficzne dla danego ucznia. Dzieci, które ich doznają, potrzebują fachowej pomocy ze strony dorosłych. Im wcześniej rodzice i nauczyciele zareagują na niepowodzenia szkolne, tym korzystniej dla dziecka. Jeżeli bowiem nie otrzyma ono w porę pomocy, może nastąpić blokada w uczeniu się. Uczeń będzie się bronił przed przydzielaniem mu zadań wymagających wysiłku umysłowego, a to sprawi, że nie będzie gromadził wiedzy i umiejętności koniecznych do ich rozwiązania. Jeżeli taki stan trwa dłużej, pociąga za sobą niepowodzenia w uczeniu się. Bywa też tak, że przyczyn niepowodzeń szkolnych należy poszukiwać w opiekunach dziecka. Rodzice, którzy widzą w dziecku geniusza, którzy za wszelką cenę chcą, aby był w życiu „kimś”, którzy starają się, aby dziecko realizowało ich niespełnione marzenia, mogą zbyt wysoko postawić poprzeczkę swojemu dziecku. Tacy rodzice nie zastanawiają się, skąd biorą się kłopoty, i wszystkie trudności określają mianem lenistwa. Nie znając przyczyn, wywierają na dziecku presję, aby uczyło się jeszcze więcej. To zaś skutkuje coraz większymi problemami zarówno intelektualnymi, jak również emocjonalnymi. Szukając przyczyn trudności dziecka w szkole, warto zwrócić uwagę na sytuację w domu. Rozstanie rodziców, ich ciągłe kłótnie, choroba lub śmierć w rodzinie – to wszystko może znacząco zachwiać konstrukcją psychiczną dziecka. Wtedy nie potrafi ono prawidłowo funkcjonować w roli ucznia, ponieważ zaburzone jest jego poczucie bezpieczeństwa. Gdy rodzice zauważą, że dziecko nie radzi sobie w szkole, powinni jak najszybciej porozmawiać z nauczycielem. Należy wspólnie zastanowić się, jak rozwiązać problem. Dziecku i rodzicom przysługuje także pomoc poradni psychologiczno-pedagogicznej, z której warto skorzystać (każda szkoła jest związana z taką placówką). Przeprowadzone w poradni badania diagnostyczne kończą się wydaniem rodzicom pisemnej opinii. Zawiera ona opis mocnych i słabych stron funkcjonowania dziecka, a więc wskazuje także, co może być przyczyną trudności w uczeniu się i jakiej pomocy dziecko wymaga. Taką opinię dobrze jest pokazać każdemu nauczycielowi dziecka. Pamiętajmy, że uczniowi, który nie radzi sobie w szkole, należy się pomoc ze strony nauczycieli i rodziców. Co mogą zrobić rodzice, poznając przyczyny trudności dziecka? Skonsultować z nauczycielem swoje domowe oddziaływania, tak aby – jeśli potrafią i mogą – ćwiczyli z dzieckiem te funkcje, które wykazują mniejszą sprawność. Powinni codziennie wspomagać dziecko w jego obowiązkach szkolnych (odrabianiu pracy domowej i nauce), nie wyręczając go, a jednocześnie ustalić z nauczycielem spójny sposób nagradzania postępów dziecka. Największym wyzwaniem jest niewątpliwie konieczność zapewnienia dziecku atmosfery zrozumienia, akceptacji i życzliwości – bez tego trudno o rzetelną pomoc. Pamiętajmy, że warto szybko reagować na trudności dziecka w nauce. Nasze wysiłki mogą zapobiec sytuacji, gdy dziecko o dobrych możliwościach umysłowych, pełne zapału do nauki i ciekawości świata, przeobrazi się w ucznia, który nie lubi szkoły i naukę traktuje jako zło konieczne. Jeszcze gorzej stanie się, gdy ten uczeń nie będzie też lubił siebie. Dlatego my, dorośli, powinniśmy zrobić wszystko, aby pojawiające się problemy z nauką nie zdążyły wpłynąć na samoocenę dziecka. Dr Aneta Jegier Bibliografia • E. Gruszczyk-Kolczyńska, Dzieci ze specyficznymi trudnościami w uczeniu się matematyki, WSiP, Warszawa 1997. Artykuły – pozostałe:Przyjaciel to skarb czyli jak dbać o nasze przyjaźnieO przyjaźń, tak jak o ogród, trzeba dbać. Warto zatem przypomnieć sobie, czym ona jest i na jakich zasadach się opiera...więcejNie bójmy się rozmawiać czyli zalety dobrej komunikacjiRozmowa to podstawowa forma kontaktu między ludźmi. Na przestrzeni dziejów posługiwano się różnymi metodami, by się dogadać ? używano gestów, mimiki twarzy czy wysokich i niskich dźwięków. Jednak od momentu pojawienia się konkretnych języków, człowiek zaczął pełniej wyrażać siebie, budować głębsze relacje i ustalać reguły rządzące społecznością, w której żył...więcejJak ośmielić dziecko i dodać mu pewności siebieKażde dziecko rodzi się z zestawem pewnych cech, zaś w trakcie dorastania uczy się nowych zachowań i rozwija poszczególne umiejętności. Nieśmiałość, choć często dziedziczona, ewoluuje i można nad nią częściowo przez zabawę, czyli jak gry planszowe mogą wspomóc rozwój Twojego dzieckaWarto byśmy skorzystali z bogatej oferty rynku gier planszowych, bowiem takie gry nie tylko staną się dla nas wspaniałą rozrywką, ale mogą wspomóc nasze dzieci w rozwijaniu poszczególnych umiejętności, ponieważ...więcej5 pomysłów na deszczowe dni!Wrzesień, październik i listopad to specyficzne miesiące, dla części z nas ponure i zimne, ale wcale tak być nie musi – bowiem ta pora roku kryje w sobie mnóstwo ciepłych kolorów i pozytywnych nauczyć dziecko opieki nad zwierzętami?Większość dzieci, prędzej czy później, marzy o posiadaniu własnego zwierzątka. Bez względu na to, czy chodzi o czworonoga, ptaka czy gryzonia, każde stworzenie wymaga odpowiedniej opieki, dlatego musimy być pewni, że nasze dziecko jest gotowe na taką odpowiedzialność...więcej5 najlepszych gier planszowych na koniec lataKłopot pojawia się wtedy, kiedy pogoda krzyżuje nasze plany i musimy zostać w domu. W takim wypadku z pomocą przychodzą nam wszelkiego rodzaju gry planszowe, które nie tylko pomogą zorganizować czas naszym pociechom, ale sprawią przyjemność