6983 56% 18 min. Upokarzaj nastolatki - ekstremalny ostry seks od 18. 2463 7 min. Striptizerka Danielle Derek uprawia ekstremalny seks grupowy. 1732 10 min. Cycata dziwka z grubsza lanie i ruchana na kanapie. 2741 60% 10 min. Pasierb uwodzi i pieprzy swoją ciężarną macochę z dużymi cyckami, aż daje jej ogromne jaja z wytryskiem głęboko Film porno z koniem z masturbującą się dziewczyną. 7:03. koński seks zoo porno. 5:40. Zamaskowana dama w scenie seksu zwierząt. Zmysłowa gra wstępna cayla lyons i angelo godshack z ostrym seksem na końcu. 8 min 1080p 3.9k wyświetlenia. Sexy Hub 667; Cayla Lyons 25; Angelo Godshack 88; hd Darmowe porno z psem z ostrym pieprzeniem. 1:22. Pieprzony pies zoo porno hardcore. Gorący seks dziewczyn z bandą bestii. 6:32. Film porno z psem z ostrym seksem. Piękna nastolatka o imieniu elsa cieszy się tylko ostrym seksem w najlepszej kreskówce 3d. 4 min 720p 126.9k wyświetlenia. anime. elsa. zamrożone. anna. cgi. 3d. sfm. XXX Sperma seks. No dalej! Filmy erotyczne z brutalnym seksem i BDSM. Witajcie w kategorii Come on! na sexm.xxx, gdzie znajdziesz najgorętsze i najbardziej jawne sceny seksu, które sprawią, że stracisz oddech. Ta kategoria jest idealna dla tych, którzy kochają intensywną i surową stronę seksu i którzy nie boją się odkrywać swoich . Skip to content Kategoria: Paulina Świst Erotyka Ksiażki MK Czytuje Paulina Świst Romans Sensacja/Akcja TOP Pisząc ten tekst mam na uszach słuchawki i słucham trzech zapętlonych utworów – „Fighterów” od The Score, Royal Deluxe oraz Christiny Aquilery. Każdy z nich częściowo oddaje klimat najnowszej powieści od Pauliny Świst o tym samym tytule. Jest moc, siła, są emocje, jest chemia. To wszystko znajdziecie w różnym natężeniu w historii Patryka i Kseni. […] Bookexpress bookexpress Erotyka Ksiażki MK Czytuje Paulina Świst Romans Sensacja/Akcja Nowa powieść Pauliny Świst była dla mnie bardzo przyjemną niespodzianką, gdyż ostatnimi czasy takich książek właśnie potrzebuję – lekkich, zabawnych, prostych, zajmujących mój umysł i dostarczających rozrywki. Cieszę się bardzo, że „ Paprocany ” okazały się właśnie taką opowieścią. Pełną akcji, intryg, ostrego języka, cwaniactwa i chojrakowania głównej bohaterki, specyficznego humoru oraz przyjemnych i zabawnych […] Erotyka Ksiażki MK Czytuje Paulina Świst Romans Sensacja/Akcja Kończąc „ Sitwę ” Pauliny Świst spodziewałam się, że „ Przekręt ” to będzie powieść, w której wydarzy się wiele. Rollercoaster, jazda bez trzymanki, mindfuck. Nie zawiodłam się, a wręcz otrzymałam jeszcze więcej i bawiłam się wyśmienicie. Autorka zrobiła mi prawdziwą niespodziankę, gdy czytając tę opowieść mogłam spotkać główne postaci ze wszystkich jej 5 książek […] bookexpress Ksiażki MK Czytuje OkiemMK Paulina Świst Romans Sensacja/Akcja Thriller/Kryminał Na Instagramie i FB już przekazałam Wam pierwsze wrażenia po przeczytaniu książki „ Sitwa ” Pauliny Świst – tutaj chcę podejść do tej powieści pod innym kątem. Chcę także w tym tekście odpowiedzieć na kilka Waszych pytań, więc nie będzie to standardowa opinia. Jeśli chcecie przeczytać taką zapraszam do opisu pod poniższym zdjęciem. Wyświetl ten […] Erotyka Ksiażki MK Czytuje OkiemMK Paulina Świst Sensacja/Akcja Przy okazji premiery książki „ Karuzela ” Pauliny Świst zdałam sobie sprawę, iż jej powieści odniosły sporą popularność, dlatego, że połączyły wątki sensacyjne i seks. Autorka w niewymuszony i bezpośredni sposób przedstawia jedno i drugie dostarczając sporej dawki emocji. Tak są to niezaprzeczalnie powieści rozrywkowe, lekkie i z fabułą znaną dobrze z kina akcji, […] Archiwum Erotyka Ksiażki MK Czytuje OkiemMK Paulina Świst Romans Sensacja/Akcja Prokurator, Komisarz, a teraz Podejrzany. Każda z tych publikacji zajmuje wysokie miejsce na liście bestsellerów. Paulina Świst z pewnością wie jak napisać książkę rozrywkową. Książkę, przy której nie trzeba za nadto myśleć, za to można się dobrze bawić, jeśli ktoś lubi powieści sensacyjne okraszane wątkami erotycznymi. Prokurator i Komisarz są dla mnie powieściami z kategorii […] Translate » pliki CookiesSerwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies. dowiedz się więcej. Pogoda na zewnątrz może i nie będzie nas już rozpieszczać, ale dla mnie to świetna wymówka, aby zostać w zaciszu domowym z gorącą czekoladą, okryta szczelnie kocem i oczywiście z świetną książką w ręku. Coś mi mówi, że tego ostatniego nie zabraknie dla nas w Listopadzie, a jeśli pomału zaczynacie myśleć o prezentach na gwiazdkę dla bliskich, to może inspirację znajdziecie właśnie tu 🙂 Zapraszam na Listopadowe zapowiedzi część 1. Na pewno każdy znajdzie tu coś dla siebie 😉 Premiera Tom 9. Wojownicy. Nowa przepowiednia – Erin Hunter Grupa młodych kotów wróciła z wielkiej tułaczki z niepokojącą wiadomością – albo wszystkie klany porzucą dotychczasowe schronienia i ruszą ku nowym domom, albo czeka je zagłada. Choć to jedyne wyjście, to podróż pełna będzie niewiadomych. Najgorsze jest to, że koty nie wiedzą gdzie mają się udać. Gdyby tylko Klan Gwiazd dał jakiś znak… Ocalałych. Tom 2. Zdradzieckie serce – Mary E. Pearson Lia i Rafe, przetrzymywani w barbarzyńskim królestwie Vendy, mają niewielkie szanse na ucieczkę. Kaden, niedoszły zabójca Lii, z całych sił pragnie ją ocalić, dlatego mówi Komizarowi, że dziewczyna ma dar. Przywódca zaczyna się interesować Lią bardziej, niż ktokolwiek mógłby się tego spodziewać. Nic jednak nie jest oczywiste: Rafe okłamał Lię, ale poświęcił własną wolność, by ją chronić; Kaden, który miał ją zabić, ocalił jej życie; mieszkańcy Vendy, których Lia zawsze uważała za barbarzyńców, zaskoczyli ją, gdy zaczęła wśród nich przebywać. Walcząc z tradycją, w której ją wychowano, z darem i własną tożsamością, księżniczka musi podjąć decyzje, które wpłyną nie tylko na jej kraj, lecz też na jej przeznaczenie. – Hinton Ta amerykańska młodzieżowa powieść na miarę „Buszującego w zbożu” Salingera została napisana przez autorkę w wieku szesnastu lat i do dziś jest jedną z najchętniej czytanych lektur szkolnych w Stanach Zjednoczonych. „Outsiderzy” opowiadają historię rywalizacji dwóch młodzieżowych gangów wywodzących się z odmiennych klas społecznych. Poruszające losy dzieci ulicy uczą wartości i przyjaźni, ale także prowokują do refleksji nad społeczną sprawiedliwością – dlatego sięgają po nie zarówno młodzi jak i dojrzali czytelnicy. Nowe wydanie tej nieprzemijającej klasyki, będącej również inspiracją kultowej filmowej adaptacji Francisa Coppoli z lat 80., przypomina polskim czytelnikom bohaterów, z którymi żal się rozstawać nawet na ostatnich stronach. Premiera dusze – Agata Kołakowska Emocjonująca opowieść o zakamarkach ludzkiej psychiki. I o tajemnicach, które każdy z nas w sobie skrywa. Milena Gajewska jest terapeutką w Instytucie Psychoterapii AlterEgo. Marta Woźniak trafia do jej gabinetu, szukając pomocy po tragicznej śmierci ukochanej siostry. Marta, zagubiona po stracie tak ważnej dla niej więzi, zbliża się do swojej psycholożki i w tej relacji szuka bliskości, bezpieczeństwa i ukojenia. Żyje z sesji na sesję. Na co dzień prowadzi rodzinny „Pensjonat na wyspie”, ale to cotygodniowe spotkania z Gajewską nadają jej życiu sens. W końcu Marta orientuje się, że sesje terapeutyczne to dla niej zdecydowanie za mało. Pod pretekstem kryzysu zwabia psycholożkę do siebie. Dla Mileny szybko staje się jasne, że znalazła się w pułapce, że z wyspy nie może uciec, a jej klientka nie zamierza jej uwolnić. Marta za wszelką cenę próbuje zatrzymać przy sobie „zastępczą siostrę”. Wierzy, że dzięki temu jej życie będzie nadal wyglądało tak jak kiedyś. Tyle że Marta niewiele wie o swojej terapeutce, tak jak niewiele wiedzą o niej pozostali jej klienci. Milena Gajewska ma sekret. Jest obecna w życiu swoich podopiecznych bardziej, niż sądzą… znacznie bardziej, niż pozwala na to zawodowa etyka. Dwie kobiety na wyspie. Dwie różne historie. Co je łączy, a co dzieli? I dlaczego są do siebie tak bardzo podobne? włóczęgów – Janusz M. Szlechta Zbiór reportaży o Polakach żyjących w Stanach Zjednoczonych. O tych którym się powiodło, ale głównie o tych, którzy nie potrafili prześnić amerykańskiego snu. Więcej: o tych dla których ten sen stał się sennym koszmarem. Sam autor pisze o sobie tak: „Ja jestem dziennikarzem starej daty, ze szkoły Krzysztofa Kąkolewskiego, co z dumą dzisiaj podkreślam. Wiem i rozumiem, że dziennikarstwo się zmienia, ale nie zmieniają się problemy ludzi, i to że ludziom wciąż trzeba pomagać. Ja nie pisałem swoich reportaży korzystając z internetu, z Facebooka czy Twittera… pisałem wszystkie swoje reportaże uczestnicząc w życiu tych, których opisuję. Szedłem nad rzekę Passaic, zanosiłem tym ludziom ubrania, jedzenie… ba, starałem się tym ludziom pomagać w różny sposób: szukałem dla nich pracy, szukałem dla nich mieszkania… Mógłbym prawie do każdego reportażu dopisać ciąg dalszy. Na przykład dzięki mnie bohaterka reportażu »Sceny miłosne znad rzeki Passaic« odnalazła się. Odnalazła rodzinę. Przeszła operację o odzyskała wzrok. Dzisiaj jest ukochaną mamą i babcią. Gdyby nie ja – skończyłaby w rzece…” Premiera Dom na Wyrębach. Część 2. Wyręby. Tom 3 Akcja trzeciej części cyklu ‚Wyręby” rozgrywa się w ostatnich miesiącach 1996 roku. Po wydarzeniach, które miały miejsce pod koniec września, budowa nowego domu staje pod znakiem zapytania, a Hubert Kosmala zastanawia się, czy niebezpieczeństwo nie przywędrowało za nim do Lublina. Ewa Firlej ma wrażenie, że niebo runęło jej na głowę, ale to dopiero początek jej problemów z Mikołajem. Tymczasem w okolicach Wyrębów mają miejsce przerażające wypadki wiązane przez niektórych z tragiczną śmiercią Marty i jej nienarodzonego dziecka. Czy słusznie? A może niebezpieczeństwo czai się zupełnie gdzieś indziej…? Aby sprostać wyzwaniom stawianym mu przez los, Hubert musi skorzystać z pomocy swojego przyjaciela. Premiera i wdowy. Tom 3 – Maria Nurowska Kolejne pokolenia kobiet z Lechic za bezkompromisowość i wierność uczuciom płacą samotnością. Od powstania styczniowego aż do upadku komunizmu w Polsce Lechice będą świadkiem oddania i zdrady, w fascynującym splocie połączą się ze sobą wielkie namiętności i wielka historia. W 3 tomie: koniec lat 30. XX wieku, nagła śmierć matki oraz tajemnicze zniknięcie ojca przerywają dzieciństwo Eweliny i Jana. Po wybuchu II wojny światowej rodzeństwo traci ze sobą kontakt. Jan opuszcza kraj, Ewelina pozostaje w okupowanej Warszawie. Studiuje na tajnych kompletach, przeżywa miłość. Gdy nadchodzi wyzwolenie, okazuje się, że nie dla wszystkich znaczy ono to samo… Warszawa w obiektywie Zdzisława Marcinkowskiego Unikatowy album na 100-lecie niepodległości Polski. Warszawa, która w 1944 roku przeżyła własną śmierć, utraciła bezpowrotnie swój dawny charakter. Na szczęście zachował się on na starych fotografiach, dzięki którym dzisiejsze pokolenia Polaków mogą się przenieść w czasie. Niepodległa Warszawa w obiektywie Zdzisława Marcinkowskiego to album ze starannie wyselekcjonowanymi zdjęciami ze zbiorów Archiwum Państwowego w Warszawie, które nie były dotąd publikowane. Po odradzającej się Warszawie podążamy śladem fotografa, który dokumentował życie swojego miasta od początku XX wieku do wybuchu II wojny światowej. Oglądamy stolicę zarówno w przededniu odzyskania przez Polskę niepodległości, jak i wolną już, prężnie się rozwijającą w dwudziestoleciu międzywojennym. Zdjęcia Zdzisława Marcinkowskiego pokazują Warszawę w pełnym przekroju: zniszczone kamienice i drewniane domy obok okazałych pałaców, uliczni handlarze, żebracy i bose dzieci obok bogatych mieszczan, ludzi nauki i kultury, wozy konne obok nowoczesnych samochodów. Tego obrazu miasta dopełniają pełne ciekawostek opisy sytuacji gospodarczo-społecznej w ówczesnej Warszawie. Premiera Slater. Tom Branna – Casey Kontynuacja czwartego tomu bestsellerowej serii o braciach Slater! Po ciężkich przeżyciach Branna i Ryder pragną spokoju. Jednak oboje mają zupełnie inną wizję tego, jak będzie wyglądało wspólne rodzinne życie. Ryder marzy o tym, aby mieć dużo dzieci, co nie przekonuje nowej pani Slater. Branna cieszy się z tego, że ma wokół siebie kochające osoby i czuje się bezpieczna. Woli nie wybiegać za bardzo w przyszłość i skupić się na miesiącu miodowym, który ich czeka. Jednak niewinny wyjazd na łono natury zamieni się w koszmar, kiedy niebezpieczeństwo przyjdzie z najmniej oczekiwanej strony. Czy Ryder i Branna po raz kolejny wyjdą z tego obronną ręką? Branna ceni nad życie Rydera. Branna chroni to, co ceni najbardziej. Premiera odpowiedzi na wielkie pytania – Stephen Hawking Krótkie odpowiedzi na wielkie pytania. Światowej sławy kosmolog i autor bestsellera nad bestsellerami Krótka historia czasu w tej znakomitej i wciągającej książce, która ukazuje się już po jego śmierci, pozostawił nam swoje ostatnie próby odpowiedzi na najistotniejsze pytania o nasze miejsce i przyszłość we wszechświecie. Skąd się wzięliśmy? Czy ostatecznie przetrwamy? Czy postęp techniki uchroni nas przed zagładą? W jaki sposób moglibyśmy w pełni rozwinąć skrzydła? Stephen Hawking został uznany za jeden z największych umysłów naszych czasów, a jego heroiczne zmagania z chorobą, odkąd w wieku