Beyond Magnetic (2011) Hardwired… to Self-Destruct (2016) 72 Seasons (2023) Singly z alba Hardwired…to Self-Destruct „Hardwired“ Vydáno: 18. srpna 2016 „Moth into Flame“
When the string of singles for this year's Hardwired… to Self Destruct started rolling out, I had a similar reaction: a fine listen once through, but ultimately easily forgotten. But often for
Inspired. Dec 15, 2016. #17. We FINALLY got some time to come back to the 'Hardwired To Self-Destruct' Drum Backing Tracks - Murder One for your Jamming pleasure !! And we'll have Spit Out The Bone in the next few days to round out the full album !! Thanks for being patient !! Last edited: Jan 11, 2019.
The 2 CD / 2 Vinyl set is the Grammy® Award winning Rock and Roll Hall of Fame inductee’ s first studio album since 2008’ s multi-platinum Death Magnetic. Hardwired…To Self-Destruct is produced by Greg Fidelman, who engineered and mixed Death Magnetic. Metallica formed in 1981 by drummer Lars Ulrich and guitarist and vocalist James
DISC 1 1. HARDWIRED In the name of desperation In the name of wretched pain In the name of all creation Gone insane We're so fucked Shit outta luck Hardwired to self-destruct On the way to paranoia On the crooked borderline On the way to great destroyer Doom design We're so fucked Shit outta luck Hardwired to self-destruct Once upon a planet burning Once upon a flame Once upon a fear returning
Here is every song from Metallica's Hardwired to Self-Destruct ranked from worst to best 12. Now That We're Dead. The album's third track is also the first to disappoint: Now That We're Dead
. 12 kompozycji rozłożonych na 2 krążki dających w sumie 77 minut muzyki. Czy to szczęśliwe siódemki dla Metalliki i nowego studyjnego albumu zespołu? Do tej wyliczanki można dodać jeszcze jedną liczbę - 8. Właśnie tyle lat przyszło nam czekać na następcę „Death Magnetic”. Niektórzy przestawali już wierzyć, że kiedyś nadejdzie dzień, w którym poznamy premierowy materiał od grupy z San Francisco. Inni przez ten czas stracili szacunek do Metalliki i odwrócili się do niej plecami twierdząc, że dawna legenda zaczęła już tylko odcinać kupony i żerować na zawartości portfeli fanów poprzez liczne wydawnictwa mające zamaskować długi okres końcu pojawiły się nowe utwory i ponownie miłośnicy gitarowego grania podzielili się na dwa obozy. Dla części był to zwiastun powrotu do korzeni, dla innych kolejny dowód na twórczą niemoc formacji. Choć Metallica na „Hardwired... To Self-Destruct” nie przebija swoich najbardziej klasycznych dokonań, to udało jej się nagrać najlepszą płytę od 1991 roku. Nowy materiał to spojrzenie przez zespół wstecz na swoją karierę i oddanie ducha przeszłości w poszczególnych utworach. Metallica pozostała wierna własnej tradycji, ale jednocześnie niejako zdefiniowała siebie na nowo. Thrashowi królowie wrócili na zapaleniec Metalliki powinien tu znaleźć coś dla siebie, bo „Hardwired... To Self-Destruct” tworzą zarówno rozpędzone kawałki, te w umiarkowanym tempie, a także te z wpadającymi w ucho liniami nadającymi im przebojowości. Może i brak tu takiej agresji, jak na „Kill 'Em All” czy takiego hitowego potencjału, jak na „Czarnym Albumie”, ale zespół postarał się znaleźć złoty środek między tymi dwoma całość „Hardwired” aranżacyjnie pozostaje ubogi, ale przypomina, że James Hetfield i spółka to nie tylko spadkobiercy Black Sabbath i Deep Purple, ale też punkowych kapel - właśnie w tym duchu został utrzymany pierwszy kawałek. Wykrzyczany refren, prosty rytm i niewiele bardziej skomplikowane partie gitary, a jednak tak rozpędzonej Metalliki dawno nie było dane nam słyszeć. 