całej przygotować dziecko do samodzielnego wyjazdu na kolonie lub obóz?Nadchodzi taki moment, kiedy rodzice postanawiają wysłać swoją pociechę na wakacje w większej grupie rówieśników oraz pod opieką innych dorosłych. Chcą, aby ich córki lub synowie usamodzielnili się, zawiązali nowe przyjaźnie, a przede wszystkim miło spędzili czas...więcejJakie książki spakować do wakacyjnego plecaka?Nadeszły wakacje. Każdy z nas chciałby odpocząć, ale też spędzić ten czas przyjemnie i w radosnym nastroju. Jedni pragną udać się w egzotyczne podróże, drudzy chcą popływać w jeziorze albo powspinać się na górskie szczyty, a jeszcze inni marzą o tym, by wyciągnąć się na zawieszonym między drzewami hamaku i oderwać myśli od obowiązków. więcejWiosenne wyprawy czyli o tym, jak zachowywać się w lesieWreszcie nadeszły ciepłe dni i słońce co rusz zachęca nas do dłuższych rodzinnych spacerów. W tym czasie odwiedzamy nie tylko miejskie parki czy ogrody, ale chętnie wyjeżdżamy również poza miasto, do okolicznych lasów. W przypadku takich wycieczek musimy przestrzegać pewnych określonych zasad, które sprawiają, że zarówno my, jak i różne zwierzęta, czujemy się miło i
Etap wchodzenia w grupę rówieśników jest dla dziecka istotnym momentem utożsamiania się z osobami pod pewnymi względami podobnymi do niego, a jednak wykazującymi różnice. To, czy dziecko zostanie zaakceptowane przez kolegów i koleżanki z klasy, jest kamieniem milowym w jego integracji z grupą społeczną oraz w budowaniu własnego poczucia tożsamości. Zobacz film: "Agresja u dzieci autystycznych" spis treści 1. Przyczyny dokuczania w szkole 2. Jak pomóc dziecku, któremu inni dokuczają? 1. Przyczyny dokuczania w szkole Nie ma problemu, jeśli dziecko jest lubiane i łatwo nawiązuje kontakty. Jego rozwój emocjonalny przebiega wówczas harmonijnie i wzrasta jego poczucie pewności siebie. Inaczej sprawa wygląda w przypadku dzieci, które po wejściu w grupę rówieśników gorzej się adaptują, nie wykazują umiejętności łatwego nawiązywania kontaktów oraz brak im pewności siebie. Takie dzieci często narażone są na zaczepki ze strony innych, bywają wyśmiewane, izolowane z różnego rodzaju zabaw i aktywności grupowej. Zdarzają się także przypadki, kiedy rówieśnicy są dla nich tak surowi, że notorycznie dokuczają im, robiąc sobie z nich tzw. kozła ofiarnego. Z reguły jest tak, że rówieśnicy kłócą się i godzą między sobą, bo to naturalne zachowanie, podczas którego każda ze stron uczy się bronić „swojego terytorium”. Nazywamy to konfrontacją. Pożyteczną umiejętnością jest umieć wchodzić w taką sytuację, a przy tym wyjść z niej cało. Cywilizowane przejawy konfrontacji powinny mieć oblicze prowadzące do kompromisu. Przypadek, kiedy grupa rówieśników znajduje kozła ofiarnego, na którym „trenuje” swoje atawistyczne zapędy, to nie jest niestety cywilizowana konfrontacja i z pewnością niczego dobrego nie nauczy żadnej ze stron. Proces grupowy ma to do siebie, że zachodzą w nim sytuacje, kiedy każdy odgrywa jakąś rolę. Wśród dzieciaków „odgrywanie” ról przywódcy czy kozła ofiarnego to ich metoda na poradzenie sobie z emocjonalnie trudną sytuacją w połączeniu z umiejętnościami społecznymi wyniesionymi z domu. Czasem o dzieciach, które dokuczają innym, mówi się, że to „trudne dzieci”. Jednak bliższe prawdy jest pojęcie, że to nie dzieci są trudne, tylko same mają z czymś trudności. A że ich rozwój emocjonalny to proces długotrwały i niestabilny, naiwnie jest wymagać od nich umiejętności, których czasem brak niejednemu dorosłemu. Czynniki ryzyka, które wskazują na występowanie zjawiska dokuczania w szkole to takie, które zachodzą w domu rodzinnym obydwu stron. Dokuczające dzieci mogą pochodzić z domów, gdzie nieco zaniedbano je wychowawczo, gdzie zamiast nauczyć je współpracy w grupie, wzmocniono w nich egoistyczne postawy, że „wszystko mogą dostać albo siłą wywalczyć”. Z kolei dzieci, którym inni dokuczają, mogą być wychowane na grzeczne, uprzejme i uległe osoby, które nie potrafią bronić ani swojego zdania, ani walczyć o swoje racje. Wiedzą, że zawsze mogą liczyć na wsparcie rodziców i że wielu spraw nie muszą załatwiać same. Problemem, który powoduje iskrzenie w kontaktach z innymi dziećmi, może być właśnie ów różny sposób wychowania, inne wzorce i różnice indywidualne. Dla dziecka rówieśnicy są bardzo ważni. Największym lękiem jest „bycie nielubianym”, bo też potrzeba przynależności do grupy jest bardzo silna. Dlatego warto wskazać dziecku, któremu rówieśnicy dokuczają, kierunek myślenia, że nie z każdym można się zaprzyjaźnić, że w życiu tak już jest, że spotykają nas dobre i złe chwile. Najważniejsze, że rozczarowania są po to, aby potrafić podejmować decyzje na przyszłość i umieć dokonywać wyborów. 2. Jak pomóc dziecku, któremu inni dokuczają? Jeśli dziecko jest emocjonalnie rozbite i wspomina o chęci zmiany szkoły, to oczywisty sygnał, że sprawa wymaga interwencji dorosłych. Jako troskliwy rodzic możesz w sposób rzeczowy i spokojny odbyć rozmowę z wychowawcą klasy, sam na sam. Można starać się o wsparcie pedagoga szkolnego, dyrektora szkoły, pedagoga z rejonowej poradni psychologiczno-pedagogicznej lub kuratorium oświaty nadzorującego tę szkołę. Poprosić uprawnione do tego instytucje o wsparcie postawy mającej na celu wyegzekwowanie działań naprawczych ze strony nauczycieli. Zadaniem szkoły jest bowiem zapewnienie wszystkim uczniom takich warunków do nauki, rozwoju oraz nawiązywania niezwykle ważnych kontaktów społecznych, aby każde dziecko mogło w sposób należyty wykorzystać swój potencjał, zgodnie z zasadą poszanowania godności i równości praw. Czasem jeszcze warto zastanowić się, czy my, dorośli, bojąc się o nasze dzieci, nie projektujemy na nie naszych emocji, naszego strachu, gniewu i niechęci, tym samym nie ucząc ich konstruktywnego poradzenia sobie z trudną sytuacją, a pogłębiając ich przeżycia. polecamy Artykuł zweryfikowany przez eksperta: Mgr Anna Czupryniak Pedagog, terapeuta, doradca rodzinny.