dwudziestu jeden lat zdiagnozowano u niego stwardnienie zanikowe boczne, stanowią trwałe źródło inspiracji dla nas wszystkich. Zasłynął zarówno z przełomowych dokonań w dziedzinie fizyki teoretycznej, jak i z nadzwyczajnej umiejętności objaśniania skomplikowanych pojęć w sposób przystępny dla każdego. Uwielbiano go również za szelmowskie poczucie humoru. Bezpośrednio przed śmiercią pracował nad swym ostatnim dziełem – zestawieniem odpowiedzi na wielkie pytania, które tak często stawiał, wykraczając poza granice ściśle akademickich badań. W swojej ostatniej książce Hawking przedstawia poglądy dotyczące najpoważniejszych zagrożeń, przed jakimi stoi ludzkość, oraz tego, jaka przyszłość zarysowuje się przed ziemskim globem. Każdą część rozpoczyna wprowadzenie pióra wybitnego intelektualisty, który nakreśla swoją własną ocenę wkładu profesora Hawkinga do gmachu naszej wiedzy. Książka zawiera również przedmowę laureata Oscara Eddiego Redmayne’a, który grał postać Hawkinga w filmie Teoria wszystkiego oraz posłowie napisane przez córkę Hawkinga, Lucy Hawking, a ponadto prywatne zdjęcia i inne materiały archiwalne. z Niebezpiecznego Królestwa – Tolkien Opowieści z Niebezpiecznego Królestwa. Wersja ilustrowana. Kraina Czarów to ziemia, gdzie na nierozważnych czekają pułapki, a na zbyt śmiałych – więzienne lochy. […] Królestwo baśni rozciąga się daleko wzdłuż i wszerz, w górę i w głąb i pełne jest najprzeróżniejszych rzeczy i stworzeń: znajdziesz tam wszelkiego rodzaju ptactwo i zwierzęta, niezliczone gwiazdy i bezbrzeżne oceany, czarowne piękno i czyhającą zewsząd grozę, radość i smutki przeszywające jak ostrze miecza. Ten kto tam zabłądzi, może chyba uznać się za szczęśliwca […]. Jedyna edycja w jednym tomie czterech magicznych opowieści Tolkiena (Łazikanty, Gospodarz Giles z Ham, Kowal z Podlesia Większego, Liść, dzieło Niggle’a) oraz baśniowego cyklu wierszy Przygody Toma Bombadila, nawiązującego do jednej z najbardziej tajemniczych postaci z Władcy Pierścieni. Wydanie wzbogacają fenomenalne ilustracje autorstwa Alana Lee, najsłynniejszego ilustratora dzieł Tolkiena, nagrodzonego Oscarem za scenografię do filmowej ekranizacji. Książka jest idealną okazją dla fanów Śródziemia do zapoznania się z mniej znanymi utworami Tolkiena, które oferują niezapomnianą podróż w świat pełen magii i czarów: ze smokami i piaskowymi czarownikami, morskimi potworami i hobbitami, rycerzami i krasnoludami. Ta niezwykła książka zawiera wszystkie klasyczne elementy prozy Tolkiena i zachwyci czytelników w każdym wieku. Premiera światła – Jodi Picoult W ten ciepły, jesienny poranek nic nie zapowiadało tragedii. W klinice dla kobiet, oferującej pomoc wszystkim potrzebującym, praca wre jak każdego innego dnia. Gdy do środka wpada zdesperowany mężczyzna, otwiera ogień i bierze zakładników, dochodzi do tragedii. Na miejsce przybywa Hugh McElroy, policyjny negocjator. Zabezpiecza teren i przygotowuje się do rozmowy ze sprawcą. Wystarczy jednak krótki esemes, by ziemia usunęła mu się spod nóg. Wśród zakładników jest Wren, jego piętnastoletnia córka, która przyjechała tu bez jego wiedzy i w sobie tylko znanym celu. Na szczęście Wren w tej trudnej sytuacji otaczają wspaniali ludzie. Pielęgniarka, która mimo paraliżującego strachu ratuje życie ciężko rannej kobiecie. Lekarz, który wykonuje swoją pracę w imię wiary. Młoda kobieta, która przyjechała usunąć ciążę. A nawet obrończyni życia udająca pacjentkę, która podstępem weszła do ośrodka. Im wszystkim zagraża niezrównoważony osobnik, który mści się za swoje krzywdy. Odważna, wciągająca powieść, w której akcja toczy się niejako „do tyłu” – autorka stopniowo odsłania przed czytelnikami powody oraz pobudki, które owego feralnego dnia sprowadziły bohaterów w to samo miejsce. Jodi Picoult, jedna z najbardziej nieustraszonych pisarek naszych czasów, jak zwykle nie stroni od trudnych tematów i stawia niewygodne pytania. Jak pogodzić prawa matki z prawami jej nienarodzonego dziecka? Co znaczy być dobrym rodzicem? Czy ten, kto rzuca kamień, zawsze jest bez winy? „Iskra światła” nikogo nie pozostawi obojętnym. 13. Misja – Robert Bolt Przejmująca historia o wierze i dramatycznych wyborach napisana przez autora scenariusza kultowego filmu. XVIII wiek. Łowca niewolników Rodrigo Mendoza po zabójstwie brata popełnionym w porywie gniewu, chcąc odpokutować zbrodnię, zwraca się do Boga. Jego losy splatają się z losami jezuitów, którzy w sercu paragwajskiej dżungli nie tylko nawracają tubylców, ale też wprowadzają ich w arkana rzemiosła i muzyki. Pewnego dnia jednak stają wobec wyboru: być posłusznym władzom kościelnym i zostawić Indian na pastwę łowców niewolników czy walczyć i umrzeć za prawdę i wiarę… W filmie nagrodzonym w 1986 roku Złotą Palmą główne role grają Robert De Niro i Jeremy Irons. Przejmującą muzykę stworzył Ennio Morricone. Premiera 14. Ten dzień – Blanka Lipińska Sycylijskie życie Laury Biel zaczyna przypominać bajkę. Jest huczne wesele, mąż, który zrobi i odda dla niej wszystko, ciąża, prezenty i niewyobrażalny wprost luksus: służba, samochody, nadmorskie rezydencje. I wszystko byłoby idealnie, gdyby nie to, że wokół kręcą się sami gangsterzy, w powietrzu wisi nieokreślona zbrodnia, ktoś stale próbuje ją porwać i zabić, a Olo, najlepsza przyjaciółka, ślepo podąża w jej ślady. Bycie żoną najniebezpieczniejszego mężczyzny na Sycylii ma swoje konsekwencje i Laura boleśnie się o tym przekona… Druga część bestselleru „365 dni” to nie tylko przyjemne love story, które czyta się przed snem na dobranoc. To fabuła pełna zaskakujących zwrotów akcji: ucieczek, pogoni, zdrad, walk o honor, śmiertelnego niebezpieczeństwa. To książka o tym, jak łatwo się zakochać i równie łatwo zniszczyć sobie życie. Każdy rozdział zaskakuje , nic nie jest oczywiste – poza ostrym seksem i grą, w której nie ma ani złych, ani dobrych bohaterów. Jest za to wielka niewiadoma, wielka miłość, wielkie niebezpieczeństwo i wielka namiętność. jeden wieczór – Krystyna Mirek Czasem kusząca bajka okazuje się pułapką, a zwyczajne życie może stać się bajką. Zanurz się w świecie świątecznych emocji. Znana aktorka Amelia Diamond, a w prywatnie Sylwia Nowak, zbudowała życie doskonałe. Podziwiają ją tysiące kobiet. Ma wszystko. Urodę, sławę, kochającego męża, dom i wspaniałe dzieci. W internecie cieszy się ogromną popularnością. Święta to dla niej piękny i ważny rodzinny czas, opowiada o tym w każdym wywiadzie. W tym roku wyjątkowo będzie mieć na kolacji wigilijnej nieplanowanego gościa. Z powodu nagłej śmierci siostry musi przyjąć jej córkę. To tylko jeden wieczór – powtarza sobie. – Jakże prosta sprawa. Ale to nieprawda. Sylwia ma bowiem tylko jedną, za to wielką tajemnicę. W zwykłe dni łatwo ją ukrywa, nikt się nie domyśla, ale w święta może się to okazać nie lada wyzwaniem. Czy życie zbudowane na kłamstwie może się udać? Poruszająca, ciepła opowieść o świątecznej magii, najważniejszych pytaniach i nadziei. nasze obietnice – Colleen Hoover Idealna miłość. Nieidealni ludzie. Quinn i Graham przysięgali sobie miłość, wierząc, że wspólnie poradzą sobie z wszelkimi przeciwnościami losu. Ma to upamiętniać szkatułka, którą Graham podarował ukochanej w dniu ślubu. Przez kilka następnych lat wzajemne przyrzeczenia stają się źródłem rozczarowań. W życiu małżonków zaczyna królować rutyna, a marzenia o założeniu rodziny stają się nieosiągalne. Oddalający się od siebie Quinn i Graham zaczynają wątpić w sens swojego związku. Przyszłość ich małżeństwa kryje się jednak w śladach z przeszłości zamkniętych w szkatułce – pod sekretami, błędami i niedopowiedzeniami… Historia Quinn i Grahama rozpoczyna się w momencie, gdy oboje rozstają się ze swoimi partnerami. Czy taki los spotka również ich związek? Colleen Hoover z dobrze znaną czytelniczkom szczerością i wnikliwością opisuje parę pogrążoną w kryzysie. I szuka odpowiedzi na pytanie: czy albo kiedy przestać walczyć o ocalenie małżeństwa, które przecież miało trwać wiecznie? Tom 1 – Haner Królowa Dramatów kolejny raz zaskakuje! Romans inny niż wszystkie! Kalina wiedzie niemal idealne życie. Ma cudownych rodziców, energiczną rezolutną siostrę i wiele planów na przyszłość. Oprócz tego nie wdaje się w relacje damsko-męskie, bo najnormalniej w świecie nie ma na to ani czasu, ani ochoty. Wszystko się zmienia pewnego dnia, gdy jadąc rowerem na uczelnię, wjeżdża w auto pewnego mężczyzny. Nathan na pozór nie ma żadnych problemów. Pieniądze, własna firma i wysoki status społeczny ułatwiają mu kontakty z kobietami. Nie zależy mu jednak na stałym związku, ale raczej na spełnianiu własnych zachcianek i fantazji. Nie spodziewa się, że najzwyklejsza dziewczyna na świecie wywróci jego świat do góry nogami. Co się stanie, gdy serce przestanie słuchać rozumu? Kalina i Nathan będą błądzić w krainie niedomówień i niepewności, ale rodzące się między nimi uczucie przyniesie nadzieję na lepsze jutro. Czy to wystarczy, by Nathan zmienił swoje przyzwyczajenia? Może to Kalina będzie dyktować warunki? W tej grze nie ma jasnych zasad, są tylko najciemniejsze zakamarki miłości, która wbrew pozorom nie jest prosta. Historia o dziewczynie, która oprócz miłości nie ma nic, i o mężczyźnie, który ma wszystko oprócz miłości. 18. Fighting Temptation. Honorowi mężczyźni. Tom 1 – Lynn Jaxson jest arogancki, skłonny do złości i agresji. Ale jest także wyjątkowy, silny i honorowy. Uwielbiam wszystkie jego wady bezwarunkowo i nieodwołalnie. Chociaż on sam nie wierzy w miłość, ja zawsze będę go kochała. Julia Sinclair Julia różniła się od wszystkich ludzi, których znałem. Wcześniej nigdy bym nie przypuszczał, że może istnieć ktoś równie dobry i szczery. Im lepiej ją poznawałem, tym bardziej byłem od niej uzależniony. Z każdą chwilą spędzoną razem niszczyła jakąś część mroku, który gdzieś we mnie tkwił. Dzięki Julii moje gówniane życie nie wydawało się takie okropne. I zanim się spostrzegłem, zakochałem się w dziewczynie nie z tego świata. Jaxson Reid Niecodzienna para przyjaciół – niewinna dziewczyna o dobrym sercu i powszechnie znany „niegrzeczny chłopiec”. Los sprawił, że ich ścieżki się przecięły, co sprawiło, że powstała między nimi silna więź oraz pojawiła się pokusa, której oboje pewnej nocy ulegli. Mija pięć lat; Jaxson powraca do jedynej dziewczyny, która była dla niego ważna, aby naprawić błędy przeszłości. Jednak jest ktoś, kto nie cieszy się z jego powrotu. Ktoś, kto uważa, że Julia ma już kogoś, kto o nią zadba i kto nie cofnie się przed niczym, aby ten stan rzeczy nigdy nie uległ zmianie. Jaxson nie tylko będzie musiał stanąć do walki w obronie Julii, ale również zmierzy się twarzą w twarz z własnymi demonami, dręczącymi jego duszę: uosobieniami śmierci, zepsucia, destrukcji i wojny. 19. Pocztówki z Amsterdamu – Agnieszka Zakrzewska Kiedy kończy się miłość, która miała być na zawsze, Agnieszka szuka schronienia w ciepłym i bezpiecznym rodzinnym domu. Powoli stara się oswoić rzeczywistość w Drawnie, sennym miasteczku na Pojezierzu Pomorskim. Wraca do pracy w redakcji miejscowej gazety, odnawia stare przyjaźnie i na nowo odkrywa miejsca z przeszłości. Sielankowy spokój małej miejscowości nad pięknym jeziorem Zgubie okazuje się jednak pozorny. Agnieszka przez przypadek odkrywa skrzętnie skrywaną tajemnicę jednego z miejscowych prominentów. W tropieniu afery pomaga jej Johan, Holender o polskich korzeniach, romantyczny właściciel ukrytej wśród pomorskich lasów i jezior Wyspy Czarnego Łabędzia. Czy Agnieszka odnajdzie szczęście w Polsce? Czy będzie umiała zapomnieć o Holandii? I kto jest nadawcą tajemniczych pocztówek z Amsterdamu, które przypominają jej o najpiękniejszych chwilach w mieście tysiąca mostów i kanałów? Ciepła, refleksyjna, optymistyczna opowieść o prostych wartościach, które bez względu na miejsce i czas przypominają nam, jak mądrze żyć. Kontynuacja debiutanckiej powieści „Do jutra w Amsterdamie”. 