10. album Amerykanów zaczyna się potężnym ciosem, ale i na do widzenia otrzymujemy takowy. Zawierający bliźniaczo podobne intro oraz riff „Spit Out The Bone” może i jest kalką wymienionego „Hardwired”, ale z bardziej urozmaiconymi rozwiązaniami aranżacyjnymi i zmianami tempa. Z kolei wstawka z przesterowaną partią basu Roba Trujillo w tym numerze sprowadza nad całość ducha Cliffa do thrashowego rozdziału w historii Metalliki to nie wszystko, bo jest też wycieczka w lata 90. i okresu z płyt „Load” i „Reload”. Do tamtego czasu przenosi nas sabbathowy „Dream No More” odwołujący się do mitów o Cthulhu z „przeciąganymi” partiami wokalu Jamesa Hetfielda czy też romansujący z bluesem w przesterowanej wersji „ManUNkind”. Oprócz „Hardwired” Metallica udostępniła też wcześniej „Atlas, Rise!” i „Moth Into Flame”. Pierwszy z nich to ukłon w stronę Iron Maiden i gitarowych harmonii, drugi zaś to bodaj najbardziej chwytliwy utwór z płyty z refrenem mogącym podbić listy „Hardwired... To Self-Destruct” nie uświadczymy żadnych ballad, chyba że za taką wziąć „Halo On Fire” ze spokojniejszymi zwrotkami, nie ma tu też kompozycji instrumentalnych, jest za to hołd złożony Lemmy'emu w „Murder One”, który przecież miał ogromny wpływ na twórczość Metalliki. To kolejny utwór w umiarkowanym tempie zbliżający się do dokonań Black Sabbath, zaś tekst tworzą odniesienia do dorobku Motorhead. Lemmy z pewnością by się zasłuchiwał przy popijaniu kolejnych szklaneczek co cierpi 10. studyjny album Hetfielda, Ulricha, Hammetta i Trujillo? To dość trudny krążek w odbiorze, wymagający od słuchacza kilkukrotnego przesłuchania, aby go w pełni docenić. Nie pomaga długość utworów, które przynajmniej w części wydają się niepotrzebnie przeciągnięte, a nawet przekombinowane (dotyczy to w szczególności drugiego krążka). Użycie tu i ówdzie nożyczek przyniosłoby jedynie pozytywne skutki. Wypadkowa thrashowości i melodyjności Metalliki z lat 90. wniosła nową jakość, choć można narzekać, że Lars nie rozwinął się jako bębniarz, a może i zaliczył regres czy że solówki Hammetta nie mają już tego czegoś, co sprawiało, że nuciło się je pod nosem. Wielu wciąż będzie twierdziło, że Metallica skończyła się na „Kill 'Em All”, ale równie liczne grono powinno uznać, że zespół narodził się na nowo wraz z „Hardwired... To Self-Destruct”.Ocena: 3,5/5 Robert Skowronski Redaktor antyradia
09:00:53 O IP: Uważam, że nie ma się o co kłócić. Tłumaczenie nie musi być bardzo wierne oryginałowi, wręcz przeciwnie, dobry tłumacz musi mieć możliwość własnej interpretacji tekstu. A co do powyższych tłumaczeń, to powiem, że wszystkie są fajne, ale najbardziej mi się podoba tłumaczenie Tasiora, które najwięcej odbiega od oryginału, ale właśnie dzięki temu jest najbardziej kreatywne. Pozdrawiam wszystkich 15:06:41 O IP: Ta... jesteście gównem... ;) Wzory matematyczne też po swojemu interpretujecie? 20:01:06 O IP: Wg mnie sens, może mało składnie: Jesteśmy gównem/gnojkami, który mają przejebane. A na dodatek bez szczęścia. Więc jakoś tam z kolegą the_Rock się zgadzam :) 12:05:08 O IP: Ale tu nie chodzi o interpretację, bo tu nie ma nic do interpretowania. W tym przypadku tak jest i już. 11:56:36 O IP: Mam nadzieję, że pozostałe kawałki dadzą nam równie dużo okazji do tłumaczeń i interpretacji :) 11:44:08 O IP: A w sumie mnie to jebie jak sobie tłumaczycie :))) Tresc jest zbyt banalna, żeby sie spierać o formę pojedyczego zdania. Możecie sobie pod nosami podśpiewywać te "chuj zamiast fartu" "Wiele płomieni temu" "całe stworzenie" "piach w oczy" czy "wszystko w genach" :-D Miłego dnia :) 11:05:13 O IP: Co za gość... kilka osób mu tłumaczy, że nie ma racji, a ten brnie w swoje "gówno bez szczęścia"... the_Rock, nie masz racji. leadhead bardzo zgrabnie wytłumaczył dlaczego. Swoją drogą "wszystko w genach" to bardzo frywolne tłumaczenie "all in vain", rzekłbym nawet, że kompletnie niepoprawne. 