Gdy dziecku dzieje się krzywda, z pomocą muszą przychodzić dorośli. Dziecko powinno też znać instytucje i osoby, do których może się zwrócić ze swoimi problemami. A dorośli mają obowiązek bezinteresownie udzielić mu wsparcia i niezbędnej pomocy. By ułatwić reagowanie w kryzysowych sytuacjach, przedstawiamy prawa i obowiązki dzieci, rodziców oraz nauczycieli. W Polsce nauka jest obowiązkowa do 18. roku życia. Obowiązek szkolny dziecka trwa do ukończenia gimnazjum, nie dłużej jednak niż do uzyskania pełnoletności. Dziecko powinno chodzić do szkoły systematycznie i starać się aktywnie uczestniczyć w lekcjach, szanować kolegów i nauczycieli, przestrzegać regulaminu szkoły. Nauka w szkołach publicznych jest bezpłatna, a każde dziecko musi mieć zapewnione miejsce w szkole państwowej. Dzieci: Prawa i obowiązki dzieci: * mają prawo do wychowania w rodzinie lub adopcji * darmowej nauki * wszechstronnego rozwoju swojej osobowości * kultury, wypoczynku, rozrywki * dostępu do informacji * ochrony zdrowia i opieki medycznej na najwyższym poziomie * prywatności * równości * ochrony przed wyzyskiem i poniżaniem * swobody wyznania i światopoglądu * zabezpieczenia socjalnego i odpowiedniego standardu życia Rodzice: Prawa i obowiązki rodziców: * mają obowiązek zgłosić dziecko do przedszkola, a następnie szkoły. Jeśli dziecko podejmuje naukę w innym mieście niż jego miejsce zameldowania lub w innym kraju, to rodzice pod groźbą grzywny mają obowiązek powiadomić o tym szkołę, do której dziecko teoretycznie powinno uczęszczać * rodzice dziecka podlegającego obowiązkowi szkolnemu są zobowiązani do: - zapewnienia regularnego uczęszczania dziecka na zajęcia szkolne. Każda nieobecność na lekcjach powinna być uzasadniona i pisemnie usprawiedliwiona - zapewnienia uczniowi warunków umożliwiających codzienną naukę i odrabianie lekcji - nienagannej współpracy ze szkołą * mają prawo do wychowywania swoich dzieci w duchu tolerancji i zrozumienia dla innych, bez dyskryminacji wynikającej z koloru skóry, rasy, narodowości, wyznania, płci oraz pozycji ekonomicznej * nie mogą zaniedbywać swoich pociech ani stosować wobec nich kar cielesnych * mają prawo wpływać na politykę oświatową realizowaną w szkołach ich dzieci. A nawet mają obowiązek osobiście włączać się w życie szkół (np. poprzez działalność w radzie rodziców, aktywne uczestniczenie w wywiadówkach) * mają prawo do pomocy materialnej ze strony władz publicznych, eliminującej wszelkie bariery finansowe, które mogłyby utrudnić dostęp ich dzieci do nauki * mają prawo żądać od odpowiedzialnych władz publicznych wysokiej jakości usług edukacyjnych * mają prawo do zapewnienia dzieciom wychowania i nauczania moralnego oraz religijnego zgodnie ze swoimi przekonaniami * Rzeczpospolita Polska zapewnia ochronę praw dziecka. Każdy (w tym i rodzice) ma prawo żądać od organów władzy publicznej ochrony dziecka przed przemocą, okrucieństwem, wyzyskiem i demoralizacją. Nauczyciele: Prawa i obowiązki nauczycieli: * muszą rzetelnie realizować zadania związane z powierzonym im stanowiskiem oraz podstawowymi funkcjami szkoły: dydaktyczną, wychowawczą i opiekuńczą, w tym zadania związane z zapewnieniem bezpieczeństwa uczniom w czasie zajęć organizowanych przez szkołę * muszą wspierać każdego ucznia w jego rozwoju * muszą kształcić i wychowywać młodzież w duchu patriotyzmu, w poszanowaniu Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, w atmosferze wolności sumienia i szacunku dla każdego człowieka * powinni dbać o kształtowanie u uczniów postaw moralnych i obywatelskich zgodnie z ideą demokracji, pokoju i przyjaźni między ludźmi różnych narodów, ras i światopoglądów * dyrektor szkoły powinien sprawdzać, czy uczeń systematycznie chodzi na lekcje * nauczyciel w sytuacji kryzysowej (np. szarpanina, wagary) ma obowiązek powiadomienia o tym wychowawcy klasy ucznia, pedagoga szkolnego lub dyrektora. Wówczas do szkoły wzywani są rodzice. Jeśli doszło do złamania lub naruszenia prawa, np. handlu narkotykami, pobicia, to dyrektor szkoły powiadamia o tym rodziców delikwenta i wzywa policję. A jeśli nauczyciel dowie się lub zobaczy, że dziecko jest zaniedbane przez rodziców, to powinien powiadomić o tym wychowawcę klasy, a ten pedagoga szkolnego i wspólnie powinni odwiedzić rodzinę. Gdy podejrzenia potwierdzą się, to szkoła powiadamia o zaistniałej sytuacji opiekę społeczną i sąd rodzinny, a sama otacza większą opieką potrzebujące wsparcia i pomocy dziecko Nauczyciel nie może: * używać wulgaryzmów w miejscu pracy * stosować przemocy fizycznej lub psychicznej wobec uczniów * wyśmiewać, szykanować, molestować seksualnie uczniów * narażać uczniów na utratę zdrowia lub życia * wykorzystywać stosunku zależności w celu wymuszania pożądanych działań lub zachowań * poświadczać nieprawdy, fałszować dokumentów szkolnych, brać udziału w procederze korupcji Drogie Uczennice, Drodzy Uczniowie Skończyły się wakacje, a Wy