20. Dimily. Tom 4. Nawet o tym nie wspominaj – Estelle Maskame Miłość jest wszystkim… ale nie tym, czego się spodziewasz. Seria „Dimily” uzależniła od siebie tysiące czytelniczek na całym świecie. Porywająca historia Eden i Tylera zostawiła po sobie niedosyt. Autorka spełniła prośby fanek i napisała prequel, który dodaje pikanterii całej historii! Tym razem Estelle Maskame oddała głos bohaterowi, który nikogo nie pozostawia obojętnym. Tę opowieść – opowieść Tylera – po prostu trzeba przeczytać, aby naprawdę zrozumieć, co i dlaczego się wydarzyło. Jak radził sobie dwunastoletni Tyler, dręczony przez ojca? Co czuł jako gniewny, zbuntowany nastolatek, kiedy po raz pierwszy zobaczył Eden? Masz szansę wejść w głowę Tylera i poznać jego najskrytsze myśli. W końcu dowiesz się więcej o tym, czego nie mogła wiedzieć Eden. Ta perspektywa chwyci cię za serce, złamie je i pokaże, czemu Tyler stał się wiecznie wściekłym i nieszczęśliwym chłopakiem, którego poznałyśmy w pierwszym tomie serii „Dimily”. Poznasz także jego wersję wydarzeń, których narratorką w „Czy wspominałam, że Cię kocham” była Eden. Pozycja obowiązkowa dla każdej fanki serii „Dimily”! A jeśli jeszcze nie czytałaś „Dimily” – możesz zacząć od tej książki… bądź zostawić sobie ją na koniec, jako lekarstwo na „kaca książkowego”, który z pewnością będzie Ci doskwierał po odłożeniu na półkę ostatniego tomu! 21. Dziedzictwo rodu Poldarków. Tom 11. Pogięta szpada – Winston Graham Dziedzictwo Rodu Poldarkow. Część XI, Kornwalia, 1815 Pewnego dnia Demelza widzi jeźdźca zdążającego w dół doliny i przeczuwa, że to zły znak. Wkrótce coś zakłóci szczęśliwe życie rodzinne, które z takim trudem osiągnęła. Ross nie ma wyboru – musi stawić się na wezwanie, a następnie wraz z całą rodziną wyjechać do Paryża, by stamtąd raportować o nastrojach panujących w armii francuskiej. Pobyt w Paryżu zaczyna się od porywającej serii balów i przyjęć. Jednak powrót Napoleona przyniesie Poldarkom głównie rozstania, niepewność i lęk. Demelzę stale prześladuje mroczna tajemnica, którą nie może podzielić się nawet z Rossem. „Niezrównany Winston Graham wszystko, co najlepsze, i jeszcze więcej.” Guardian 22. Brakująca połowa dziejów. Krótka historia kobiet na ziemiach polskich – Anna Kowalczyk Historia Polski napisana z perspektywy kobiet przez znaną dziennikarkę i blogerkę, wzbogacona rysunkami Marty Frej. Autorka opisuje fascynujące losy i dokonania kobiet zamieszkujących ziemie polskie, począwszy od czasów przedchrześcijańskich aż po współczesność. Opowiada o dziejach emancypacji kobiet, ich warunkach życia oraz funkcjach społecznych, a także o tym, dlaczego zabrakło dla nich miejsca na kartach historii i w zbiorowej pamięci. 23. Najgorszy człowiek na świecie. Wydanie specjalne z ilustracjami autorki Wydanie specjalne z ilustracjami autorki. – Małgorzata Halber „Bohaterka Małgorzaty Halber jest naga. Pisze bez krygowania się, bez masek, z bolesną, brutalną szczerością. Chciałem sięgnąć po kielicha, przeczytałem parę stron i mi przeszło.” Łukasz Orbitowski „Ta książka jest blisko nas, czy tego chcemy czy nie. Bo to nie jest historia o alkoholu, ale o zdzieraniu warstw, żeby przedrzeć się do siebie. To relacja bardzo intymna, a jednocześnie czujny zapis tego, jak pijanym krajem jest Polska, jak wiele zmienia odstawienie, w jaki niepokój wprowadza innych i z jakim niezrozumieniem się spotyka. Po tej książce inaczej patrzę na osoby, które rozwiązują krzyżówki.” Anna Cieplak „Małgorzata Halber bez wytchnienia zadaje pytanie: czemu nikt – rodzice, szkoła – nas tego nie uczą? Dlaczego tak trudno mówić o emocjach, przyznawać się do nich, skąd ten wszechogarniający wstyd? Autorka zastosowała w swojej książce magiczną metodę: postawiła na radykalną odwagę i szczerość, przez co czytając »Najgorszego…«, trudno mi było uciec przed poczuciem, że to też książka o mnie. Podziwiam Małgosię za tę odwagę i jestem jej za nią wdzięczna.” Anna Smolar „I jak się czuję? Jak się czuję? Jakby ktoś mnie wysmarował błotem i smołą i wrzucił na dno studni. Taka karma – kto zadzierał z rzeczywistością i od niej uciekał, ten potem musi zapłacić. Jestem przerażona, bo domyślałam się, że to ucieczka przed samotnością, a teraz samotność kładzie się przede mną, rozściela się i pokazuje, i dokazuje.” fragment Książka Roku według czytelników portalu 24. Jeden błąd – Anna Szafrańska Dominika i Oliwier są parą od wielu lat. Ona wkrótce rozpocznie swoją pierwszą pracę jako nauczycielka w liceum, on ma zostać wspólnikiem w kancelarii jej ojca. Pozornie wszystko układa się tak, jak powinno, a jednak im bliżej daty ślubu, tym częściej Dominika ma wątpliwości co do przyszłości związku z apodyktycznym, impulsywnym narzeczonym. Sytuację komplikuje fakt, że jeden z jej uczniów staje się dla niej kimś znacznie więcej, niż tylko zbuntowanym, niepokornym wychowankiem… „Jeden błąd” to poruszająca historia kobiety, której udało się przetrwać piekło, jakie zgotował najbliższy jej człowiek, oraz chłopaka, który za piekło uważał własne życie. Czy po tym wszystkim, co przeszli, tych dwoje będzie potrafiło otworzyć się na prawdziwą miłość? 25. Tajemnica pod jemiołą – Richard Paul Evans Los nagradza tych, którzy mają odwagę sięgnąć po szczęście. Po odejściu żony Alex zostaje sam, z pustym kontem i raną w sercu. Pragnie poznać bratnią duszę – kogoś, kto zrozumie, jak bardzo jest samotny i spragniony miłości. Przypadkowo trafia na blog, którego autorka codziennie wysyła wzruszające listy do wszechświata. Jej wrażliwość ożywia te zakamarki duszy Alexa, które on sam od dawna uważał za martwe. Mężczyzna decyduje się wyruszyć w szaloną podróż do urokliwego, zaśnieżonego miasteczka na drugim końcu kraju. Zamierza odnaleźć kobietę, która skradła mu serce, chociaż zna tylko jej inicjały. „Tajemnica pod jemiołą” to ostatnia część trylogii „Pod Jemiołą” Richarda Paula Evansa – lekarza dusz i mistrza świątecznych opowieści. Tym razem pisarz przypomina, że szczęście wymaga odwagi, a Boże Narodzenie to najlepszy moment, żeby podarować komuś miłość. 26. Flirtując z życiem – Danuta Stenka w rozmowie z Łukaszem Maciejewskim Wydanie specjalne uzupełnione o nowe rozmowy! Piękna, emocjonalna, wrażliwa, kobieta sukcesu, gwiazda ekranu. Wykreowany przez media wizerunek Danuty Stenki nawet w połowie nie oddaje prawdy o jej niezwykłej osobowości. Szczere rozmowy z Łukaszem Maciejewskim odsłaniają jej inne, nieznane oblicze. Aktorka opowiada o swoim dzieciństwie spędzonym w maleńkiej kaszubskiej wsi, o wyboistej ścieżce kariery, o fascynującej pracy w teatrze, na planie filmowym, w telewizji. Anegdoty z życia zawodowego przeplatają się z wyznaniami na temat prywatnych spraw. Danuta Stenka nie waha się otwarcie mówić o kosztach, jakie wiążą się z jej wymagającym zawodem – o towarzyszącym jej przez lata stresie i braku pewności siebie. Z poruszających wspomnień wyłania się opowieść o dojrzewaniu kobiety do niezależności i spełnienia, w której każdy łatwo odnajdzie cząstkę własnego życia. 27. Zawsze przy tobie – Linde Najlepsza książka w serii Mister Wright! Miałam cudowne życie, dopóki mój mąż nagle nie umarł. Nigdy sobie nie wyobrażałam, że będę samotną matką i wdową. Kiedy w moim życiu pojawia się David Calloway, nie mam w sercu miejsca na uczucie. Ale on postanawia być wobec mnie delikatny i troskliwy. Czyżby to była prawdziwa miłość? Jestem gotowa oddać mu serce. A on? Ale wokół mnie zaczynają mnożyć się sekrety. Mój świat się rozpada pod ich ciężarem. Nie wiem, czy zdołam to przetrzymać. „Doskonałe połączenie przejmującej, wzruszającej i romantycznej historii.” „USA Today” „Namiętna, rozkoszna, wciągająca i zabawna książka… Byłam nią zachwycona!” The Romance Bibliophile 28. Zemsta i przebaczenie – Eric-Emmanuel Schmitt Czy przebaczenie może okazać się najbardziej wyrafinowaną zemstą? Bliźniaczki Barbarin, Lily i Moïsette, łączy nierozerwalna, ale i trudna więź. Choć wyglądają identycznie, jedna z nich od najmłodszych lat budzi powszechną sympatię, a druga tylko niepokój. Jedna idzie lekko przez życie i spogląda na świat z radością, a drugą trawi nieokiełznana żądza destrukcji i zemsty. Jedna zawsze wybacza drugiej. Eric-Emmanuel Schmitt z niezrównaną wnikliwością diagnozuje najważniejsze problemy współczesnego człowieka. W swojej najnowszej książce opowiada poruszające historie zwykłych ludzi, którzy w przełomowych momentach życia stanęli przed dylematem – czy warto wybaczyć? Dokąd prowadzi zemsta, a dokąd przebaczenie? Czy z zapomnianych win może narodzić się jeszcze większe zło? Wynik walki między sumieniem a instynktownym pragnieniem odwetu nie zawsze jest oczywisty. 29. Boniecki. Rozmowy o życiu – Ks. Adam Boniecki, Anna Goc Jaka jest historia ks. Adama Bonieckiego? Co ukształtowało księdza, którego słowa są dziś ważne dla tak wielu ludzi? Dlaczego nie przywiązuje wagi do rzeczy i miejsc? Kim są jego mistrzowie? Czego żałuje, co zrobiłby inaczej? Co mu się nie podoba w polskim Kościele? Niezwykły ksiądz w inspirującej rozmowie z dziennikarką „Tygodnika Powszechnego” Anną Goc odsłania swoje życie i opowiada o doświadczeniach, które go uformowały. Wraca pamięcią do czasów okupacji, powojennej biedy, początków kapłaństwa, pobytu we Francji i w Rzymie, znajomości z Janem Pawłem II. Wspomina chwile, które zmieniły wszystko: pożegnanie z ojcem w wieku dziewięciu lat, powojenną Polskę i władzę, która pozbawiła go domu. Lekcje, które płyną z tych doświadczeń, są ważne dla każdego. Tak osobistej książki ks. Bonieckiego jeszcze nie było. Tam, gdzie rozbiję swój namiot, jestem w domu. Kiedy się przeprowadzę, znów będę w domu. Wolność od złudzenia stałego domu na tym świecie. Trzeba mieć duszę koczownika. Rozstawiam namiot, jutro go zwijam, idę dalej. Wtedy też nie da się mieć za wiele rzeczy. fragment książki 30. Miłość na Gwiazdkę – Colleen Wright Zapal cynamonową świecę, sięgnij po kubek grzanego wina, otul się miękkim kocem. Colleen Wright zabierze Cię do świata, gdzie magia Bożego Narodzenia wciąż działa. Klimatyczny pensjonat w Nowej Anglii wydaje się doskonałym miejscem, by spędzić tam święta. Kiedy jednak śnieżyca odcina gości od świata, wszyscy zaczynają się martwić, że Boże Narodzenie nie ułoży się tak, jak sobie wymarzyli. Molly musi wziąć się w garść i skończyć swoją najnowszą książkę, ale wena całkiem ją opuściła. Kiedy nagle w jej świat wkraczają przystojny nieznajomy i jego dwie małe córki, wszystko staje na głowie, a jej życie jeszcze bardziej się komplikuje. Hannah miała nadzieję na malowniczy zimowy ślub, lecz plany zniweczył narzeczony, odwołując wszystko w ostatniej chwili. W pensjonacie niespodziewanie zjawia się jednak jej przyjaciel z dzieciństwa. Czy to możliwe, by dawne uczucia odżyły? Jeanne i Tim wiedzą, że musiałby się zdarzyć cud, by mogli dalej prowadzić swój pensjonat… I by udało im się zasypać przepaść, która ich dzieli. Ale w świeta będą musieli pracować ramię w ramię, by rozwiązywać piętrzące się problemy. Czy to wystarczy, by na nowo odnaleźli miłość? Czy przypadkowych turystów, którzy w pensjonacie szukają schronienia przed zamiecią, czeka coś więcej niż ogień w kominku i wygodne łóżko? Czy ich życzenia się spełnią? Gdy ścieżki bohaterów zaczynają się przeplatać, odnajdują oni nadzieję, choć wydawała im się stracona. Być może przy odrobinie bożonarodzeniowej magii pensjonat i jego mieszkańcy zdołają jednak przetrwać te święta. 31. Skiba. Ciągle na wolności – Krzysztof Skiba, Jakub Jabłonka, Paweł Łęczuk Autobiografia łobuza. „Skiba. Ciągle na wolności” zaskakuje, wzrusza, ale też prowokuje, pokazując, że sztuka nie ma granic, a wolność, również artystyczna, jest jedną z najważniejszych zdobyczy naszej cywilizacji. Krzysztof Skiba w swojej autobiografii rozśmiesza, edukuje i puszcza oko do czytelnika, a przede wszystkim zabiera nas w niezwykłą podróż na backstage swojego życia. Opowiada o udanym dzieciństwie, działalności konspiracyjnej, więzieniu, do którego trafił w latach 80., kulisach działalności Big Cyca i polskiego show-biznesu czy powstawaniu legendarnego Lalamido. Jest rozrywkowo i politycznie. Latają kamienie i ulotki. Unosi się gaz nad niespokojnymi ulicami i na scenie podczas koncertu. Tysiące ludzi skanduje hasła na demonstracji przeciwko władzy, ale też świetnie bawią się, śpiewając przeboje Big Cyca. Autobiografię łobuza czytajcie, jak chcecie, od początku, od środka lub wspak, bo kolejne rozdziały są jak puzzle, które ktoś porozrzucał na nie zawsze miękkim dywanie rock and rolla. Skiba to człowiek niepokorny, wyłamujący się wszelkim stereotypom. Jaki jest naprawdę? „Skiba lśni jak brylant. Jego talent jest wyczuwalny jak zapach perfum.” Hanna Bakuła „Skiba? Nawet inteligentny. Szkoda, że taki brzydki.” Andrzej Grabowski „Krzysiek, podobnie jak ja, spełnia rolę głupka wioskowego. Zawsze można liczyć, że powie coś, co jest nie do końca poprawne polityczne, ale co trzeba powiedzieć. I za to go lubię – nie pęka po prostu.” Tymon Tymański „Skiba z najbardziej dojrzałego młodzieńca, jakiego znałem, stał się najmniej dorosłym dorosłym, jakiego znam.” Michał Ogórek „Wielki szacunek dla Skiby, bo świetnie łapie te wszystkie historie, które są wokół nas. Big Cyc to nie jest skandalizująca kapela, oni tylko śpiewają o naszych wadach.” Jerzy Owsiak „Wkład Skiby w rozwój poezji punkowej był mi zawsze drogowskazem – to on pomógł mi ostatecznie porzucić mroczny nylon na rzecz progresywnego techno polo. Dziękuję Ci za to, Krzysztofie.” Piotr Bukartyk „To energetycznie radykalna fuzja Terminatora, Zorro i Antka Boryny. Skiba jest jak Krzysztof Ibisz wiecznie młody i jak Lenin wiecznie żywy.” Paweł „Koñjo” Konnak „Fenomen i jednocześnie paradoks Skiby: w sprytnym przebraniu niskiego, łysiejącego grubaska funkcjonuje jedna z bardziej kolorowych postaci rodzimego show-biznesu. A zdecydowana większość rodzimego show-biznesu działa dokładnie odwrotnie.” Tomasz Jachimek „Gdybym żył, chciałbym być Skibą, ale niestety nie żyję.” Tadeusz Kościuszko „Chcesz, żeby w twoim programie było kolorowo i wyraziście, a może nawet po bandzie – zaproś Skibę. Sukces gwarantowany.” Maciej Orłoś „Nieprzeciętnie inteligentny człowiek o duszy buntownika. Ma niesamowity talent do udawania rzeczy, o których nie ma pojęcia. Od jakiegoś czasu wszyscy myślą, że jest postacią fikcyjną…” Jacek Jędrzejak „Gdyby mój syn potrafił śpiewać, byłby gwiazdą światowego formatu.” Albina Skiba (matka) 32. Stan Lee. Człowiek-Marvel – Bob Batchelor Szczera, prawdziwa i wciągająca opowieść o człowieku, który marzył o karierze pisarskiej, a zrobił o wiele więcej: odmienił oblicze amerykańskiej popkultury. Bob Batchelor opisuje jedną z najciekawszych postaci świata komiksu, ojca najbardziej popularnych komiksowych superbohaterów – Stana Lee. Życie słynnego scenarzysty było równie niesamowite, co wymyślane przez niego historie. Lee, dzięki ogromnej wytrwałości i niezwykłemu talentowi, już jako nastolatek został redaktorem w wydawnictwie, które potem zasłynie jako Marvel Comics. To tam powstała Fantastyczna Czwórka, Spider-Man, Hulk, Iron Man, X-Men czy Avengers – najsłynniejsze postaci komiksowego świata, którymi fascynują się od kilkudziesięciu już lat kolejne pokolenia czytelników. Na podstawie ich przygód wciąż powstają popularne adaptacje filmowe, a sami superbohaterowie stali się niezniszczalnymi symbolami kultury popularnej na całym świecie. Stan Lee. Człowiek-Marvel to nie tylko historia życia kultowego wizjonera, ale także analiza genezy jego najważniejszych dzieł oraz próba określenia wpływu komiksu na kulturę popularną XX i XXI wieku. 