09:02:43 O IP: leadhead, dla zabawy ciągnę temat: Twoja stronka potwierdza tylko to co próbuję powiedzieć. "out of luck" nie wystepuje samodzielnie bez osoby. Wszytskie przykłady tam zawarte to "you are "he was Nigdy samo "out of luck". I mylisz się mówiąc "Gdyby shit miało tu być gównem które ma pecha, raczej byłaby forma out of luck shit." Byłoby SHIT OUT OF LUCK jak w piosence. Rzeczownik musi być na początku :) Wracając do stronki którą ja podesłałem, wszytskie przykłady użycia też są I Am Shit out of luck, he is shit out of luck Z całą pewnością James ma na mysli, że jesteśmy gównem (bardziej że jesteśmy gówno warci, nie mamy wpływu na coś, jesteśmy słabi) i mamy pecha. 22:08:27 O IP: Też nie uważam tego tekstu za szczytowe osiągnięcie Hetfielda, ot typowy thrashowy kawałek o zagładzie. Ale mówienie że kiedyś nie potrzebował fucków żeby coś wyrazić to już naginanie rzeczywistości ;) Whiplash, Damage Inc. z dawnych lepszych czasów przychodzą od razu na myśl ;) Nie mówiąc już o wykonaniach na żywo. Ale ten tekst jest slaby. Kiedys James nie potrzebowal shitów i fucków, żeby coś wyrazić. Teksty były o czymś, różne: liryczne, epickie, ale zawsze o czymś. Ten jest na poziomie gimbazy. Serio brzmi dla was wiarygodnie jak pięćdziesięcioletni milioner śpiewa takie głodne kawałki? Nie self destruct, tylko earn some cash raczej. Zawsze nie lubiłem pozerstwa i nigdy nie sądziłem, że uznam metallicę za pozerów. A tu niestety. I im więcej tego słucham, tym gorsze mam zdanie. Po kilkunastu razach już nawet nie slucham, bo już wiem, że mi się nie spodoba. 18:55:07 O IP: Oczywiście że "shit" służy tutaj jako wzmocnienie. W wielkim uproszczeniu coś takiego jak: "kurwa ale pech". ! Albo... "kurwa, koniec z fartem". 17:20:32 O IP: Jak to fraza "out of luck" nie występuje?;) of luck Nadal będę się upierał że shit służy tu jako wzmocnienie ;) Gdyby shit miało tu być gównem które ma pecha, raczej byłaby forma out of luck shit. Składnia też ma znaczenie. Zresztą to idiom ;) 16:45:36 O IP: No własnie na promocyjnym filmiku słyszę taką loadową solówczke, więc może poza thrashem (prędkie eee eee eee) możemy liczyć na cos nieco bardziej subtelnego :) 14:00:31 O IP: Chłopaki są zaprogramowani na thrash i nie są w stanie już grać niczego innego, w końcu się zawieszą i będą grać puste "e" w nieskończoność i odlecą w kosmos zagrać słynny gig na księżycu :P 09:10:58 O IP: To rzucę Wam wyzwanie (może sam się czegoś nauczę). Co do "osobowości shitu" to niżej podałem link do przykładów użycia tej frazy ze słownika slangu. Jak widać, zawsze podaje się podmiot i orzeczenie (ja jestem, my jesteśmy, on jest itd... ): I Am Shit out of luck, he is shit out of luck, etc.. Shit w tym wypadku nie podkreśla emocji i nie jest tutaj odpowiednikiem polskiej "kurwy" :-D W tej frazie SHIT podkreśla, że dana osoba mało znaczy, czyli MY mało znaczymy it to my jesteśmy shit. Sama, pojedyńcza fraza "out of luck" w angielskim nie występuje. Mówi się raczej "what a bad luck" "I'm so unlucky" albo "bad luck". Dlatego upierałbym się że poprawne tłumaczenie: "jesteśmy pechowcami", "jesteśmy gówno warci i nie mamy szczęścia" czy jakos tak :-D 08:36:20 O IP: James fajnie tłumaczy tytuł utworu w filmiku making of: "Ktoś mi kiedyś powiedział (...) Czasem jest tak, że niezależnie od tego co robisz w swoim życiu, i próbujesz nie iść daną ścieżką, czasem po prostu jesteś wręcz (ZMUSZONY/SKAZANY/ZAPROGRAMOWANY) do samo zniszczenia" Może to pomoże :)Pokaż podgląd 03:24:47 O IP: Tłumaczenie podpisane Leaf427 najbardziej mi sie podoba....Inne troche dziadowskie te Leaf427 zdecydowanie sie wyróżnia ma ten charakter utworu. 