uśmiechnięci i wypoczęci wracacie do szkół. (...) Szczególnie gorąco witam sześciolatków rozpoczynających w tym roku wspaniałą szkolną przygodę ( ). W listopadzie tego roku mija 25 lat od uchwalenia przez Zgromadzenie Ogólne ONZ Konwencji o prawach dziecka - najważniejszego międzynarodowego dokumentu określającego prawa przysługujące dzieciom. Mam nadzieję, że w związku z tym wydarzeniem nowy rok szkolny 2014/2015 będzie czasem szczególnym dla całej społeczności szkolnej. To przecież znakomita okazja do rozmów o Waszych prawach i potrzebach - nie tylko edukacyjnych. Zachęcam więc rady pedagogiczne, samorządy uczniowskie i rady rodziców do podjęcia różnorodnych inicjatyw podkreślających podmiotowość dziecka i przypominających o jego prawach - także do wypoczynku i zabawy (...). Proszę więc dzieci i nauczycieli o wspólne przygotowanie ciekawych zajęć, promujących prawa dziecka i wiedzę o Konwencji o prawach dziecka. Z najserdeczniejszymi pozdrowieniami Wasz rzecznik Marek Michalak ZAPISZ SIĘ: Codziennie wiadomości Super Expressu na e-mail Zobacz: EBOLA atakuje! Jest gorzej niż zakładano! Polsce grozi epidemia? [WIDEO]
Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź 1 2017-08-11 22:36:31 Ostatnio edytowany przez Loto (2017-08-11 22:44:26) Loto Zbanowany Banita Nieaktywny Zarejestrowany: 2017-08-11 Posty: 163 Temat: Dziecko ktore dokucza innym dzieciom w szkole, skad to sie bierze? Z moich obserwacji wynika ze dzieci ktore dokuczaja, czasami nawet terroryzuja/gnebia, ponizaja, wysmiewaja innych swoich kolegow/kolezanki z klasy/ze szkoly tych bardziej spokojnych i niby skad to sie bierze ? Z obserwacji wynika ze to wina rodzicow, dziecko obserwuje jak ojciec reaguje na rozne rzeczy wysmiewa innych, obraza kobiety/ludzi, niezbyt ma wielki szacunek do jego matki, i takie dziecko bierze przyklad i wyzywa sie na innych dzieciach w szkole,poniza/dokucza, wysmiewa inne slabsze to wlasnie takiej sytuacji winny jest taki "OJCIEC BURAK", rodzic toksyczny...Dzieci gnebione ponizane przez kolege z klasy/ze szkoly bardzo cierpia,i taka rana czesto zostaje na cale zycie, i ma wplyw na dalsze zycie takiego czlowieka, po takim szkolnym gnebieniu... a jest to bezkarne i niewiele sie robi w tej kwestii...Jakie sa Wasze obserwacje tego przypadku ? ZGAS podly usmiech LUDZI zlych. 2 Odpowiedź przez strzała 2017-08-11 23:54:51 Ostatnio edytowany przez strzała (2017-08-11 23:55:15) strzała 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-08-01 Posty: 4,600 Odp: Dziecko ktore dokucza innym dzieciom w szkole, skad to sie bierze? Dziecko które dokucza innym dzieciom samo najpewniej ma nie musi być tak, że tylko obserwuje najbliższych być tak, że to własnie ono jest poniżane, bite, czy to niekoniecznie przez ojca, matka może niczym się nie różnić, albo być jeszcze spróbować dotrzeć do takiego dziecka, umawiając na jakieś wspólne zabawy z naszą że dzieci wtedy bardziej się poznają, czy agresja nie bierze się znikąd u dziecka. Są dwie drogi, aby przeżyć życie. Jedna to żyć tak, jakby nic nie było cudem. Druga to żyć tak, jakby cudem było wszystko... 3 Odpowiedź przez santapietruszka 2017-08-12 00:05:24 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2017-08-12 00:05:36) santapietruszka Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2016-06-14 Posty: 12,977 Odp: Dziecko ktore dokucza innym dzieciom w szkole, skad to sie bierze? Loto napisał/a:Z moich obserwacji wynika ze dzieci ktore dokuczaja, czasami nawet terroryzuja/gnebia, ponizaja, wysmiewaja innych swoich kolegow/kolezanki z klasy/ze szkoly tych bardziej spokojnych i niby skad to sie bierze ? Z obserwacji wynika ze to wina rodzicow, dziecko obserwuje jak ojciec reaguje na rozne rzeczy wysmiewa innych, obraza kobiety/ludzi, niezbyt ma wielki szacunek do jego matki, i takie dziecko bierze przyklad i wyzywa sie na innych dzieciach w szkole,poniza/dokucza, wysmiewa inne slabsze to wlasnie takiej sytuacji winny jest taki "OJCIEC BURAK", rodzic toksyczny...Dzieci gnebione ponizane przez kolege z klasy/ze szkoly bardzo cierpia,i taka rana czesto zostaje na cale zycie, i ma wplyw na dalsze zycie takiego czlowieka, po takim szkolnym gnebieniu... a jest to bezkarne i niewiele sie robi w tej kwestii...Jakie sa Wasze obserwacje tego przypadku ?Dlaczego wpadasz na kobiece forum i ni stąd, ni zowąd pytasz o dzieci? O pisanie dla niech bajek i o to, czego potrzebują dzieci nieszczęśliwe? Pomijając właściwości zdrowotne pietruszki, można stwierdzić, że jest ona po prostu smaczna. 4 Odpowiedź przez gojka102 2017-08-12 11:17:00 Ostatnio edytowany przez gojka102 (2017-08-12 11:18:13) gojka102 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-11-28 Posty: 8,605 Wiek: 30+(dokładnie nie pamiętam:)) Odp: Dziecko ktore dokucza innym dzieciom w szkole, skad to sie bierze? Loto napisał/a:Z moich obserwacji wynika ze dzieci ktore dokuczaja, czasami nawet terroryzuja/gnebia, ponizaja, wysmiewaja innych swoich kolegow/kolezanki z klasy/ze szkoly tych bardziej spokojnych i niby skad to sie bierze ? Z obserwacji wynika ze to wina rodzicow, dziecko obserwuje jak ojciec reaguje na rozne rzeczy wysmiewa innych, obraza kobiety/ludzi, niezbyt ma wielki szacunek do jego matki, i takie dziecko bierze przyklad i wyzywa sie na innych dzieciach w szkole,poniza/dokucza, wysmiewa inne slabsze to wlasnie takiej sytuacji winny jest taki "OJCIEC BURAK", rodzic toksyczny...Dzieci gnebione ponizane przez kolege z