33. Niepokorne damy. Kobiety, które wywalczyły niepodległą Polskę. Prawdziwe historie – Kamil Janicki Przekonywano je, że są słabe, chwiejne, pozbawione właściwej tylko mężczyznom determinacji oraz siły. Nie uwierzyły. Olka na niebezpieczeństwo patrzyła z pogardą. Zarządzała tajnym arsenałem, w którym trzymano tysiące sztuk broni. Szmuglowała karabiny, rewolwery i prowizoryczne bomby. Gdy inni stchórzyli, ona osobiście przerzuciła przez granicę setki tysięcy rubli zrabowanych z pociągu. Igrała z carską ochraną i z niemiecką policją. Zawsze o krok przed wrogiem. Maria niezwykły szyk i grację łączyła z żelazną wolą i niezłomną wiarą w Wielką Sprawę. Mało kto wiedział, że sławna lwica salonowa, łamiąca serca niezliczonych adoratorów, to jednocześnie bojowniczka o niezwykłym harcie ducha. Nie dała się złamać, nawet gdy zamknięto ją w ponurych lochach Cytadeli warszawskiej. Wanda od dziecka marzyła tylko o jednym: by ruszyć na wojnę w mundurze polskiego żołnierza. Nie zdołały jej zniechęcić drwiny kolegów ani rechot dowódców, którzy w armii nie widzieli miejsca dla żadnej kobiety. Wiedziała, że udowodni im, jak bardzo się mylili. Nawet jeśli będzie musiała to zrobić w męskim przebraniu i pod fałszywym nazwiskiem. Kobiet takich jak one były setki. Niepokornych i nieugiętych. Prawdziwych wojowniczek, bez których nie byłoby wolnej Polski. 34. Stokrotki w śniegu – Richard Paul Evans Limitowana edycja bestsellera. Ta książka zmieniła życie milionów osób na całym świecie. Zły. Okrutny. Bezwzględny. Tyle i aż tyle można o nim powiedzieć. James Kier jest człowiekiem, który nie dba o nikogo – ani o swoją żonę, ani o syna. Liczy się tylko on sam. Kiedy gazety donoszą, że zginął w wypadku, wszyscy nareszcie mogą powiedzieć, co o nim sądzą. Tylko że James żyje. A to, co słyszy na swój temat, jest dla niego szokiem. Wyrządził w życiu wiele zła, a teraz postanawia wszystko naprawić. Jednak nie jest to łatwe, a lista skrzywdzonych jest długa. Okazuje się, że najmocniej wspiera go osoba, którą zranił najbardziej. Czy zdąży ocalić tę miłość? Czy wraz z nią przyjdzie wybaczenie? „Stokrotki w śniegu” to jeden z największych bestsellerów Richard Paula Evansa, pisarza okrzykniętego przez czytelniczki Lekarzem Dusz. Poruszająca opowieść o potędze miłości i odwadze, jakiej potrzeba, aby stawić czoła swoim winom. 35. Ogród świateł – Anna Klejzerowicz Upalne lato, turystyczne miasteczko, zawikłane intrygi i przestępczość zorganizowana. W niedużym turystycznym miasteczku dochodzi do brutalnego morderstwa: ginie cała rodzina pewnego biznesmena, nie wyłączając dzieci. Co kryje się za tą krwawą zbrodnią? Nieporozumienia rodzinne? Zawiść? Porachunki finansowe? Zemsta? Czy będzie więcej ofiar? Czy śledczy zdołają powstrzymać bestię?… Na marginesie policyjnego śledztwa nieoficjalne dochodzenie w tej sprawie prowadzi ekscentryczna rzeczniczka prasowa urzędu gminy, Felicja Stefańska. Pomimo upartego milczenia mieszkańców gminy, Felicja nie daje za wygraną. Tropy zaprowadzą ją w niebezpieczne rewiry: w zawikłaną kryminalną przeszłość z czasów przemian ustrojowych na Wybrzeżu oraz… na skraj przepaści, gdzie będzie musiała walczyć również o własne życie. Mroczna powieść kryminalna. Trzeba mieć mocne nerwy! Wyrusz w fascynującą podróż przez życie trenerskiej legendy! W środowisku budzi szacunek. Stacje telewizyjne ustawiają się w kolejce po trzy zdania komentarza do każdej wiadomości ze świata futbolu. Jego głos eksperta zna prawie każdy telewidz. Wydaje się nie do zastąpienia, ale był przeważnie obcym, który nie pasował do układanki w naszej piłce. Za inteligentny i za uczciwy. Do tego niepijący alkoholu. Ktoś taki był i jest z definicji podejrzany. Bez wahania zabierał głos w różnych gremiach, zawsze gdy nie zgadzał się z jakąś tezą. Nie kalkulował, co mu się opłaci. Do dziś jest romantykiem futbolu. Do bólu logicznym. Rzadko mówiono o nim w towarzystwie per Andrzej. Raczej Strejlau. Z dodatkiem – ON. Dziwne nazwisko dziwnego faceta… Teraz, po trzech ćwiartkach wieku spędzonych przy piłce, przyszedł czas rozliczenia. Rodzinne losy, kulisy sukcesów drużyny Kazimierza Górskiego, korupcja w futbolu i podłoże konfliktu z Jackiem Gmochem – nie tylko o tym opowiada z charakterystyczną dla siebie swadą. To czyta się tak, jakby się słuchało kolejnego komentowanego przez niego meczu! „Jerzy Chromik udowadnia w swojej arcyciekawej książce, że Andrzej Strejlau wszystko ma po meczu, a nic po kądzieli.” Filip Bajon „Dla mnie ta książka to również (a może przede wszystkim?) historia miłości do niej… i wcale nie mam tu na myśli piłki nożnej…” Paulina Chylewska, Polsat Sport „Służby specjalne ujawniają swoje archiwa po 50 latach. On, Strejlau, ujawnia je trochę wcześniej. Jest co czytać.” Prof. Robert Gwiazdowski, Uczelnia Łazarskiego „Mamy tu spotkanie dwóch przyjaciół – legendy polskiej myśli szkoleniowej z legendą polskiego dziennikarstwa sportowego. Nadzwyczajna lektura.” Michał Okoński, „Tygodnik Powszechny” „Ta książka to wspaniała biografia człowieka niezłomnego, mającego swoje zdanie, niezależnie od okoliczności i przeciwnika.” Witold Paszt, Grupa VOX „Zaczyna się od trzęsienia ziemi: Andrzej Strejlau jednak nie jest Łotyszem. A potem rośnie – i napięcie, i liczba anegdot. Nie wolno się zagapić, bo tu się wszystko szybko dzieje.” Paweł Wilkowicz, redaktor naczelny 36. Martwa cisza – Will Dean Kilka domów na odludziu. Sześćset kilometrów kwadratowych szwedzkiego lasu. Jedna reporterka. Dwa ciała… Cisza może czasem ogłuszać… Dwa ciała pozbawione oczu zostają odnalezione w głębi lasu, niedaleko odludnego szwedzkiego miasteczka. Przypominają nierozwiązaną sprawę morderstw sprzed dwudziestu lat. Tuva Moodyson, głucha reporterka małej lokalnej gazety, szuka tematu, który pomoże jej zrobić karierę i wreszcie wyrwać się z zapadłej dziury, jaką jest Gavrik. Podczas śledztwa odkrywa sieć tajemnic oplatającą miasteczko. Czy Tuva zdoła przechytrzyć mordercę, zanim stanie się jego ostatnią ofiarą? Najpierw musi stawić czoła własnym demonom. „Martwa cisza” to pierwszy tom z serii z zawziętą Tuvą Moodyson w roli głównej. „Willa Deana, autora tego klimatycznego kryminału, warto mieć na oku. »Martwa cisza« to książka stylowa, wciągająca i lodowata jak szwedzka zima.” Fiona Cummins, autorka „Grzechotu kości” „Klimatyczna, przerażająca, pełna napięcia książka. Atmosfera rodem z Twin Peaks i Tuva są rewelacyjne. Proszę o więcej!” Tudor, autorka „Kredziarza” „Coś dla fanów »Ostrych przedmiotów« Gillian Flynn. Debiutancki czarny kryminał w stylu skandynawskim. Napięcie nie opada ani na chwilę. Nie mogę się doczekać następnej książki o Tuvie.” Val McDermid, autorka bestsellerowych kryminałów „Zapadająca w pamięć, klimatyczna książka z zawziętą główną bohaterką. Wciągający pierwszy tom obiecującej serii.” „The Guardian” „Debiutujący autor rzuca wyzwanie mistrzom skandynawskiego kryminału.” „The Times” 37. Między nami chaos – Samuel Miller Czy wolałbyś żyć z koszmarną prawdą, czy w błogiej nieświadomości? Życie osiemnastoletniego Arthura wali się w gruzy, kiedy dostaje sądowy zakaz zbliżania się do swojej byłej dziewczyny, traci stypendium i szansę na dobre studia. Chcąc ukrócić nieco jego destrukcyjne zachowanie, ojciec wysyła go na pewien czas do wujostwa. Tam Arthur odkrywa dziennik swojego dziadka, słynnego pisarza, który pięć lat wcześniej na tydzień przed śmiercią wyruszył nagle w zagadkową podróż. Jej celu nie znał nikt z rodziny, a co gorsza – nikt nawet nie próbował się dowiedzieć, co się w tym czasie wydarzyło. Podążając za wskazówkami, które znajduje w dzienniku, Arthur próbuje odtworzyć ostatnie dni życia swojego dziadka. Chce się dowiedzieć, kim naprawdę był, czego szukał tysiące kilometrów od rodzinnego domu i… czy rzeczywiście nie żyje. Nie wie, że na końcu drogi poza bolesną tajemnicą odkryje prawdziwego siebie. „Cóż to za fascynująca podróż. Wielowymiarowi bohaterowie oraz genialna historia, która pozostanie z czytelnikami długo po przeczytaniu ostatniej strony”. Booklist 38. Silver Stag. Wyspa Kości – Rosner W New Providence powoli formuje się Republika Piratów. Zarządza nią Rada złożona z kapitanów niezależnych jednostek. Po jednym z posiedzeń Charles Vane przedstawia kapitanom Cuthrowowi i Jenningsowi zrabowany kilka dni wcześniej list. Wynika z niego, że pewien zamożny kupiec z okolic Panamy (wówczas upadającego ekonomicznie miasta) postanowił przenieść swój interes na Florydę, a część majątku odesłać do Kadyksu, gdzie mieści się siedziba główna jego rodzinnej faktorii. List zawiera informacje o trasie, jaką poruszać ma się wynajęta przez niego jednostka El Espectro. Kapitanom najbardziej interesujące wydaje się to, że statek ma dołączyć do Srebrnej Floty – silnie chronionego, historycznego konwoju, który raz do roku przewoził kosztowności z Nowego Świata do Europy. Uznają wspólnie, że jeśli kupcowi zależy na tak silnej obstawie, na pokładzie muszą być przedmioty niebywałej wartości… „Silver Stag. Wyspa Kości” to kontynuacja świetnej powieści Rosner „Silver Stag. Republika piratów”, pełnej zaskakujących zwrotów akcji oraz stanowiącej brawurową mieszankę powieści historycznej, awanturniczej, obyczajowej i przygodowej. 39. Robin. Biografia Robina Williamsa – Dave Itzkoff Reporter New York Times, Dave Itzkoff, stworzył fascynujący portret Robina Williamsa – jednego z najbardziej uwielbianych i jak się okazało, niezrozumianych artystów amerykańskich. Robin Williams był wyjątkowo utalentowanym aktorem filmowym, teatralnym i dubbingowym. Znany i podziwiany za występy zarówno w komediowych stand upach, jak i w bijących rekordy popularności na całym świecie filmach fabularnych. Jego kariera zaczęła się przełomową rolą w serialu “Mork & Mindy”. Serca widzów na całym świecie skradł występami w takich produkcjach, jak chociażby “Stowarzyszenie umarłych poetów”, “Pani Doubtfire”, czy “Good Morning Vietnam”. Rola w “Buntowniku z wyboru” przyniosła mu Oscara. Choć był postrzegany przez kinomanów jako jeden z bardziej radosnych ludzi świata, popełnił samobójstwo. Dave Itzkoff w rewelacyjnej biografii, pokazuje zarówno komiczny blask Williamsa, jak i skrzętnie zamaskowaną głęboką studnię sprzecznych emocji i zwątpienia. Kreśli pełnokrwisty portret człowieka, który silnie walczył z uzależnieniem i depresją, odkrywając nieznane dotąd fakty z jego życia. Aktor, poza depresją i uzależnieniem alkoholowym, zmagał się także z postępującymi parkinsonem, czy demencją. Ze swoich problemów często robił tematy występów tragikomicznych. Autor książki czerpiąc z ponad setki oryginalnych wywiadów z rodziną, przyjaciółmi i współpracownikami Williamsa, a także z obszernych badań archiwalnych, stworzył biografię będącą świeżym i oryginalnym spojrzeniem na człowieka, którego twórczość poruszała miliony ludzi na całym świecie. 40. W świetle i w mroku. Opowiadania inspirowane malarstwem Edwarda Hoppera Alchemia obrazu i słowa – oto siedemnaście malarskich arcydzieł i siedemnaście nawiązujących do nich nowych opowiadań. Autorami zebranych w tomie opowiadań są wybitni pisarze, Stephen King, Joyce Carol Oates, Lee Child i Michael Connelly. Teksty zebrał i zredagował Lawrence Block. Łączy je jedno – każdy powstał z inspiracji dziełem kultowego amerykańskiego malarza Edwarda Hoppera. Tematy, które artysta lubił i wybierał, są niczym filmowe kadry, od razu skłaniają widza do snucia historii, uruchamiają wyobraźnię. Jego dzieła cechuje bardzo intymny nastrój. Autorzy opowiadań próbują uchwycić wyjątkowe cechy malarstwa Hoppera. Niektórzy bezpośrednio nawiązują do sceny przedstawionej na płótnie, inni skupiają się na aurze, którą emanuje obraz, w jeszcze innych opowiadaniach pojawia się sam Hopper. Każde z opowiadań poprzedzone jest reprodukcją odpowiedniego obrazu i informacjami o jego twórcy. 