23:37:05 O IP: Dobra zabawa, tłumaczone w robocie na szybko :) fakt, nie skumałem, że "all creation" z Biblii pochodzi :P z wersem "We're so fucked" to było tak, że ja to zinterpretowałem (jak i cały utwór) jako człowieka, który swoim działaniem pogrąża ludzkość, nasz los (stąd sporo liczby pojedynczej)... aczkolwiek nie upierałbym się mocno przy swojej tezie :) Tłumaczenia fajne! 21:10:35 O IP: Jesteśmy pojebani do kontekstu też by w sumie pasowało, ale jako tłumaczenie nie do końca. We're so fucked up - jesteśmy pojebani. We're so fucked - jednak bardziej "mamy przejebane" 20:18:32 O IP: oo w tlumaczeniu Tasior, bardzo mi sie podoba 'pieprzony piach w oczy' smialo uzylbym tego tlumaczenia takze, natomiast 'W imię wszystkich schiz w mej bani' jest kompletnie oderwane od tlumaczenia. No i najprostsze ' we are so fucked' to napewno nie jestesmy pojebany tylko mamy baaardzo przejebane;> 20:16:01 O IP: hha the rock uparles sie. Nie tlumacz jednego zdania musisz zrozumiec ze shit to nie zaden gnojek tylko tak jak jest przetlumaczone. Cala zwrotka musi byc tlumaczona rownolegle a nie jegno shit - gnojek 17:30:56 O IP: the_Rock, gdzie ty tam widzisz osobowość shitu?:P To shit jest po prostu wzmocnieniem out of luck. Jakbyś powiedział zamiast "ale mam pecha" - "ale mam kurwa pecha", czy "mam gównianego pecha". A nie "gówno ma pecha" ;) 16:41:30 O IP: 15:47:59 O IP: Tłumaczenia są w zasadzie dobre i podobne, ale upierałbym się, że all cration to po biblijnemu "wszelkie stworzenie" i takie jest "oficjalne" tłumaczenie. A shit(s) aout of luck, powinno być OSOBOWE. To OSOBĘ nazywa się shit (gnojek). Dowód: out of luck
Metallica, „Hardwired... to Self-Destruct”, Blackened. Legenda thrash metalu wraca do korzeni, słychać to od pierwszych gitarowych riffów na nowej płycie Metalliki „Hardwired... to Self-Destruct”. Jednak na stare lata niełatwo grać już taką muzykę, więc w „Moth Into Flame” czy „Dream No More” wychodzi im bardziej melodyjnie niż trzeba. Jeszcze trudniej jest zespołowi dotrzymać młodzieńczego tempa w utworach „Am I Savage” i „Murder One”. Starzy fani Metalliki będą pewnie zachwyceni, ale i oni muszą przyznać, że to próba grania muzyki sprzed dwóch, a nawet trzech ocena: 3/6„Fot. Materiały prasowe ”
Wisienka na torcie będzie na samym końcu wpisu. Metallica wie, jak uczyć się na błędach. Wiele lat temu, obrażeni na cały internet walczyli z Napsterem. Była to nierówna walka z wiatrakami. O ile kiedyś trudno acz możliwe było walczyć z internetem, to obecnie, w czasach streamingu, rosnącej popularności muzyki online, Youtube i spadającej sprzedaży fizycznych płyt, jest to już niemal niewykonalne. Minęło wiele lat, aby Metallica stała się przykładem idącego z duchem czasów zespołu, ukazując swój nowy album “Hardwired… To Self Destruct” w pierwszej kolejności w sieci. Przesłuchałem wszystkie premierowe klipy i nie zawahałem się parę zdań powiedzieć o tym albumie. Aby nie zanudzać was przydługawym wstępem, przejdźmy od razu do konkretów, póki muza jest jeszcze cieplutka. Moth Into Flame (9/10) Ćmy ciągną do światła. Szczególnie w ciemności. Jeśli przez wiele lat