klasy/ze szkoly bardzo cierpia,i taka rana czesto zostaje na cale zycie, i ma wplyw na dalsze zycie takiego czlowieka, po takim szkolnym gnebieniu... a jest to bezkarne i niewiele sie robi w tej kwestii...Jakie sa Wasze obserwacje tego przypadku ?Moje obserwację są takie,że piszesz niczym niepoparte to wylęgarnia różnych patologii-dlatego bardzo istotna jest reakcja nauczycieli,ustalenie zasad,spisanie ich i widzą,że w walce o przywódctwo w grupie na czele są te dzieciaki,które portafią wyśmiać,wyszydzić słabszego,nie potrafiącego się "cwaniak" jest gwiazdą-inni się śmieją razem nim-no bo przecież kto się nie śmieje ma świadomość,że z nim za chwilę "cwaniak" postąpi tak prawa dziecko,które "się wyżywa" mogło samo doświadczyć lub doświadczać poniżenia w jakiejś innej grupie równieśniczej-np na podwórku,na obozie i dlatego samo próbuje temu zapobiec od razu,na dzień dobry wchodząc w jakąś grupe i wyszukując sobie "ofiary".Znałam dzieciaki,które poniżały innych i znałam też ich byli patologią ani "burakami"-widziałam jak zachowują się prywatnie i w ich związkach nikt nikogo nie poniżał a sami rodzice nie mieli pojęcia,że ich dzieci tak właśnie zachowują się w grupie. Tylko czasem wśród mroku,straszy i krąży wokół zamyślony marabut, w lepkich błotach błądzący ptakLecz dzień lęki wymiecie,wiec spokojnie możecie drzwiami trzasnąć i zasnąć gdy "dobranoc" powiemy wam 5 Odpowiedź przez Loto 2017-08-13 02:06:01 Loto Zbanowany Banita Nieaktywny Zarejestrowany: 2017-08-11 Posty: 163 Odp: Dziecko ktore dokucza innym dzieciom w szkole, skad to sie bierze? gojka102 napisał/a:Loto napisał/a:Z moich obserwacji wynika ze dzieci ktore dokuczaja, czasami nawet terroryzuja/gnebia, ponizaja, wysmiewaja innych swoich kolegow/kolezanki z klasy/ze szkoly tych bardziej spokojnych i niby skad to sie bierze ? Z obserwacji wynika ze to wina rodzicow, dziecko obserwuje jak ojciec reaguje na rozne rzeczy wysmiewa innych, obraza kobiety/ludzi, niezbyt ma wielki szacunek do jego matki, i takie dziecko bierze przyklad i wyzywa sie na innych dzieciach w szkole,poniza/dokucza, wysmiewa inne slabsze to wlasnie takiej sytuacji winny jest taki "OJCIEC BURAK", rodzic toksyczny...Dzieci gnebione ponizane przez kolege z klasy/ze szkoly bardzo cierpia,i taka rana czesto zostaje na cale zycie, i ma wplyw na dalsze zycie takiego czlowieka, po takim szkolnym gnebieniu... a jest to bezkarne i niewiele sie robi w tej kwestii...Jakie sa Wasze obserwacje tego przypadku ?Moje obserwację są takie,że piszesz niczym niepoparte to wylęgarnia różnych patologii-dlatego bardzo istotna jest reakcja nauczycieli,ustalenie zasad,spisanie ich i widzą,że w walce o przywódctwo w grupie na czele są te dzieciaki,które portafią wyśmiać,wyszydzić słabszego,nie potrafiącego się "cwaniak" jest gwiazdą-inni się śmieją razem nim-no bo przecież kto się nie śmieje ma świadomość,że z nim za chwilę "cwaniak" postąpi tak prawa dziecko,które "się wyżywa" mogło samo doświadczyć lub doświadczać poniżenia w jakiejś innej grupie równieśniczej-np na podwórku,na obozie i dlatego samo próbuje temu zapobiec od razu,na dzień dobry wchodząc w jakąś grupe i wyszukując sobie "ofiary".Znałam dzieciaki,które poniżały innych i znałam też ich byli patologią ani "burakami"-widziałam jak zachowują się prywatnie i w ich związkach nikt nikogo nie poniżał a sami rodzice nie mieli pojęcia,że ich dzieci tak właśnie zachowują się w znalam pewna rodzine przy innych nie pokazywali jacy sa naprawde, ale gdy przypadkiem mysleli ze nie bylo nikogo w poblizu, to bylam w szoku , przy ludziach ludzie spokojni, a jak sa sami to zachowuja sie jak "buraki" ZGAS podly usmiech LUDZI zlych. 6 Odpowiedź przez Olinka 2017-08-13 02:46:29 Olinka Redaktor Naczelna Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-10-12 Posty: 45,376 Wiek: Ani dużo, ani mało, czyli w sam raz ;) Odp: Dziecko ktore dokucza innym dzieciom w szkole, skad to sie bierze? Loto napisał/a:Kiedys znalam pewna rodzine przy innych nie pokazywali jacy sa naprawde, ale gdy przypadkiem mysleli ze nie bylo nikogo w poblizu, to bylam w szoku , przy ludziach ludzie spokojni, a jak sa sami to zachowuja sie jak "buraki"I przykład tej jednej rodziny posłużył Ci do wyciągnięcia tak daleko idących wniosków? "Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz." (Janis Joplin)[olinkowy status to już historia, z niezależnych ode mnie przyczyn technicznych właściwy zobaczysz dopiero w moim profilu ] 7 Odpowiedź przez Loto 2017-08-13 22:46:43 Ostatnio edytowany przez Loto (2017-08-13 23:01:01) Loto Zbanowany Banita Nieaktywny Zarejestrowany: 2017-08-11 Posty: 163 Odp: Dziecko ktore dokucza innym dzieciom w szkole, skad to sie bierze? Olinka napisał/a:Loto napisał/a:Kiedys znalam pewna rodzine przy innych nie pokazywali jacy sa naprawde, ale gdy przypadkiem mysleli ze nie bylo nikogo w poblizu, to bylam w szoku , przy ludziach ludzie spokojni, a jak sa sami to zachowuja sie jak "buraki"I przykład tej jednej rodziny posłużył Ci do wyciągnięcia tak daleko idących wniosków?Nie, ale to jeden z czestych przyczyn dlaczego pewne dziecko wyzywa sie, wysmiewa dokucza innemu koledze/kolezance w klasie / w szkole i niszczy(psychicznie) ta niewinna w szkole, sadze ze to troche zamiatany pod dywan problem, i nikt zbytnio nic z tym nie robi, delikatnie mowiac olewa sie to ze jeden uczen niszczy upokaza, wysmiewa drugiego ucznia... Widzac to i zbytnio nie reagujac ? ...Posluchaj sobie wyznac po latch dziewczyny ktora byla gnebiona, wysmiewana w swojej - ZGAS podly usmiech LUDZI zlych. 