41. Kuba-Miami. Ucieczki i powroty – Joanna Szyndler 90 mil. Tyle oddziela Kubę od Florydy. Dwudziestojednoletnia Biviana nie wróciła na noc do domu. Po kilku dniach nerwowego oczekiwania, matka dziewczyny modliła się już tylko o list od córki z Miami. Było dla niej jasne: Biviana po raz kolejny wypłynęła tratwą na morze. Wiadomość nadeszła jednak z Guantanamo – amerykańskiej bazy na Kubie. Bill Clinton nie godził się już na przyjmowanie uciekinierów, których straż przybrzeżna schwytała na morzu. Biviana znalazła się wśród tysięcy Kubańczyków, których los zależał od wyniku rozmów Castro z Clintonem. Emigrantów takich jak Biviana, Fidel Castro nazywał robactwem, które nie kocha własnego kraju. Migracje Kubańczyków na Florydę to historie pełne tęsknoty, trudnych wyborów i poświęceń. Historie rozstań i powrotów, które wciąż wywierają ogromny wpływ na życie wielu mieszkańców Kuby. 42. Stulecie Winnych – Ałbena Grabowska Bestsellerowa trylogia w filmowej odsłonie. Są rodziny i Rodziny. Są stulecia i Stulecia. Są wreszcie powieści i Powieści. „Stulecie Winnych” to powieść, która pochłania bez reszty. Jest w tej trylogii ponadczasowość i prawda uniwersalna. Jest wreszcie wspaniała opowieść o rodzinie, której losy wpisują się w dramatyczne wydarzenia XX wieku. I trzy pary bliźniaczek. Jedna w każdym pokoleniu… Tytułowych Winnych czytelnik poznaje w momencie trudnym – dla samej rodziny, dla ich rodzinnego Brwinowa i dla kraju, którego od ponad wieku nie ma na mapie. Tuż przed wybuchem I wojny światowej na świat przychodzą pierwsze w rodzinie bliźniaczki. Niestety w chwili narodzin Ani i Mani umiera ich matka. Po kilku miesiącach wybucha najstraszliwsza z dotychczasowych wojen, która dotkliwie zrani Winnych, tak jak setki tysięcy polskich rodzin. Radość z odzyskanej niepodległości trwa zaledwie dwadzieścia lat. 1 września 1939 roku, w pierwszym dniu kolejnej wojny, na świecie pojawiają się kolejne bliźniaczki – córki Mani. Przez długie lata wojenna zawierucha zabiera i oddaje bliskich w najmniej oczekiwanych momentach. A później trzeba poskładać życie na nowo. Bohaterowie zmagają się z powojenną rzeczywistością, z niechcianym ustrojem, ale przede wszystkim z własnymi słabościami. Kolejnym pokoleniom rodziny Winnych będzie dane doświadczyć tego wszystkiego, czego doświadczali Polacy w ostatnich dekadach XX wieku – kryzysu gospodarczego i pustych półek, stanu wojennego i powszechnego zastraszenia, upadku socjalizmu, pierwszych wolnych wyborów, a potem zmagań z trudną rzeczywistością dopiero co odzyskanej wolności. Za każdym razem, gdy czytelnik ma wrażenie, że wszystko się już układa, że kręte drogi wreszcie się prostują, a ludzie znajdują właściwe ścieżki, przejeżdża czołg historii, siejąc zniszczenie i żłobiąc głębokie koleiny w życiorysach bohaterów. I w tym też leży piękno tej sagi – w nieprzewidywalności. „»Stulecie Winnych« to wspaniała opowieść o sile rodziny, o miłości i oddaniu.” Kinga Preis 43. Boże Narodzenie w Lost River – Fannie Flagg Opowieść wigilijna, która wniesie wiele radości do naszych domów. Już ponad pół miliona czytelników znalazło w niej swój balsam dla duszy! Gdzieś na południu Alabamy, w najdalszym zakątku tego stanu, nad brzegami rzeki wolno snującej swój bieg, leży urocze senne miasteczko. Nazywa się Lost River i rzeczywiście, świat jakby o nim zapomniał. Czasem ktoś się zabłąka, źle skręci z autostrady, przyjedzie na krótką kurację. I… zostanie! Bo miejsce jest magiczne. Zgodnie z sugestią lekarza Oswald T. Campbell zostawił za sobą chłodne i wilgotne Chicago, by nadchodzącą zimę spędzić w ciepłym klimacie Lost River. Ciężko chory i samotny, nie spodziewał się, że zaprzyjaźni się z listonoszem, który pocztę dostarcza łodzią, sklepikarzem leczącym zranione serca, a nawet stanie się… obiektem matrymonialnych intryg! Pośród pięknej przyrody i ludzi, którzy hojnie obdarowują się dobrem i nigdy nie zamykają drzwi swoich domów, jego życie niespodziewanie rozkwita. Oswald odkrywa w sobie talent artystyczny, ale czy zdoła pokonać chorobę? Wszak Boże Narodzenie to czas cudu, a dobro wraca… Ta pełna ciepła, życzliwości i humoru opowieść o uzdrawiającej mocy przyjaźni, wiary i nadziei stała się klasykiem pośród prezentów znajdowanych pod choinką. Jest w niej wszystko to, za co miliony czytelników pokochały przed laty Fannie Flagg i mimo zmieniających się literackich mód trwają w tej miłości wiernie: proste, domowe mądrości, łagodność, uśmiech, którego nie można nie odwzajemnić i nieskończenie wiele powodów do wzruszeń. „Niemal od początku czujemy, że powieść nieubłaganie zmierza do happy endu.” „Twój Styl” „Za nic nie będziesz chciała oderwać się od tej lektury. Zwłaszcza kiedy zimno za oknem, a święta tuż, tuż.” „Olivia” „Pamiętasz »Smażone zielone pomidory« Fannie Flagg, która pisze lekko i z dużą dawką humoru? Jej powieść nie zawiedzie czytelników. Dla wszystkich.” „Glamour” 44. Opowieść wigilijna Ebenezer Scrooge jest bezduszny, skąpy i samolubny. Całe dnie spędza w swoim kantorze – z nosem w opasłych księgach rachunkowych. Dobrych uczynków unika jak ognia, nigdy nie bywa miły i nienawidzi Bożego Narodzenia. Jednak pod wpływem niesamowitych wydarzeń, które następują w pewną wigilijną noc, jego życie całkowicie się zmienia… Ponadczasowa opowieść o magii świąt Bożego Narodzenia, o czynieniu dobra i o wzajemnej życzliwości. 45. Nie powiem – Clare Empson Wszystko zaczęło się od niego. Catherine straciła zdolność mówienia. Przeżyła tak głęboką traumę, że nie jest w stanie przemówić – nawet do męża, dzieci i najbliższych przyjaciół. Lekarze twierdzą, że jedynym sposobem, by posunąć się naprzód, jest spojrzenie w przeszłość. Catherine musi więc zacząć od początku – od niego. Od Luciana. Na pierwszym roku studiów Catherine poznała miłość swojego życia. Lucian wciągnął ją do elitarnego kręgu swoich przyjaciół, których cały świat kręcił się wokół hedonistycznych przyjemności i wielkich pieniędzy. Aż pewnej nocy wszystko się rozpada. Catherine porzuca ukochanego, na zawsze niszcząc mu życie. A jednak piętnaście lat później każda jej myśl krąży wokół niego. Kiedy więc dochodzi do ponownego spotkania, rozbudzona na nowo miłość porywa ich jak huragan. Mimo to Catherine i Lucian nie są w stanie zapomnieć o tym, co wydarzyło się wiele lat temu – a kiedy odkryją całą prawdę, ich życie znów stanie pod znakiem zapytania. Tym razem jednak konsekwencje mogą okazać się tragiczne. „Wciągająca, mroczna, wstrząsająca. Fascynująca opowieść o sile wstydu i milczenia.” Laura Marshall, „Dawna znajoma” „Fenomenalny debiut! Mroczna, uzależniająca opowieść, która łamie serce i nie pozwala o sobie zapomnieć.” Ruth Hogan, „Strażnik rzeczy zagubionych” „Porywająca, emocjonalnie prawdziwa historia. Do samego końca nie odkrywa wszystkich tajemnic.” Sophie Kinsella „Mroczna, zachwycająca, oryginalna i absolutnie druzgocząca. Clare Empson ma pióro jak marzenie: zwięzły, wyrafinowany styl, w którym ani jedno słowo się nie marnuje. Uwielbiam tę książkę.” Francesca Jakobi, „Bitter” „Odurzająca, elegancka, porywająca opowieść. Powrót do Brideshead opowiedziany przez pryzmat Wielkich kłamstewek.” Lex Coulton „Pasjonująca, niezapomniana powieść, w której milczenie mówi więcej niż słowa i nikt nie jest tym, za kogo się podaje. Urzekła mnie od pierwszego zdania.” Elisa Lodato, „An Unremarkable Body” „W tej subtelnej historii pobrzmiewają echa Powrotu do Brideshead. Autorka z wielką wrażliwością analizuje tragiczne skutki romansu skazanego na porażkę. Fascynująca powieść.” Karen Perry, „Girl Unknown” „Mroczna opowieść o miłości.” Daily Mail 46. Antisocial Media. Jak Facebook oddala nas od siebie i zagraża demokracji – Siva Vaidhyanathan „Antisocial Media”, książka poświęcona hegemonii Facebooka, ukazuje się w najlepszym możliwym momencie, wpisując się w debatę o roli mediów społecznościowych w zachodnim modelu demokracji. „Antisocial Media” to atak na obecny model biznesowy Facebooka na wszystkich frontach. Autor opisuje manipulacje, jakim poddawany jest użytkownik po to, aby uzależnić go od Facebooka. Ten największy na świecie system inwigilacji gromadzi dane o dwóch miliardach użytkowników. Żaden inny nośnik reklam nie może się równać z tym, co oferuje serwis Zuckerberga. Oferta gazet, magazynów i telewizji wypada przy tym bardzo blado. W systemie Zuckerberga produktem jesteśmy my – i nasza uwaga. Vaidhyanathan odnosi się również do gorącego tematu spłycenia debaty publicznej w zachodnich demokracjach, antagonizacji i radykalizacji różnych grup społecznych, tworzenia zamkniętych baniek informacyjnych, wyboru Donalda Trumpa na prezydenta USA, wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej i wpływu obcych państw (głównie Rosji) na wiele z tych procesów. „Antisocial Media” to bardzo aktualna znakomita próba ujęcia zjawiska współczesnego w solidnych ramach koncepcyjnych. 47. Rani z Sigiriji – Dorota Sumińska Egzotyczna i zmysłowa baśń dla dorosłych, której akcja rozgrywa się na Srilance. 48. Mój mąż Żyd. Historie Polek w Izraelu – Sylwia Borowska Miłość bywa trudna, zwłaszcza gdy tak wiele was dzieli. Nie zrozumiesz, czym jest istniejące od 70 lat państwo Izrael, dopóki nie zakochasz się w mężczyźnie stamtąd. Tylko silne uczucie pozwoli wam przetrwać. Jego rodzina uszanuje ten wybór, ale zawsze będziesz gojką, a wasze dzieci nie będą Żydami. Przerwiesz łańcuch, którego ogniwa z takim mozołem dokładane są jedno za drugim od stuleci. Ta książka to niezwykłe historie Polek, które poślubiły Izraelczyków i zamieszkały w Izraelu. Na urodzonego tam Żyda mówi się sabra (owoc opuncji). One rozgryzły go i poznały jego słodko-cierpki smak. Dziękuję za poświęcony czas 🙂 Znaleźliście coś dla siebie? Napiszcie w komentarzu 🙂 Część 2 zapowiedzi już za chwilę… Wszystkie powyższe opisy i zdjęcia książek pochodzą ze stron wydawców. 7 września 2012 WTOREK Pół godziny przed seksem, jak zawsze, włączyliśmy oba koce elektryczne w łóżku. Mój mąż kupił koce naprawdę najwyższej jakości, sięgają od czubka głowy aż do pięt. We mnie trzeba tu trochę więcej zainwestować. Obłąkańczo się boję, że takie coś zacznie się tlić i żywcem się we śnie usmażę albo uduszę dymem. Nasze koce elektryczne podobno wyłączają się automatycznie po godzinie. Układamy się koło siebie w łóżku nagrzanym do czterdziestu stopni i gapimy w sufit. Ciało rozluźnia się w cieple. Wtedy zaczynam już głęboko oddychać i w duchu szczerzę się sama do siebie, cała podniecona na myśl o tym, co będzie. Potem obracam się na bok i całuję go, ręka wjeżdża mi od razu w jego spodnie od piżamy rozmiar XXL. Nie mają zamka czy czegoś, w co mogłyby się zaplątać włosy czy napletek. Nie dotykam jego fiuta od razu, tylko sunę ręką dalej, do jaj. Trzymam je jak worek pełen złota i ważę lekko w dłoni. Odtąd oszukuję moją nienawidzącą mężczyzn matkę. Usiłowała mi wpoić, że seks to coś złego. Ale jakoś nie zadziałało. Głęboki wdech i wydech. To jedyny moment w ciągu dnia, kiedy porządnie oddycham. Poza tym chwytam tylko płytko powietrze. Zawsze czujna, zawsze pod kontrolą, zawsze przygotowana na najgorsze. Podczas seksu kompletnie zmieniam swoją osobowość. Moja terapeutka, pani Drescher, uważa, że się nieświadomie rozszczepiam, ponieważ moja feministyczna matka chciała mnie wychować na aseksualną istotę. I tylko po to, żeby jej nie zdradzić, muszę się stawać w łóżku kimś innym. To świetnie działa. Wtedy jestem w pełni wolna. Nic mnie nie krępuje. Chcica na dwóch nogach. Nie czuję się już wtedy jak człowiek, raczej jak zwierzę. Zapominam o wszystkich obowiązkach i problemach, jestem tylko ciałem, a nie umęczonym duchem. Sunę powoli twarzą w kierunku jego kroku. I wdycham jego męski zapach. Uważam, że nie różni się tak bardzo od kobiecego. Jeśli bezpośrednio przed seksem nie wziął prysznica, a kto by to robił, będąc tak długo razem jak my, jedna czy druga kropelka moczu zaczyna już fermentować między żołędzią a napletkiem. Czuć jak w kuchni mojej babci, gdy smażyła rybę na kuchence gazowej. Zamknąć oczy i cała naprzód. Trochę się brzydzę, ale równocześnie to obrzydzenie mnie podnieca. Jeśli szybko wszystko wyssę do czysta, nic już więcej nie czuć. Tak jak krowa wylizuje do czysta swoje cielę. Chowam twarz w miękkiej mosznie, obwąchując ją, ocieram się policzkiem o wyprężony trzon. Staje zresztą już przy pocałunku w usta. Georg, mój mąż, jest ode mnie dużo starszy, no, ciekawa jestem, jak długo jeszcze nie będzie miał żadnych problemów z erekcją. Całuję pachwiny, czy jak to się nazywa, tam, gdzie nogi zrastają się z tułowiem. I najpóźniej wtedy słyszę, jak pojękuje i domaga się jeszcze. W tym momencie chodzi tylko o obsługę. Dokładnie się zastanawiam, jaki czemu nadać rytm, by doprowadzić go do szaleństwa. Najpierw tylko podrażnić. Pozostać przy pachwinach, ciągle mocno obejmując dłonią jaja. Od całowania powoli przejść do lizania. Głośno mlaszczę, żeby nie tylko czuł, ale i słyszał, co robię. Pod moszną wymacuję przedłużenie ciała jamistego, które idzie aż do krocza. Mówi się w ogóle o kroczu u mężczyzny? Widać tam linię, która wygląda jak zrośnięte wargi sromowe, tak, tak, wszystko to samo. Właściwie zaspokajam go tak, jak sama lubię, wyobrażam sobie, że ma waginę. Tylko że właśnie taką wydłużoną i wystającą, mocno wystającą! Naciskam mocniej na mosznę i masuję ciało jamiste za nią. Żebym też coś z tego miała, ocieram się waginą o jego kolano. Jeśli trochę wygnę plecy, pasuje co do centymetra. Od pachwin język wędruje mi powoli w górę do jego trzonu. Liżę go, póki