Metallica kazała czekać na nowy materiał i w ostatnich dniach ujawniła swoje nowe klipy, fani zespołu przerodzili się w metaforyczne ćmy widząc nowe światło. Światło inne, niż widzieli do tej pory. Nowe, jeszcze bardziej jaśniejsze niż dotychczas. Mimo starych przyzwyczajeń, słychać tu sporo nowych nawyków. Chwała im za to, że wciąż idą do przodu. Hardwired (8/10) Kolejna porządna klepa, dla której warto mieć mocne słuchawki. Turbo tempo, za którym niełatwo nadążyć. Nie polecam tańczyć w domu, jeśli ma się zbyt ciasno ustawione meble 🙂 Atlas, Rise! (7/10) Nie ma to jak ustawić sobie kamery w studiu i nagrywać moment nagrywania. Taki making of. Dziwnie ogląda się klip muzyków, którzy nagrywają muzę prawie na siedząco. Co prawda do szachistów im daleko, ale jakoś tak dziwnie się ogląda. Muzycznie tym razem raczej przeciętnie. Jak by nieco próbowali zluzować swój styl. Now That We’re Dead (7/10) Pęknięta podłoga dobrze świadczy o basiście 🙂 A popękane bębenki uszu o słuchaczu jakim jest. A propos bębnów, warto tu się im przysłuchać, mimo iż jest ich niewiele. Basista też ma tu niewiele roboty, ale za to dobrze wprawia w rytm. Tak niewiele robiąc poczynili tu tak wiele. I dobrze im wyszło. Po przesłuchaniu pierwszych wyżej wymienionych utworów można być zadowolonym, ale niedosyt pozostaje. Gdzie jest ta stara mocna Metallica? No dobra. Chcecie mocniej? To proszę bardzo. Sami tego chcieliście: Spit Out The Bone (10/10) To drugi z ulubionych kawałków idący w parze z wisienką na torcie, o której obiecałem napisać na samym końcu. Apokalipsa. Czasy ostateczne. Wszystko zrujnowane. Upadek człowieczeństwa. Kocham takie klimaty! Aż chce się krzyczeć stare dobre hasło: Kill’em all! Wspanile słyszeć skrócone na maxa odstępy między szarpnięciami za struny. Miłośnicy kultury cyberpunkowej też znajdą tu coś dla siebie i pokochają ten utwór. Ja go polubiłem od razu. Halo On Fire (6/10) Zaczyna się niby tak spokojnie. Dalej też jest spokojnie (taka zmyłka dla oczekujących rozwinięcia akcji), ale napięcie się zwiększa w inny sposób…. aby za chwilę ochłonąć i odpłynąć. Zdecydowanie najbardziej nastrojowy klip w tym albumie. I całkiem niekrótki, bo trwa dobre ponad 8 minut. Dream No More (5/10) Kolejny przykład na to, że jeśli nie chcesz, aby puszczano cię w radio, wystarczy napisać muzykę dłuższą niż antenowe 4 minuty. Utwór zdecydowanie na nocne audycje, więc zasadę długości muzyki można spokojnie olać. Bo powiedzmy szczerze, jak można zbudować napięcie mieszcząc się w czasie antenowym? Na tle całego albumu wypada raczej średnio, ale da się słuchać. Raczej standard. Nie można jednak w tak długiej historii zespołu oczekiwać za każdym razem wielkiego WOW. Confusion (2/10) Najsłabszy kawałek, o którym nie wiem co napisać, dlatego go pominę, przechodząc do kolejnego. ManUNkind (7/10) Łby świni, krew i symbole szatana. Niby to wszystko jest przereklamowane i dawno stało się niemodne, lecz tutaj podane jest z rozsądnej formie. Na początku spodziewałem się szybszego tempa i gdybym spoczął na przesłuchaniu tylko 3 pierwszych minut, myślałbym, że tak rzeczywiście jest. Całość nadrabia długi riff, który dziarga mózg pozostawiając tylko niejadalne resztki. Takie mięcho daje radę. Here Comes Revenge ( Znakomity śpiew i fabuła klipu. Wielokrotnie zmieniający się motyw muzyczny powodujący, że słuchając pierwszy raz tego utworu nie wiesz, co za chwilę się stanie. Lubię taki typ prowokowania emocji. Zdecydowanie najbardziej rozbudowany utwór w całym albumie. Z czystym sumieniem daję mocną dziewiątkę z plusem. Am I Savage? (4/10) Początek