8 Odpowiedź przez Olinka 2017-08-13 23:32:45 Olinka Redaktor Naczelna Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-10-12 Posty: 45,376 Wiek: Ani dużo, ani mało, czyli w sam raz ;) Odp: Dziecko ktore dokucza innym dzieciom w szkole, skad to sie bierze? Może wiesz więcej o tej dziewczynie, ale ja obejrzałam ten jeden filmik, bo na drugi tylko pobieżnie rzuciłam okiem, i dla mnie to nie wygląda jak wyznanie, a wyjaśnianie, a raczej próba wyjaśnienia, innym młodym ludziom kolejnego zagadnienia. "Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz." (Janis Joplin)[olinkowy status to już historia, z niezależnych ode mnie przyczyn technicznych właściwy zobaczysz dopiero w moim profilu ] 9 Odpowiedź przez gojka102 2017-08-14 19:36:25 gojka102 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-11-28 Posty: 8,605 Wiek: 30+(dokładnie nie pamiętam:)) Odp: Dziecko ktore dokucza innym dzieciom w szkole, skad to sie bierze? Loto napisał/a:Kiedys znalam pewna rodzine przy innych nie pokazywali jacy sa naprawde, ale gdy przypadkiem mysleli ze nie bylo nikogo w poblizu, to bylam w szoku , przy ludziach ludzie spokojni, a jak sa sami to zachowuja sie jak "buraki"No,tak-z pewnością tak mają wszyscy ci,których dzieci wyśmiewają innych Loto napisał/a:Nie, ale to jeden z czestych przyczyn dlaczego pewne dziecko wyzywa sie, wysmiewa dokucza innemu koledze/kolezance w klasie / w szkolei niszczy(psychicznie) ta niewinna w szkole, sadze ze to troche zamiatany pod dywan problem, i nikt zbytnio nic z tym nie robi, delikatnie mowiac olewa sie to ze jeden uczen niszczy upokaza, wysmiewa drugiego ucznia... Widzac to i zbytnio nie reagujac ? ...Posluchaj sobie wyznac po latch dziewczyny ktora byla gnebiona, wysmiewana w swojej - skąd wiesz,że to jedna w częstych przyczyn? Masz jakieś dane w tej kwestii? Może je przedstawić? Pracuję od kilkunastu lat w szkole i żadna szkoła,w której pracowałam nie pozwoliłaby sobie na zamiatanie problemu rodzic widzi co się dzieje-idzie na rozmowę z to nie pomaga-do zawsze ma możliwość zmienienia dziecku szkoły. Tylko czasem wśród mroku,straszy i krąży wokół zamyślony marabut, w lepkich błotach błądzący ptakLecz dzień lęki wymiecie,wiec spokojnie możecie drzwiami trzasnąć i zasnąć gdy "dobranoc" powiemy wam 10 Odpowiedź przez Loto 2017-08-16 03:37:17 Ostatnio edytowany przez Loto (2017-08-16 03:39:08) Loto Zbanowany Banita Nieaktywny Zarejestrowany: 2017-08-11 Posty: 163 Odp: Dziecko ktore dokucza innym dzieciom w szkole, skad to sie bierze? gojka102 napisał/a:Loto napisał/a:Kiedys znalam pewna rodzine przy innych nie pokazywali jacy sa naprawde, ale gdy przypadkiem mysleli ze nie bylo nikogo w poblizu, to bylam w szoku , przy ludziach ludzie spokojni, a jak sa sami to zachowuja sie jak "buraki"No,tak-z pewnością tak mają wszyscy ci,których dzieci wyśmiewają innych Loto napisał/a:Nie, ale to jeden z czestych przyczyn dlaczego pewne dziecko wyzywa sie, wysmiewa dokucza innemu koledze/kolezance w klasie / w szkolei niszczy(psychicznie) ta niewinna w szkole, sadze ze to troche zamiatany pod dywan problem, i nikt zbytnio nic z tym nie robi, delikatnie mowiac olewa sie to ze jeden uczen niszczy upokaza, wysmiewa drugiego ucznia... Widzac to i zbytnio nie reagujac ? ...Posluchaj sobie wyznac po latch dziewczyny ktora byla gnebiona, wysmiewana w swojej - skąd wiesz,że to jedna w częstych przyczyn? Masz jakieś dane w tej kwestii? Może je przedstawić? Pracuję od kilkunastu lat w szkole i żadna szkoła,w której pracowałam nie pozwoliłaby sobie na zamiatanie problemu rodzic widzi co się dzieje-idzie na rozmowę z to nie pomaga-do zawsze ma możliwość zmienienia dziecku Ty nie wiesz ze nie kazde dziecko przyznaje sie rodzicom ze w szkole/w klasie mu dokuczaja?Czesto wstydza sie przyznac rodzicom... czesto nauczyciele sa swiadkami tego terroru ucznia, i nie reaguja. ZGAS podly usmiech LUDZI zlych. 11 Odpowiedź przez gojka102 2017-08-16 08:21:43 gojka102 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-11-28 Posty: 8,605 Wiek: 30+(dokładnie nie pamiętam:)) Odp: Dziecko ktore dokucza innym dzieciom w szkole, skad to sie bierze? Loto napisał/a:gojka102 napisał/a:Loto napisał/a:Kiedys znalam pewna rodzine przy innych nie pokazywali jacy sa naprawde, ale gdy przypadkiem mysleli ze nie bylo nikogo w poblizu, to bylam w szoku , przy ludziach ludzie spokojni, a jak sa sami to zachowuja sie jak "buraki"No,tak-z pewnością tak mają wszyscy ci,których dzieci wyśmiewają innych Loto napisał/a:Nie, ale to jeden z czestych przyczyn dlaczego pewne dziecko wyzywa sie, wysmiewa dokucza innemu koledze/kolezance w klasie / w szkolei niszczy(psychicznie) ta niewinna w szkole, sadze ze to troche zamiatany pod dywan problem, i nikt zbytnio nic z tym nie robi, delikatnie mowiac olewa sie to ze jeden uczen niszczy upokaza, wysmiewa drugiego ucznia... Widzac to i zbytnio nie reagujac ? ...Posluchaj sobie wyznac po latch dziewczyny ktora byla gnebiona, wysmiewana w swojej - skąd wiesz,że to jedna w częstych przyczyn? Masz jakieś dane w tej kwestii? Może je przedstawić? Pracuję od kilkunastu lat w szkole i żadna szkoła,w której pracowałam nie pozwoliłaby sobie na zamiatanie problemu rodzic widzi co się dzieje-idzie na rozmowę z to nie pomaga-do zawsze ma możliwość zmienienia dziecku Ty nie wiesz ze nie kazde dziecko przyznaje sie