nie jest kompletnie mokry, i chucham nań, żeby poczuł chłód na mokrych miejscach. Mocno naciskając, zsuwam się językiem od trzonu do jaj. Wciągam oba jaja do ust i bawię się nimi. Nauczyłam się, że muszę uważać, żeby nie przekręcić nasieniowodów. Już raz mu to zrobiłam, bardzo go bolało! Pod moszną masuję językiem krocze i ślinię trochę swój palec przy jego dziurze w pupie. Usztywniam język w twardy czubek i jadę nim od dołu przez krocze i skórę między jajami w górę do żołędzi, a równocześnie trę wolno palcem wskazującym wkoło rozetki. Przedtem zwilżam sobie śliną wargi, a jemu żołądź. Kiedy zaczynam ssać żołądź, rozchylam wargi tylko odrobinkę, żeby miał naprawdę ciasno. I chwytam, i z powrotem wypuszczam tylko sam czubek żołędzi. Tam i z powrotem. Tam i z powrotem. Tam i z powrotem. Cały czas się ślinię. Nauczyłam się tego wcześniej od pewnego faceta, że to boli, kiedy tak trzeć na sucho. Biorę fiuta coraz głębiej do ust. Sunąc w dół, obejmuję ciasno wargami naprawdę całego fiuta. Sunąc w górę, ssę jeszcze trochę. Podciśnienie powoduje, że słychać cmoknięcie, kiedy dojeżdżam do góry. Ustami zawsze podnoszę napletek, ponad żołądź. Językiem stale teraz kręcę w koło. Żołądź wybrzusza mi policzek. W filmach porno kobiety zawsze szarpią mężczyznom ręką napletek w górę i w dół. Przede wszystkim szarpanie w górę absolutnie nie wchodzi w grę w wypadku mojego męża. Strasznie go to boli. Nie mam pojęcia, czemu mimo to coś takiego zawsze pokazują w filmach porno. Czytałam kiedyś w jakimś poradniku o seksie, żeby kobieta, jeśli robi mu tak ręką, używała raczej lewej ręki, jeśli jest praworęczna. Bo wtedy nie złapie za mocno i może podejść do sprawy z większym wyczuciem. Niestety nie wychodzi mi ta sztuczka z braniem do ust w całości, znaczy obok języczka-rzygospustu, jak tym kobietom w filmie porno. Parę razy mało się nie porzygałam i szybciutko dawałam za wygraną. Nie wszystko, co się widzi w filmach porno, trzeba od razu naśladować! A w życiu też już często próbowałam połknąć. Też mi nie idzie. Uważam, że przy połykaniu smak i konsystencja w tyle gardła są tak obrzydliwe, że po prostu nie mogę tego przełknąć. Łapie mnie wtedy potężny odruch wymiotny, dla mężczyzny też nie brzmi to nazbyt przyjemnie. Tylko gdybym się wspięła na szczyty aktorstwa, mogłoby mi się udać, ale to dla mnie zbyt wyczerpujące. W wypadku seksu na jedną noc pewnie by jakoś poszło, ale z własnego męża nie będę robić durnia. Wie przecież, że tego nie cierpię, no więc też nie chce, żebym to robiła. Jedyne, na co mnie stać: dochodzi w moich ustach, ale tryskającą spermę wyciskam językiem na zewnątrz. Usta i szczęka potrzebują czasem przerwy, wtedy biorę w rękę mokrego od lizania fiuta i ostrożnie naciągam napletek coraz wyżej nad żołądź. Sama bym na to nie wpadła. Ale kiedy jeszcze krótko byliśmy ze sobą, poprosiłam mojego męża, żeby się przy mnie masturbował. Jak się jest ze sobą od niedawna, to się jeszcze robi takie zabawne rzeczy. I całkiem sporo wtedy podpatrzyłam. W miarę upływu czasu stwierdziłam, że im bardziej za pomocą rąk i nóg naśladuję jego masturbację, tym bardziej jest zadowolony. Autorskie pomysły nie mają szans z trwającą dziesięciolecia socjalizacją seksualną. A więc wyzwanie polega na tym, żeby jak najdokładniej naśladować jego masturbację, naturalnie różnymi sposobami. On może skorzystać tylko z ręki. Ja: z języka, ust i w czym tam znajdę gust. Jeśli dalej pracuję ręką, podnoszę mu mosznę do fiuta, podczas gdy drugą ręką pocieram w stronę żołędzi. Żeby czuł, że mam wszystko mocno w garści. Tymczasem leży przede mną jak chrabąszcz na plecach i w pełni mi się oddaje. Szeroko rozstawione nogi, ręce wyciągnięte przed siebie, wywrócone oczy, jak w transie. Rozpiera mnie poczucie mocy, kiedy tak leży przede mną. Mogłabym mu poderżnąć gardło i nawet by nie zauważył. W międzyczasie coraz bardziej wypadam z roli seksualnej sługi i oglądam scenę jak ktoś z zewnątrz. I odruchowo lekko się uśmiecham, bo wszystko, co tu robimy, zabawnie wygląda. Ale szybko ścieram uśmiech z twarzy i pracuję dalej z należytą powagą. Przeważnie zaczynamy od tego, że jedno obsługuje drugie. Jeśli coś robimy w pozycji sześć na dziewięć, to zawsze stwierdzamy: no, wprawdzie fajnie, że tak dokładnie wszystko widać, ale człowiek tak się skupia na tym obsługiwaniu, że nie może porządnie przyjmować pieszczot. Albo, albo! Nie, żebyśmy kiedykolwiek otwarcie o tym rozmawiali. To wiadomo bez słów. Nasze porozumienie seksualne. Kiedy przypada moja kolej, zawsze pilnuję, żebym też się mogła o coś ocierać, bo inaczej on w swoim rozpaleniu wyprzedza mnie o lata świetlne, a ja z trudem za nim nadążam. Kiedy robię szczęce przerwę i w pełni angażując obie ręce nasuwam i odsuwam całą dostępną skórę, siedzę w rozkroku waginą na jego udzie i wszystko zaświniam. Za każdym razem wpadamy w prawdziwy amok, jestem bardzo dumna, że mogę tak wszystko robić z moim mężem. Poza kocem elektrycznym trzeba dla mnie zawsze załatwić jeszcze jedną sprawę. Nieprawdopodobnie się boję, że sąsiedzi mogliby mnie usłyszeć przy seksie. I dlatego do gry wstępnej należy zamykanie wszystkich drzwi i okien. Tylko wtedy mogę się całkowicie rozluźnić. Bardzo rzadko zdarzało się, że zdałam się na męża, a on jednak zapomniał o którymś oknie. Jeśli to odkryję po wszystkich seksualnych krzykach i jękach, robię się cała czerwona ze wstydu. A dla sąsiadów to również bardzo uciążliwe. Mój mąż ciągle się ze mnie nabija z powodu takiego nastawienia. Ale patrząc terapeutycznie, on nie ma żadnych problemów z objęciem tej roli, bo może spokojnie założyć, że z nas dwojga to ja jestem ta zablokowana. W związku partnerskim każdy przyjmuje tę rolę, która jeszcze jest wolna. Ja odgrywam tę panikującą, obsesyjną, wstydliwą. A on wtedy może być tym swobodnym i ekshibicjonistycznym. To przecież dla niego pilnuję, żeby nikt go nie słyszał. Zamykam okna i drzwi, zaciągam zasłony. Czasem wychodzę po ciemku w szlafroku przed dom, mówię mu, że ma się przeciągnąć w łóżku, przy włączonym świetle, żebym mogła sprawdzić z zewnątrz, czy da się zajrzeć do środka. Otóż czasem nasze zasłony wydają mi się zbyt cienkie. Są z jedwabiu na krawaty, wzór paisley w brązie. Zimą koc elektryczny czasem nam nie wystarcza, więc wykorzystujemy w tej naszej piwnicznej izbie jako dodatkowe źródło ciepła podczerwoną lampę Georga od bólu pleców, naprawdę duży, szeroki, drogi model. I kiedy tak podświetla nas na czerwono jak w witrynie w Amsterdamie, poważnie się martwię, że jedwabna zasłona ujawnia przechodzącym dwa spocone, zakleszczone w sobie ciała. On wie, że, jak to mówimy, jestem zdrowo walnięta na tym punkcie. Muszę z zewnątrz kontrolować, czy da się nas zobaczyć w tych warunkach oświetleniowych. Ile to ja już razy w życiu stwierdzałam, że ludzie najwyraźniej w ogóle nie zastanawiają się nad tym, jakie to cienie rzuca na okna ich stuwatówka. Zresztą zdrowy człowiek może by się cieszył, mogąc podglądać rozbierającą się kobietę. Ja myślę tylko: o Boże, mnie się to nie może przytrafić, w moim wypadku muszę to z całą pewnością wykluczyć. Zaspokajam więc mojego męża. Zdarza się, że leży tak przez kilka minut i pozwala na wszystko. Przeważnie leży na plecach, bo od wielu lat ma bóle pleców, a przez to i ja także, bo tak dobrze potrafię się wczuć w męża, że też zaczynają mnie plecy boleć. Nie cierpi okazywania słabości przede mną. Zresztą tylko dlatego jesteśmy razem, że wymyśliłam sobie, że jest strasznie silny. Pytając go codziennie: ?I jak tam twoje plecy?, kastruję go. No ale przecież chcę być uprzejma. Chcę okazać zainteresowanie. To problem, który może się pojawić, gdy jest się razem ze starszymi od siebie. Tu nie chodzi o moje zachowanie, tylko o to, że on uważa za niedopuszczalne, żeby go przy mnie plecy bolały. Myślę, że dla niego też jest nowe, że tak po prostu sobie leży. Dawniej zawsze miał kobiety, które musiał obsługiwać aż do znudzenia, a potem sam obejść się smakiem. No piękne dzięki, drogi ruchu feministyczny! Zresztą przecież to nie tak miało być. Że tylko kobiety dochodzą, a mężczyźni muszą patrzeć, gdzie zostali. On uwielbia, kiedy jestem jego seksualną sługą. Powtarzam wszystko, co potrafię i co właśnie opisałam, najpierw w szybkim, a potem w wolnym rytmie. W ogóle nie muszę się zastanawiać, wszystko samo idzie, jak na prochach. Kiedy już się rozkręcimy, zapominam o czasie i przestrzeni. To jedyny moment w ciągu dnia, kiedy mogę się wyłączyć. Naprawdę uważam, że tu chodzi raczej o oddychanie, a nie o seks jako taki, zresztą może o obie te rzeczy. W przeciwieństwie do tego, co chciała moja matka, nauczyłam się przez lata terapii, że ja też jestem istotą seksualną. Pomału uczę się w ogóle dostrzegać własne pożądanie. Dawniej, czyli przez wszystkie ostatnie lata z moim mężem, było z nami tak jak w tym durnym stereotypie, że kobieta nigdy nie odczuwa pożądania, a mężczyzna chce zawsze i wszędzie! Ale kiedy wciśnięty został właściwy guzik, myślałam za każdym razem: dlaczego sama na to nie wpadłam? Dlaczego sama go nie uwiodę, dlaczego to zawsze należy do niego? Dla niego ciągłe dostawanie kosza i inicjowanie seksu było bardzo upokarzające. I często prowadziło do kłótni. Skłamałabym, twierdząc, że miałam ochotę na seks. Ani razu nie miałam. Robiłam to tylko dlatego, żeby mu sprawić przyjemność i ponieważ wiedziałam, że inaczej nasz związek padnie. W końcu każdy o tym wie: jak już w łóżku nie idzie, to pozostaje tylko kwestią czasu, kiedy wszystko padnie. O tym jestem mocno przekonana. Ale po przezwyciężeniu początkowego paraliżu wspinałam się za każdym razem na szczyt. I za każdym razem to zdanie na koniec: ?Czemu mi po prostu nie przypomnisz, jaką mam z tego frajdę, wtedy nie dam się tak długo prosić!?. Dzięki mojej terapeutce teraz coraz częściej sama zaczynam. Dwa razy w tygodniu mówię: ?Dzisiaj znowu??. Podczas gry wstępnej tylko dlatego potrafię być tak bezinteresowna, że dobrze wiem, że wszystko dostanę z powrotem po sto i po tysiąc razy, później. Nieważne, jak bym się nie wysilała, żeby go zaspokoić nawet w najbardziej świński sposób, i tak mu nie dorównam w sztuce oralu. Bardzo często go pytam, czy naprawdę uważa, że to, co właśnie mu robię, jest choć w niewielkim stopniu tak dobre, jak moim zdaniem to, co on mi robi. Oto dylemat. Nigdy go nie rozstrzygniemy. Kiedy mam wrażenie, że na razie wystarczy już tej obsługi, powoli przestaję. On zawsze to właściwie rozumie i z ogromną wdzięcznością zaczyna się o mnie troszczyć. Rozkłada mi szeroko nogi i kładzie się głową między nimi, żeby sobie wszystko szczegółowo obejrzeć. Bada mnie milimetr po milimetrze, jak ginekolog. Czy w wypadku dorosłych też się mówi o zabawie w doktora? No, w każdym razie o to chodzi. Lepiej, kiedy tego samego dnia brało się prysznic. Kto patrzy i wącha z tak bliska, zauważy każde niedomycie. Bierze moją rękę i kładzie mi ją na waginie. Dobrze wiem, co to znaczy. Chciałby, żebym się dla niego masturbowała. Sama z siebie nigdy tego nie robię. Matka wychowała mnie bardzo feministycznie. Sądzę, że w którymś miejscu źle poszło z tym wychowaniem i wyrosłam na coś w rodzaju seksualnej katoliczki. Jeszcze nigdy się nie masturbowałam. Jedyna rzecz, jaka w najszerszym sensie podpada pod masturbację, to naprawdę żenujące czochranie się po włosach łonowych. Uważam, że wtedy sama siebie kantuję. Najpierw myślę, ach, coś mnie swędzi w kroku, potem czochram się po krótko ogolonych włosach łonowych, przeważnie kiedy leżę w łóżku, i zauważam, że to mnie podnieca, no i szybko przestaję. Z jakiegoś porąbanego, nienowoczesnego powodu nie robię tego dalej. Często mieszam tę moją chcicę w kroku z jakąś chorobą, po prostu nie chcę się do tego przyznać. Kiedy przez kilka dni nie uprawiamy seksu, a ja czasami drapię się ukradkiem w łóżku pod kołdrą, to w którymś momencie chcica zaczyna porządnie dokuczać, ale nie chcę przyjąć do wiadomości, że jestem napalona, i wolę myśleć, że mam grzybicę albo zapalenie pęcherza, albo że się zaraziłam opryszczką. Chociaż jestem na nią całkowicie odporna, inaczej przecież już dawno bym ją miała. Tak się przecież mówi o opryszczce, albo się ją łapie, albo się jej nie łapie, a ja najwyraźniej jestem odporna. Przynajmniej na coś. Te myśli o chorobie tkwią mi w głowie, póki wreszcie nie zacznę uprawiać seksu, naturalnie z inicjatywy mojego męża, nagle wszystkie dolegliwości wypieprzone. Jednak kiedy mój mąż sobie tego życzy, robię dla niego największy show masturbacyjny wszech czasów. Kiedy się przygląda i zachęca mnie do tego, wciskam gaz do dechy. I trę, i szoruję, ile sił starczy. Ani razu nie spogląda mi w twarz. No przecież składam się wtedy tylko z waginy! Jestem moją waginą. Tkwi głową między moimi nogami i bardzo dokładnie się przygląda, jak odtwarzam wszystko, co kiedykolwiek zobaczyłam o masturbacji w sieci i na DVD. Jego oczy, nos, usta znajdują się tylko kilka centymetrów od moich mniejszych warg sromowych. Robię okrężne ruchy po łechtaczce, rozkładam wargi sromowe, masuję się między nimi i od czasu do czasu wsuwam jeden czy dwa palce do środka i sama się w ten sposób pierdolę. Nawet jeśli teraz bawi mnie to raczej, niż rozpala, to najpóźniej kiedy widzę, jak bardzo go to