całkiem ciekawy. Zaczyna się rockandrollowo, potem melodycznie dzięki wokalowi. I jest git. Później toczy się jak ociężała lokomotywa, by potem znowu na chwilę zyskać na dynamice. Mimo niepełnej spójności, motyw może się spodobać osobom, które gustują w mieszanych motywach. Niełatwo się wczuć przy tym numerze. Lords Of Summer (9/10) Hardcorowo. Wszystko tak, jak być powinno. Wspaniały widok: oglądać w klipie pełną publikę, przepełnioną ogromną dawką adrenaliny podczas dużego koncertu. Muzyczny rozpierdol i szał tysięcy ludzi zebranych na koncercie. To po prostu musi być piękne. Innej opcji nie ma. A na koniec obiecana wisienka na torcie. Przyznam, że treść tego video była dla mnie miłym zaskoczeniem. Murder One (11/10) I wtedy pojawia się on. Cały na czarno. W kapeluszu ofkors. Legendarny Lemmy z Motörhead. Wielki szacun dla zespołu Metallica za ukłon w stronę Lemmiego. Jesteście wielcy! Broń, kokaina, szybka jazda, whisky, czyli to, co konie kochają najbardziej. Powolne, sadystyczne szarpanie w struny, a także ciężkie i długie riffy czynią ten kawałek ponadczasowym. Czy takim będzie? Jestem nieświęcie przekonany, że TAK! Metallica – Hardwired… To Self-Destruct. Opinia o albumie Metallica uznawana jest za prekursora trashmetalu. Tak było kiedyś. Niektórzy twierdzą, że teraz bardziej pasuje im przydomek rust metal. Nie zgadzam się. Dinozaury nigdy nie rdzewieją, choć z albumu na album coraz trudniej jest zaskoczyć słuchacza czymś nowym. Stare dobre brzmienie, to samo strojenie znane od lat. Jeśli coś jest dobre, to po co to zmieniać na siłę? Są zespoły, które w każdym nowym albumie potrafią wywołać ten element zaskoczenia i powiew świeżości, np. Prodigy. Może Metallica nie ma takiego daru, co jednak nie ujmuje jej w żadnym stopniu, a ich najnowszy album zasługuje na dołączenie go do swojej kolekcji. A to czytałeś? Spodobał Ci się wpis pt.:Metallica – Hardwired… To Self-Destruct. Subiektywna recenzja klipów albumu w dniu premiery?Za każdym razem kiedy zapominasz dać lajka pod wpisem, gdzieś na świecie ginie mały kotek :)
01 Kompozytorzy: James Hetfield - Lars Ulrich 02 Kompozytorzy: James Hetfield - Lars Ulrich 03 Kompozytorzy: James Hetfield - Lars Ulrich 04 Kompozytorzy: James Hetfield - Lars Ulrich 05 Kompozytorzy: James Hetfield - Lars Ulrich 06 Kompozytorzy: James Hetfield - Lars Ulrich 01 Kompozytorzy: James Hetfield - Lars Ulrich 02 Kompozytorzy: James Hetfield - Lars Ulrich - Robert Trujillo 03 Kompozytorzy: James Hetfield - Lars Ulrich 04 Kompozytorzy: James Hetfield - Lars Ulrich 05 Kompozytorzy: James Hetfield - Lars Ulrich 06 Kompozytorzy: James Hetfield - Lars Ulrich 01 Kompozytorzy: James Hetfield - Lars Ulrich - Robert Trujillo 02 Kompozytorzy: Ritchie Blackmore - Ronnie James Dio - Ronnie Dio - Cozy Powell 03 Kompozytorzy: Ritchie Blackmore - Roger Glover - Jon Lord - Ian Gillan - Ian Paice 04 Kompozytorzy: Steve Harris - Paul Di'Anno 05 Kompozytorzy: Brian Tatler - Sean Harris 06 Kompozytorzy: James Hetfield - Lars Ulrich 07 Kompozytorzy: James Hetfield - Lars Ulrich - Dave Mustaine 08 Kompozytorzy: James Hetfield - Lars Ulrich - Cliff Burton - Dave Mustaine 09 Kompozytorzy: James Hetfield - Lars Ulrich - Kirk Hammett - Cliff Burton 10 Kompozytorzy: James Hetfield - Lars Ulrich - Dave Mustaine 11 Kompozytorzy: James Hetfield - Lars Ulrich - Cliff Burton 12 Kompozytorzy: James Hetfield - Lars Ulrich - Kirk Hammett - Cliff Burton 13 Kompozytorzy: James Hetfield - Lars Ulrich - Dave Mustaine 14 Kompozytorzy: James Hetfield - Lars Ulrich
hardwired to self destruct tekst