rodzicom ze w szkole/w klasie mu dokuczaja?Czesto wstydza sie przyznac rodzicom... czesto nauczyciele sa swiadkami tego terroru ucznia, i nie sorry ale w szkołach,w których pracowałam żaden nauczyciel nie pozwoliłby sobie na niezauważenie takiej mnie nawet jak jeden uczeń zwróci się niezbyt uprzejmie do drugiego to jak to słyszy nauczyciel- zaraz wkracza do wychowankowie zawsze mi takie problemy jak ich bezpośrednio nie dotyczyły. Tylko czasem wśród mroku,straszy i krąży wokół zamyślony marabut, w lepkich błotach błądzący ptakLecz dzień lęki wymiecie,wiec spokojnie możecie drzwiami trzasnąć i zasnąć gdy "dobranoc" powiemy wam 12 Odpowiedź przez lilly25 2017-08-16 11:05:30 Ostatnio edytowany przez lilly25 (2017-08-16 11:21:30) lilly25 Zbanowany Odp: Dziecko ktore dokucza innym dzieciom w szkole, skad to sie bierze? Loto napisał/a:Jakie sa Wasze obserwacje tego przypadku ?W mojej szkole dość sporo się takich różnych rzeczy działo, i zazwyczaj nikt (w domyśle: z nauczycieli) tego nie widział. Trudno mieć z resztą do nich pretensje - człowiek przecież nie ma oczu naokoło głowy, a nasza szkoła była zbudowana w ten sposób że w wielu jej miejscach uczniowie mogli wyprawiać żywnie co im się podoba. Nie ukrywam że byłam w podstawówce/gimnazjum tzw. ofiarą, a idąc do szkoły średniej kierowałam się głównie tym żeby klasa była żeńska mając nadzieję że wśród kobiet odpocznę, ale sytuacja znowu się powtórzyła, z tym że było dużo, dużo łagodniej (dziewczęta są jednak na ogół subtelniejsze).Minęło sporo lat od czasów gimnazjum, jestem już dorosłą kobietą, a do dziś odczuwam lekki lęk gdy mijam nastoletnich chłopaków, zwłaszcza że wyglądam dużo młodziej i oni biorąc mnie za swoją rówieśniczkę mogliby faktycznie jakoś zaatakować, dlatego widząc naprzeciw grupkę osobników płci męskiej w wieku nastoletnim zmierzającą w moim kierunku częstokroć przechodzę na drugą stronę ulicy gdy to tylko możliwe. Gdy chłopak idzie ze swoją dziewczyną, albo sam to lęku nie odczuwam (bo mężczyźni przy swoich kobietach inaczej się zachowują).Dlaczego uczniowie dręczą innych uczniów? - powodów jest wiele, ale do takich najczęstszych zaliczyłabym:- chęć popisania się wśród kolegów (dotyczy to zwłaszcza chłopców, dlatego napisałam: kolegów, a nie koleżanek); zazwyczaj gdy zostanie się z takim dręczącym sam na sam, to kompletnie inaczej się zachowuje,- nieświadomość ciężaru swoich ciosów/myślenie że 'to przecież nic takiego',- odreagowywanie krzywd z domu/podwórka,- złe skłonności (np. sadystyczne/psychopatyczne). 13 Odpowiedź przez Xaron 2017-08-18 19:09:49 Xaron Net-facet Nieaktywny Zarejestrowany: 2017-07-12 Posty: 46 Odp: Dziecko ktore dokucza innym dzieciom w szkole, skad to sie bierze? Z moich obserwacji i doświadczenia wynika, ze jest to w dużej mierze cecha/kwestia charakteru. Bo w późniejszym wieku 16-18 lat wcale nie jest lepiej i dalej tacy szkolni oprawcy robią to samo. Ten problem nie dotyczy tylko że część z nich jest takimi całe życie tylko potem w życiu dorosłym nie ma już tylu możliwości dokuczania i gnębienia innych, ale niektórym i tak sie udaje dalej to robić (różne przypadki mobbingu w pracy ze gdzie współpracownicy gnębią innego, albo gnębienie na linii szef - pracownik).Jeśli Twoje dziecko gnębi innych w szkole to najprawdopodobniej jest po prostu gnojkiem, taki ma charakter. Jeśli chodzi o jakieś problemy w rodzinie typu ojciec pije i się znęca etc to dzieci z takich rodzin równie często są ofiarami co oprawcami, a z czegoś musi to wynikać, że jeden mając takiego ojca w szkole też jest ofiarą lub jest normalny, a inny będzie dręczył pozostałe dzieci. Dlatego jest to cecha charakteru, osobowości, trudna sytuacja w rodzinie jest najwyżej dodatkowym bodźcem który popycha dziecko do tego czy tamtego, ale nie jest temu winna w 100%. Zresztą wielu oprawców jest z dobrych i czasem nawet zamożnych rodzin, a i tak są oprawcami. 14 Odpowiedź przez Koczek 2017-08-20 18:29:21 Koczek Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2017-04-28 Posty: 596 Odp: Dziecko ktore dokucza innym dzieciom w szkole, skad to sie bierze?Podobno 1-2% ludzi ma osobowość psychopatyczną. Do tego dodać różnych narcyzów i inne tego typu zaburzenia związane z upośledzeniem empatii, to wyjdzie pewnie z 5% dosyć ciężkiej patologii. A szkoła niestety sprzyja wielu szkołach jest taki problem, że nauczyciele po prostu nie reagują. Widząc np. zapłakane dziecko, nie zapytają co mu jest, zakładając być może, że to ot takie tylko dziecinne fochy, czy nastoletnie "problemy" (specjalnie w cudzysłowie piszę "problemy", w sensie np. pryszcz pannie wyskoczył, to płacze). Lub zwyczajnie ich to nie obchodzi. Nie ma zainteresowania wielu nauczycieli dla problemów wychowanków, bo i prawda, że nie ma wielu nauczycieli z powołania. Nie angażują się więc oni w życie klasy, często nie pamiętają nawet imion dzieci, mają podejście olewcze do nich itp. Idą do pracy tylko wyłożyć materiał, czyli sprawują wyłącznie funkcję edukacyjną, bez uwzględnienia funkcji wychowawczej. Lub zwykle pewnie ta funkcja wychowawcza jakaś tam istnieje (bo sytuacji czarne-białe jest w życiu mało), ale znacznie okrojona. Oczywiście, nie zawsze można winić nauczycieli, nawet jeśli olewają problemy dzieci, bo czasem to system szkolny im narzuca takie zachowania. Np. szkoła ma być piękna w statystykach, więc wszelkie problemy są zamiatane pod dywan. Jak taki nauczyciel chce iśc pod prąd, to bywa, że jego ideały