podnieca, sama podniecam się zwrotnie. Nie wytrzymuje już dłużej i chce fiutem zrobić to samo, co robią moje palce. Leżę przed nim, kompletnie naga, i rozkładam nogi tak szeroko, jak tylko się da. Przesuwa się do przodu i kilka razy uderza twardym fiutem o moją waginę. Myślę, że to też podpatrzył w jakimś filmie porno. Ale naprawdę mi się podoba, jak to ze mną robi. Choć nie potrafiłabym teraz wyjaśnić czemu czy co to w ogóle ma być. Parę klepnięć i do środka. Przeważnie bardzo szybko dochodzę. Kilka pchnięć wystarcza. I jak dla mnie już po wszystkim. Moja matka i czołowe feministki wychowały mnie tak, że orgazm pochwowy nie istnieje. Zawsze siedzą między Georgiem a mną i szepcą mi do ucha: ?Orgazm pochwowy nie istnieje!?. Teraz, w wieku trzydziestu trzech lat, muszę niestety na własną rękę odkrywać, że to nieprawda. Zawsze to czułam podczas seksu i uważałam za dojście psychiczne. Myślałam, że dochodzę tylko dlatego, że tak rajcuje mnie wizja, że jestem nabijana, ta myśl, taktaktaaaaach, jest we mnie, wypełnia mnie, bez dotykania łechtaczki. Bo przecież z powodów politycznych wbito mi bardzo przekonująco do głowy, że nie ma innego dojścia poza łechtaczkowym! Przecież to jasne, że wtedy w którymś momencie człowiek myśli, że zwariował albo przynajmniej że ma potężną fantazję. W łóżku czułam, że moje feministyczne wychowanie o lata świetlne rozmija się z rzeczywistością. Po cichutku i za plecami mojej matki oraz Alice Schwarzer myślałam sobie: Nie mają racji! Przecież czuję prawie za każdym razem, że orgazm pochwowy najwyraźniej istnieje! Noż kurwa! Zresztą przeczytałam teraz naukowe potwierdzenie w ?Geo Kompakt? nr 20. Mój ulubiony numer. Nazywa się ?Miłość i seks?. Wiele się z niego nauczyłam, o wiele więcej niż z ?Emmy?. Alice Schwarzer zawsze siedzi podczas seksu między mną i moim mężem i szepce mi do ucha: ?No, Elizabeth, tylko ci się wydaje, że masz teraz orgazm pochwowy, tylko wmawiasz to sobie, żeby się podporządkować mężowi i jego kutasowi mocy?. Ze wspomnianego ?Geo Kompakt? nauczyłam się, że kobieta może osiągnąć orgazm dwiema drogami, również obiema naraz. Orgazm pochwowy, mówiąc niefachowo, przekazywany jest do mózgu drogami nerwowymi jelit, łechtaczkowy przez rdzeń kręgowy. Czasami czuję ekstremalne dojście, wtedy prawdopodobnie dzieje się to równocześnie obiema drogami. Czuję także, że dochodzę najszybciej, kiedy sama biorę sobie to, czego potrzebuję. To znaczy, chodzi mi o to, że to ja właściwie wykonuję jego ruchy, to ja uderzam w jego fiuta, częściej, niż on zadaje mi pchnięcia. I wtedy to jest dla mnie dokładnie ten właściwy rytm. I kwestia sekund, zanim dojdę. Jestem bardzo głośna, za każdym razem totalnie szaleję. I już. On zawsze musi bardzo uważać, żeby nie dojść, bo naturalnie jest obłąkańczo podniecony, kiedy biorę sobie, czego chcę. Kręci go, jak bardzo jego fiut mnie rozpala. Ale najpewniej tylko to sobie wmawia i w rzeczywistości rozpalam się sama. No więc musi na malutką chwilkę naprawdę się skoncentrować i myśleć o swej katolickiej matce czy o czym tam, póki nie skończę. Żeby nie doszedł przede mną i żeby nie było po wszystkim. Bardzo mu jestem wdzięczna za to, że tak poważnie podchodzi do puszczania mnie przodem. Szacuję, że w ciągu siedmiu lat związku tylko trzy razy zdarzyło się, że on doszedł za wcześnie i w ten sposób przepadło moje dojście przez fiuta. Jednak za każdym razem naprawił to po sto i po tysiąc razy palcem, językiem i palcem u nogi. I wtedy naprawdę coś z tego mam, z tego jego nieczystego sumienia. Abstrahując od tych trzech wyjątków, jak tylko dojdę, zawsze jest kolej na niego. Wtedy znowu jestem, jak na początku, jego sługą. I wyłącznie wtedy mówię podczas seksu. Niestety, nie potrafię świntuszyć. Prawdopodobnie z tego samego powodu, z którego też się nie masturbuję. Wszystko przez moją matkę! Jak zawsze. Pytam: ?Jak chcesz dojść??. Nie ma w końcu aż tyyylu możliwości. Wybiera z następujących propozycji: ręka, usta, wagina ? ale to ja go pierdolę, znaczy siedzę na górze, też z powodu jego pleców ? i bardzo rzadko, bo okazało się dla mnie bardzo bolesne: w mojej dupie. Jeśli mam usiąść na nim waginą, przeważnie chce, żebym zrobiła to tyłem do przodu. Żeby mógł chwycić i oglądać moją dupę. Rozciąga mi wtedy pośladki, żeby dokładnie widzieć, jak jego fiut porusza się w mojej waginie. Opowiada mi szczegółowo, co widzi. W przeciwieństwie do mnie świetnie zna się na świntuszeniu. Bardzo żałuje, że sama, niestety, nie mogę zobaczyć, jak skóra mojej waginy obejmuje jego fiuta, kiedy szczytuję. Mówi, że to wygląda, jakby skóra waginy była czapeczką na fiuta, skóra się trochę zahacza i rozciąga wzdłuż całego fiuta. Kilka razy w ciągu naszych wspólnych siedmiu lat naderwał mi trochę skórę przy dziurze w pupie i lekko mnie przy tym pokaleczył. Następnego dnia mówię po wyjściu z toalety: ?Bardzo proszę następnym razem nie szarpać mi tak mocno pośladków na boki, coś tam się uszkodziło, dziękuję?. Od razu ma wyrzuty sumienia i uroczyście przyrzeka poprawę. Cóż, zdarza się w ferworze walki! Często mam wrażenie, że ostry seks nierzadko ociera się o okaleczenia. Także przy rozciąganiu waginy, kiedy Georg chce mi ją zbadać szczegółowo, delikatna skóra czasem pęka. Do pewnego stopnia niewielki ból dodatkowo mnie rajcuje, bo wmawiam sobie wtedy, że z czystej żądzy stracił nad sobą kontrolę i nie jest już w stanie ocenić własnych sił. Brzmi jak o facecie z zespołem Downa. No ale tak już chodzi mi po głowie podczas seksu. Jeśli da się jeszcze wytrzymać, czekam, póki nie skończymy, i dopiero wtedy bardzo grzecznie się skarżę. Bardzo często ugniatał moje twarde, pobudzone sutki, a to, kurcze, naprawdę boli! Niezwykle ostrożnie staram się mu wytłumaczyć, że sprawił mi ból, bo inaczej ma zbyt duże wyrzuty sumienia i następnym razem jest zbyt ostrożny. A tego też nie chcę. A on w żadnym razie nie powinien mieć ciągle poczucia, że jest grubiański. Teraz powinien wreszcie dojść. Przez lata opracowałam numer, który po raz pierwszy zobaczyłam w filmie Chicken Ranch Nicka Broomfielda. Stosują go tam prostytutki wobec pijanych klientów, żeby szybciej skończyć dymanie i zwiększyć godzinowy zarobek. Gdy tylko mężczyzna dojdzie, nic mu już nie stoi, a prostytutka ma szybciej fajrant za te same pieniądze. Ten numer też zawsze stosuję pod koniec seksu z mężem. Kiedy dojdę, zwykle nie widzę już powodu, dla którego miałoby to jeszcze trwać całą wieczność. Przez lata perfekcyjnie wytrenowałam mięśnie pochwy. Potrafię się zrobić wewnątrz kilkakrotnie ciaśniejsza niż jestem normalnie. Nie mam pojęcia, czy przez urodzenie dziecka całość się ociupinkę nie poluźnia, mój ginekolog mówi, że nic się nie poluźnia, wszystko odtwarza się tak, jak było. Z pewnością poczuciu ciasności u mężczyzny niekoniecznie sprzyja fakt, że podczas seksu produkuję strasznie dużo płynu. Podczas gry wstępnej zawsze jest to bardzo mile widziane, później przy chęci dojścia przez ocieranie się waginą o fiuta raczej przeszkadza. Jeśli mi wsadzi, zanim zrobię się porządnie mokra, zauważam po jego reakcji, że to go jeszcze bardziej rozpala, bo wtedy tarcie jest mocniejsze. Jednak kiedy dojdę, nie czuję już przecież takiego pożądania i chcę, żeby wszystko szybko się skończyło. No chyba że jest Boże Narodzenie albo nasza rocznica, albo coś w tym stylu, wtedy daję się jeszcze nakłonić do zaspokajania go naprawdę długo po moim dojściu. No więc zaciskam z całej siły wszystkie mięśnie pochwy, jakie się da, i on natychmiast, ale to naprawdę natychmiast, dochodzi, nic na to nie może poradzić. Co zawsze budzi we mnie błogie uczucie, że dzięki mojemu wewnętrznemu klamrowemu zaciskowi wokół jego fiuta w moim ręku leży decyzja, kiedy będzie fajrant. Fantastycznie. Jak już sobie dostatecznie pokrzyczy przy dochodzeniu, prawie zawsze pytam w żartach, czy teraz doszedł. Uważam, że siła głosu bardzo jednak wzmacnia doznania seksualne, podkreśla to, co zwierzęce i ekstatyczne. Dawniej, na początku naszego związku, byłam jedyną, która zawsze krzyczała, póki mu uszy nie odpadły. Teraz on też już krzyczy, że mało mi uszy nie pękną. To sprawia ogromną frajdę. Zdecydowanie jestem przeciwko grze końcowej. Po seksie jestem strasznie nabuzowana i chcę natychmiast wstać i coś robić, na przykład się umyć. Nie żebym czuła się brudna, tylko jestem podatna na kobiecą dolegliwość numer jeden: zapalenie pęcherza. I nie mogę pozbyć się uczucia, że szczególnie często łapię to zapalenie po seksie. Czyli całkowicie nienaukowo winne są według mnie męskie bakterie. Które szybko z siebie zmywam i pozwalam mężowi jak zawsze pozostać na miejscu przestępstwa, bo on natychmiast po seksie zapada w głęboki relaks i mocno śpi, czasem godzinami. How does a cliché become a cliché? Czytałam, że to odmienne zachowanie mężczyzny i kobiety po seksie jest w pełni normalne i zależy od hormonów. Bardzo mnie to uspokaja, widok takiego naukowego uzasadnienia, bo wcześniej musiałam latami wysłuchiwać, jaka jestem nieromantyczna, bo zawsze natychmiast zrywam się z łóżka i zaczynam sprzątać na ten przykład. W artykule pisało, że ten kawał, który wszyscy opowiadają o małej śmierci mężczyzny i nadaktywności kobiety po seksie, wiąże się z wyrzutem odmiennych hormonów. Uwielbiam naukę, bo likwiduje wyrzuty sumienia. Odkąd o tym wiemy, mogę od razu, nie narażając się na złe spojrzenia, zerwać się z łóżka i zabrać do czegoś. On śpi już mocno i głęboko, a ja wyłączam oba koce elektryczne, żeby nie udusił się we śnie od tlącego się koca! Łapię pluszowego zwierzaka córki, który wala się po podłodze naszej sypialni, orangutana, i wsuwam go sobie pod waginę, żeby sperma się nie wylała po drodze do łazienki. Dziwnym trafem w filmie nigdy się nie zdarza, żeby po uprawianiu seksu przez jakąś parę cała ta zupa wylewała się z kobiety. To naprawdę może zdenerwować! Uśmiecham się do siebie. Po seksie głowę mam wolną od problemów. Zawsze po seksie myślę, że już nie da się tego zrobić w bardziej nieskrępowany i swobodny sposób, a wtedy on zawsze idzie o krok dalej, my idziemy jeszcze o krok dalej. Tuż przed łazienką stoi nasz rattanowy kosz na bieliznę, bardzo lubimy stare, ciemnobrązowe rzeczy, w oczekiwaniu na naszą śmierć, i tam trafia orangutan, a stamtąd do łazienki. Gdyby moja córka znalazła tam pluszaka, to sperma do tej pory zdążyłaby już wyschnąć. Dziecko i tak uznałoby ją raczej za smarki, z całą pewnością. Siadam tyłem na bidecie i się myję, tak jak to już jako dziecko widziałam w Blaszanym bębenku. Moja matka stale pokazywała nam, dzieciom, filmy tylko dla dorosłych. Uważała, że w wypadku filmów artystycznych nie może być mowy o ograniczeniach wiekowych. Tak mi to utkwiło w głowie, że zawsze po seksie, przykucnięta nad bidetem, czuję się jak służąca z Blaszanego bębenka, Katharina Thalbach, która usiłuje wypłukać z siebie spermę pracodawcy jako rodzaj antykoncepcji po fakcie. Te obrazy, przypuszczam, nigdy mi nie znikną z pamięci. Po starannym podmyciu się mydłem spłukuję się jeszcze raz czystą wodą. Łapię za wysuszony na dworze, dla dobra środowiska naturalnego, drapiący ręcznik i wycieram się w kroku o wiele za mocno. Chciałabym szybko skończyć. Moje dziecko zaraz wróci ze szkoły, potem szybko będziemy chcieli coś zjeść. Jeszcze nic nie zrobione. W lustrze oglądam się nago. Zawsze najlepiej wyglądam po seksie, bo wtedy rysy twarzy mam całkowicie odprężone. Piersi są potężnie ukrwione i ociupinkę większe, sutki sztywno sterczą, źrenice są rozszerzone jak w narkotykowym transie, mniejsze wargi sromowe i łechtaczka są grube i opuchnięte, od tarcia i od chcicy, i wiszą między większymi wargami sromowymi. Na szyi i między piersiami mam typowe dla mnie czerwone plamy od orgazmu. Nie da się ich sfingować. Mój mąż zawsze bardzo się z tego cieszy, z tych czerwonych plam na mojej białej skórze. Zawsze się strasznie boi, że mogłabym coś udawać. Ale nie robię tego, zresztą nie muszę. Czeszę się, żeby nie wyglądać na taką skotłowaną, kiedy Liza wróci do domu. Zmywaczem do makijażu i wacikiem ścieram spod oczu rozmazane ślady po seksie. I wsadzam dwa złożone kawałki papieru toaletowego do majtek, zanim je włożę. I tyle, tego uczę również moje dziecko, jeśli chodzi o sprawy toaletowe, dla dobra środowiska naturalnego. Możliwie najciszej wślizguję się raz jeszcze do garderoby obok naszej sypialni, wygrzebuję wygodne ubranie na wieczór. Muszę zaraz, jeszcze przed kolacją z rodziną, zajrzeć do mojej terapeutki, pani Drescher. Do niej zawsze mogę wpaść, nieważne, jak jestem ubrana. I to jest piękne. Nieważne, jak wyglądam, nieważne, jak pachnę, zawsze mogę tam wpaść, nieważne, w jakim stanie. Czy świrusy nie mówią tego zwykle o swoim bogu? Ale nie są tego tacy pewni i jednak wolą się dla niego umyć, gdyby się okazało, że nie jest taki miły, jak go sobie wymyślili. Pani Drescher chciałaby nawet, żebym i u niej poszła wreszcie do toalety, z dużą potrzebą, ale jeszcze nie mam tyle odwagi. Pracujemy nad tym! A potem biegnę na górę do kuchni. Po drodze zamykam znowu wszystkie drzwi, żebym zaraz mogła pohałasować z córką, nie budząc Georga. Wiem, że mój mąż przynajmniej godzinę śpi. Wmawiam sobie, że to ja go tak załatwiłam. Wtedy łatwiej mi pozwolić mu spać, bo jestem