są gaszone przez resztę grona pedagogicznego. Więc czasem to już system zepsuty od góry, niekoniecznie brak zaangażowania wypływa zawsze z samej osobowości nauczyciela. A ogółem to pewnie w każdej szkole jest trochę inaczej. Są szkoły lepsze pod tym względem, z dobrą kadrą, jasnymi i dobrymi regułami, które są egzekwowane, a są i szkoły, gdzie taki gówniarz może robić niemal co mu się żywnie zamarzy, a i tak nie zostanie wyrzucony, czy jakoś inaczej ukarany. Podobnie nauczyciele, są bardzo różni, jedni niestety mają w nosie los dzieci, a inni są wspaniałymi nie tylko nauczycielami, ale i pedagogami. Dlatego też nie chcę uogólniać za bardzo. Fakt jest jednak taki, że ktoś pozwala na pewne zachowania w szkole. Czy to z niewiedzy o tym, co się dzieje, czy celowo nie chcą się nauczyciele mieszać z różnych względów. Poza tym powinno się chyba więcej mówić o tym problemie. Nawet jakaś kampania społeczna może...? Byłoby dobre uświadomić ludziom, bo nie każdy przeciez w ogóle wie o takim problemie. Nie mając wiedzy, jak pewne sprawy wygladają, łatwo jest zwyczajnie przeoczyć symptomy takiego mobbingu w szkole. Bo też niektórym się tak naiwnie wydaje, że to jest łatwe do zauważenia. A dzieciaki nie są takie głupie, nie będą jawnie robić złych rzeczy na oczach nauczyciela. Ale już na przerwie, ledwo nauczyciel opuści salę, to mogą się dziać różne rzeczy. Więc pewnie wielu nauczycieli sobie żyje w fałszywym samozadowoleniu, że "o, w mojej szkole na pewno nie! w mojej klasie na pewno nie!" a nie zdają sobie sprawy, że różne takie delikatne oznaki, które oni bagatelizują, to są objawem czegoś dużo gorszego, niż to się im wydaje. No więc przydałaby się edukacja kadr nauczycielskich, jak i społeczeństwa ogółem, nt mobbingu. 15 Odpowiedź przez Benita72 2017-08-21 08:28:08 Benita72 Gość Netkobiet Odp: Dziecko ktore dokucza innym dzieciom w szkole, skad to sie bierze? W klasie mojej starszej corki był chłopczyk, z którym były spore problemy z agresja do rowiesnikow, już kiedyś o tym pisałam, - niestety, i wychowawczyni i dyrekcja byli ostatnimi, którzy starali się dostrzec problem, - dopóki rodzice się nie postawili, groząc zabraniem dzieci ze szkoly, była stosowana tzw "spychologia" i zamiatanie pod dywan. Wmawianie rodzicom, ze nic się nie dzieje, wynikają takie zachowania? - pewnie najczęściej z zaburzen, albo z wychowania czy wzorcow. Ale to nie zwalnia dyrekcji z obowiązku zapewnienia innym dzieciom bezpieczeństwa. Nauczyciele wola nie widzieć agresji, bo musieliby reagować, a to rzadko kiedy należy do przyjemnych "zadań". 16 Odpowiedź przez Loto 2017-08-23 22:14:06 Ostatnio edytowany przez Loto (2017-08-23 23:24:44) Loto Zbanowany Banita Nieaktywny Zarejestrowany: 2017-08-11 Posty: 163 Odp: Dziecko ktore dokucza innym dzieciom w szkole, skad to sie bierze? Benita72 napisał/a:W klasie mojej starszej corki był chłopczyk, z którym były spore problemy z agresja do rowiesnikow, już kiedyś o tym pisałam, - niestety, i wychowawczyni i dyrekcja byli ostatnimi, którzy starali się dostrzec problem, - dopóki rodzice się nie postawili, groząc zabraniem dzieci ze szkoly, była stosowana tzw "spychologia" i zamiatanie pod dywan. Wmawianie rodzicom, ze nic się nie dzieje, wynikają takie zachowania? - pewnie najczęściej z zaburzen, albo z wychowania czy wzorcow. Ale to nie zwalnia dyrekcji z obowiązku zapewnienia innym dzieciom bezpieczeństwa. Nauczyciele wola nie widzieć agresji, bo musieliby reagować, a to rzadko kiedy należy do przyjemnych "zadań".Zgadzam sie, czesto nauczyciele wiedza o co chodzi, ale udaja ze nie uczniowie rowniez widza jak ktorys z ich kolegow/kolezanek z klasy jest terroryzowany, ten uczen wstydzi sie przyznac rodzicom w domu ze w klasie mu/jej dokuczaja, na pewno placze po nocach gdy nikt nie widzi, ze jest sama/sam sobie pozostawiona ...Pozniej taka osoba moze bac sie chodzic do szkoly, codziennie w szkole wielki stres ze wzgledu na Mobbing, az taki uczen w pewnym momencie moze zaczac unikac zajec, ogolne zniechecenie do szkoly, przykrych doswiadczen ze szkoly nigdy nie wymaze z jak taka "Hiena" wyczuje czlowieka delikatnego, wrazliwego dobrego to tym bardziej uczepi sie bedzie dowalac takiej osobie, zeby ona czula sie gorzej, gorsza, i niewazne czy to w szkole, czy w pracy, czy tez w towarzystiwe "wsrod znajomych". ZGAS podly usmiech LUDZI zlych. 17 Odpowiedź przez Benita72 2017-08-24 12:57:09 Ostatnio edytowany przez Benita72 (2017-08-24 12:58:27) Benita72 Gość Netkobiet Odp: Dziecko ktore dokucza innym dzieciom w szkole, skad to sie bierze? To prawda, dzieci czesto wstydza sie powiedziec rodzicom, ze jest cos na rzeczy - nie wszyscy rodzice tez maja na tyle dobry kontakt z dzieckiem, by byc wyczulonym na to co probuje powiedziec (mowie na podstawie doswiadczen z wlasnego dziecinstwa). U nas corka mowila, ze jest w klasie agresor, ale byla w tej dobrej sytuacji, ze agresor byl jeden, a poszkodowanych- polowa klasy, - co nie zmienilo faktu, ze przez pewien czas nie chciala chodzic do szkoly ze strachu po prostu, tak jak i inne dzieci. Natomiast tragiczna sytuacją (i fatalną w skutkach) jest kiedy grupa mobbbinguje pojedynczą osobę, bo tak tez sie zdarza. I to sa b przykre sytuacje. Nikt nie reaguje, bo kazdy boi sie "wychylic". Bardzo mi szkoda takich dzieci, czy osob, - staram sie wtedy reagowac, choc nie jest to proste. Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
dzieci dokuczają mojemu dziecku w szkole