dumna. Przez tę godzinę gotuję coś zdrowego. A dzięki głębokiemu oddychaniu udaje mi się pozbyć tych czerwonych plam od przekrwienia na szyi, moje dziecko nie powinno tego oglądać. Dzieci nie chcą, żeby dorośli uprawiali seks. Ze stosu naszych desek do krojenia wyciągam tę z wypalonym napisem Czosnek i cebula, a z magnetycznego stojaka na noże solingeński nóż do warzyw, podpisany niezmywalnym markerem Czosnek. Odkąd rzuciłam palenie, mam brodawki węchowe i smakowe w tak świetnym stanie, że przy owocach potrafię wyczuć, co wcześniej krojono tym samym nożem, i jeśli to były cebule albo czosnek, ledwie udaje mi się powstrzymać od rzygania. Jeśli rzeczy, które właściwie powinny mieć słodki smak, są ostre, mało się nie przekręcę. Ale tak jest dopiero, jak się zrobiłam starsza, kiedyś byłam bardziej na luzie. Dużo bardziej na luzie! Pod zlewem w drewnianej skrzynce mieszkają cebule. Tak zawsze mówiła moja babcia: Now, where do the onions live?. Moja była teściowa nauczyła mnie fajnej sztuczki, jak najłatwiej drobniutko pokroić cebule. Do smażenia na patelni, jako podstawa każdej potrawy, którą gotuję, powinny być pokrojone w tak drobną kostkę, żeby się prawie rozpuściły podczas smażenia. Obieram cebulę, odcinam jej łebek i zadek, a potem wyciągam język, tylko sam czubek, to wystarczy, ponieważ kwas, który się unosi z cebuli, szuka najbliższego wilgotnego miejsca. Gdybym miała zamknięte usta, trafiłby na oko, a to nieprzyjemne. Bardzo nie lubię płakać. Lepiej w ogóle nie zaczynać, bo potem nie mogę przestać. Ale tak język przechwytuje cały kwas przed okiem. Oko nie piecze i w ogóle nie muszę płakać. Obracam cebulę obciętym łebkiem do siebie, robię mnóstwo głębokich nacięć w pionie i w poziomie tuż koło siebie, a potem tnę z boku, odcinając małe kostki. Rzucam je na patelnię z ekologiczną oliwą i duszę aż do zeszklenia. Z lodówki wyjmuję główkę włoskiej kapusty, najpiękniejsze w ogóle warzywo. Wielkim, bardzo ostrym nożem przecinam kapustę na pół i oglądam sobie dokładnie płaszczyznę przecięcia. Od brzegów do środka zieleń jest coraz jaśniejsza. Stosuję dwa cięcia klinowe, żeby usunąć twardy głąb, wyrzucam go do kosza na odpadki organiczne pod zlewem i siekam całą kapustę w cienkie paski. Na początku za każdym razem myślałam, że to za dużo, ale kiedy później dusi się na patelni, jej objętość się zmniejsza. Dorzucam garść mojego specjalnego składnika: ekologicznego bulionu warzywnego bez ekstraktu drożdżowego. Bardzo trudno go było dostać. Nawet w sklepie z żywnością ekologiczną jest tylko bulion z ekstraktem drożdżowym, a to nowoczesne określenie glutaminianu w wersji greenwashing, czyli ekologia dla naiwnych. Ja, jako dobra matka, nie ścierpię glutaminianu w naszej kuchni. Parę razy zrobiłam eksperyment, jak jeszcze jadło się u nas mięso, to było przed erą Jonathana Safrana Foera. Zrobiłam prawdziwy kurzy rosół, z całej kury i kości. Rodzina przyjęła go z umiarkowanym entuzjazmem. Następnego dnia podałam ekologiczny kurzy rosół z proszku ze sklepu z żywnością ekologiczną i wszyscy byli zachwyceni. A to zależy wyłącznie od wzmacniacza smaku, czyli glutaminianu względnie ekstraktu drożdżowego, brzmi tak uroczo niewinnie. Jeżeli przyzwyczaję rodzinę do tej sztucznej substancji smakowej, to będą im smakować wyłącznie wzmacniacze, a wszystkie normalne rzeczy już nie. Dlatego nie chcę mieć z tym nic do czynienia. Na patelnię wsypuję specjalny, ekologiczny rosół w proszku bez glutaminianu, w sieci go znalazłam, jeszcze trochę wody, która, parując, ma ugotować warzywo, do tego pełen kubek śmietany, kawałek masła, mnóstwo soli, mnóstwo pieprzu, kolacja gotowa. Dzwonek do drzwi, otwieram Lizie. Idąc do drzwi, myślę, że gotowanie pomaga, żeby nie zwariować. Warzywa pomagają nie zwariować. ? Jak było w szkole? ? Dobrze. Kiedy wchodzi w młodzieżowej kurtce, dżinsach rurkach i kozakach, nie mogę wprost uwierzyć, jaka ona duża. To ma być moje dziecko? Fantastycznie. Udało mi się, najgorsze już za nią, mówi się przy takiej okazji. Udało mi się, bo jeszcze żyje. A to nie jest takie normalne w naszej rodzinie. Jeden z moich braci w wieku lat sześciu już nie żył, drugi w wieku lat dziewięciu, trzeci dwudziestu czterech, tego jeszcze muszę dokazać, jeśli idzie o moją córkę! Ale i tak więcej mi się już udało niż mojej matce. Moje dziecko jeszcze żyje. Czyli sto procent moich dzieci ma więcej niż sześć lat. Ona miała pięcioro, trójka nie żyje. Jedno z nich było młodsze niż moja córka jest teraz, czyli straciła dwadzieścia procent swoich dzieci przed ósmym rokiem życia. Szybko spłukuję rzeczy zabrudzone przy gotowaniu. Zapachu cebuli nie trzeba całkowicie usuwać, bo deski używa się tylko do tego. Tacy z nas drobnomieszczańscy numeranci! ? Mogłabyś nie rzucać kurtki na podłogę za każdym razem, jak wchodzisz? ? Dlaczego nie? ? A gdzie w takim razie masz służącego, który wszystko za ciebie popodnosi? Pokazuje na mnie. Obie nie możemy powstrzymać się od śmiechu. Podnosi kurtkę i wiesza ją na naszym ręcznie rzeźbionym dziecięcym wieszaku, który sięga mi ledwie do kolan. ? Nakryj, proszę, stół, co? ? Uaa, nie. ? Inaczej nie dostaniesz nic do jedzenia. ? Okej. Ciężkim krokiem podchodzi demonstracyjnie do blatu, podciąga się jak na drążku, wsuwa czubek kozaka jako podporę w uchwyt szuflady i staje na górze. ? A co będzie? ? pyta. ? Włoska kapusta. ? Podnoszę pokrywkę patelni. ? Tylko? Przewraca oczami i wywala na moment język. ? Tak. Śmieję się do niej. To mój stary numer, robię wielką porcję tylko jednego warzywa. Wraca głodna ze szkoły i nawet jeśli by się skarżyła wniebogłosy na wybrane przeze mnie warzywo, potem i tak najada się do syta, bo po prostu nic innego nie ma. Jako matka czuję się z tego powodu bardzo szczęśliwa. Dziecko musi być zdrowo odżywiane. Wiele witamin musi trafić do brzucha. Za to zrobię wszystko. Bo kocham moje dziecko. W miarę upływu lat człowiek wymyśla sobie przecież, jak to powinno wyglądać, jak sobie przedstawia dobrą matkę. I kiedy piszę przedstawia, mam na myśli właśnie: przedstawia. Jak mam to zrobić, żeby być najlepszą dla mojego dziecka? Chciałabym być tradycyjna, jak najwięcej być w domu. Żeby miała jak najnudniejszy, codziennie ten sam dzień, żeby miała to, czego ja jako dziecko nigdy nie miałam. I bazując na tym, ruszyła w świat, bo w domu jest tak nudno. W moim dzieciństwie wszystko było aż nazbyt ekscytujące, ciągle przeprowadzki, ciągle zmieniający się ojcowie, że nie pozostało mi nic innego, jak zostać domatorką, sprzeciwiać się podróżom i zamętowi. Zawsze gotować świeże jedzenie. Bardzo rzadko zamawiać na wynos, najwyżej cztery razy w roku, nigdy, przenigdy, po moim trupie, nie chodzić do McDonalda. U nas w domu zawsze jemy razem przy stole, wszyscy, którzy są obecni. Nikomu nie wolno podczas jedzenia odejść do telefonu, czytać czy śpiewać. Nie wiem dlaczego, ale z tym śpiewaniem mam najwyraźniej spory problem, moja córka, a także mój pasierb bezustannie chcą śpiewać przy stole. To jest najsurowiej zakazane, bo inaczej jedzenie nigdy nie trafi do ust. Odgrywam przed moim dzieckiem dobrą matkę za pomocą nie tak ważnych spraw. Wyżej na liście mam sygnalizowanie mu zachowaniem w każdej sekundzie dnia, że jest dzieckiem chcianym i dzieckiem miłości. I to się zgadza. Pokazuję jej, że podoba mi się, że się urodziła. Że jestem dumna z niej takiej, jaka jest, i z tego, co potrafi, i mówię jej regularnie, że ją kocham. Mówię jej, że jest mądra i piękna. I bardzo wesoła. Wszystkiego może się nauczyć, jeśli tylko zechce. Staram się jej sygnalizować swoim postępowaniem, że nawet jeśli nie będzie taka jak ja, to uważam, że to w porządku, że ją wtedy i tak będę kochać, nieważne, co jej jeszcze w życiu do łba strzeli. Moja matka nie robiła tego, zawsze mi sygnalizowała: albo będziesz taka jak ja, albo cię nie kocham. To nie przejdzie z pokolenia na pokolenie. Zapobiegnę temu. Ha! Liza wyjmuje trzy talerze z regału, przykuca, odstawia talerze na blat i zeskakuje na ziemię, zręcznie jak małpa. Musi uprzątnąć rozbebeszone gazety, ?Zeit? i ?Freitag?, jedyne gazety, które czytamy, żeby móc nakryć naszą stronę stołu. Siedem osób usiadłoby do niego. Jednak wykorzystujemy tylko koniec stołu, żebyśmy mogli siedzieć naprawdę blisko siebie. Zmuszam ją do nakrywania do stołu, ponieważ przeczytałam o tym w książce o wychowaniu Jespera Juula. W pierwszym odruchu zawsze bym wszystko za nią robiła, by jej pokazać, jak bardzo ją kocham. Ale wtedy pewnie nigdy by się niczego nie nauczyła i, mając szesnaście lat, nie potrafiłaby zrobić prania czy włożyć naczyń do zmywarki. Muszę przeciwstawiać się mojemu pierwszemu odruchowi i ją dręczyć, by robiła rzeczy, których właściwie wcale nie musiałaby robić w naszym domu. W książce o wychowaniu napisano, że dziecko trzeba nauczyć wszystkiego, zanim skończy dwanaście lat, żeby od biedy mogło mieszkać samo, potem jest już za późno na naukę. No to teraz szybko wykorzystuję pięć lat, jakie zostały. Nakrywanie stołu, składanie ubrań, sprzątanie pokoju i pucowanie toalety. Georg przychodzi z dołu. Wygląda na zaspanego, wyszczerzam zęby w uśmiechu, co ma znaczyć: akurat nie mogę mówić, bo dziecko jest w pokoju, ale było zajebiście. Wzajem szczerzy się do mnie. Ma na sobie luźne, długie, białe kalesony z rozporkiem. Często go za to komplementuję, bo wygląda w nich jak kowboj, który ma wolne, a to mi się podoba. Kiedy głaszczę go po pupie, co zresztą często robię, kiedy dziecko nie patrzy, materiał wydaje się w dotyku niewiarygodnie miękki, był już prany setki razy i w wielu miejscach jest prawie przezroczysty. Przeczytałam w ?Geo Kompakt? (to najwyraźniej moja nowa biblia seksu!) teorię, która idealnie pasuje do mojej miłości do męża. Nazywa się ?teorią wiszącego mostu?. Kobieta, w teście w roli wabika, dosyć atrakcyjna, zatrzymuje bardzo wielu mężczyzn w całkiem normalnych sytuacjach, na deptaku, na chodniku, i zadaje im kilka pytań. Rzekomo do jakiejś pracy naukowej. Mężczyźni grzecznie odpowiadają, a ona daje im swój numer na wypadek, gdyby byli zainteresowani wynikiem ankiety. To samo robi na wiszącym moście w parku, gdzie też ciągle przechodzą dorośli ludzie. Most porusza się na wietrze tam i z powrotem i również na nim kobieta zadaje te same pytania i rozdaje swój numer wszystkim mężczyznom. Wynik eksperymentu: wyraźnie więcej mężczyzn z wiszącego mostu niż z chodnika dzwoni później do niej. To znaczy, że szybciej nawiązuje się relację, gdy człowiek znajduje się w sytuacji ekstremalnej. Wrażenie z wiszącego mostu mówi mężczyznom, och, razem to przeszliśmy, uważam ją za bardzo atrakcyjną. Bo w sytuacji ekstremalnej szuka się więzi z współcierpiącym. Mostem wiszącym przy poznaniu się mojego nowego męża ze mną była: ciąża względnie poród. Poznaliśmy się w całkiem nudny sposób, jak prawie każda para, w pracy. On był marszandem i chciał wystawić moje zdjęcia. Jego żona miała na dniach rodzić, ja właśnie niedawno urodziłam. Oboje więc akurat założyliśmy rodziny z innymi partnerami. Jak dotąd wiszący most. A potem się zaczęło. Jak dwie komety runęliśmy ku sobie. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Tyle że się nie zorientowaliśmy. W praktyce wszystko rozwijało się w programie biegnącym gdzieś w tyle głowy, jak trojan w komputerze, poza naszą świadomą percepcją. Myśleliśmy po prostu: to fantastyczne, jak się nawzajem rozumiemy, musimy się koniecznie zaprzyjaźnić. Byliśmy jak bratnie dusze, czysto platonicznie, ma się rozumieć. Poród stał się więc naszym wiszącym mostem. On chciał wiedzieć wszystko o mnie i naszym porodzie, inne tematy właściwie nie istniały. Dodatkowo zaczęliśmy razem pracować. O wiele za wcześnie, czyli przed końcem urlopu macierzyńskiego, musiałam czy też raczej mogłam wystawić moje zdjęcia w galerii Georga. Ze stresu, pozytywnego ? należy podkreślić ? straciłam pokarm po trzech miesiącach karmienia. I w ten wymuszony sposób ja mogłam znowu pracować na pełnych obrotach, a mój ówczesny narzeczony pomóc wreszcie przy karmieniu malucha. Kiedy mój przyszły mąż rodził, naturalnie razem ze swoją ówczesną żoną, byłam bardziej zdenerwowana niż podczas własnego porodu. Miałam wrażenie, że będę miała drugie dziecko, bo tak bardzo się czułam związana z jego ojcem. Dzieci są zresztą w tak podobnym wieku, że człowiek nigdy się nie pozbędzie wrażenia, że to bliźniaki. Wszystko idzie jak za zrządzeniem losu. Tak, tak, nic takiego nie ma, przeznaczenie, Bóg, los, pierdol się, jest tylko przypadek i wiszące mosty. Myśleliśmy, że się tylko przyjaźnimy, zresztą nigdy nikogo nie okłamaliśmy, bo sami po prostu nie byliśmy mądrzejsi. A do kogo zadzwonił, gdy jego syn był już na świecie? Stojąc przed szpitalem, tak jak to robią mężczyźni, po porodzie, nie do własnej matki czy rodzeństwa, nie, do mnie! Tak się z nim cieszyłam. Wszystko dobrze poszło. Obserwowałam mego ówczesnego męża przy naszym porodzie i myślałam: ?Och, ale to można lepiej zrobić?. A mój przyszły mąż obserwował swoją żonę przy porodzie i myślał: ?Och, ale to można lepiej zrobić?. I oboje wiedzieliśmy, kto by to zrobił lepiej. My! Najpóźniej w chwili, kiedy on też miał własne dziecko, naszej miłości nie dało się już powstrzymać. Myślałam, że on jest silniejszy od mojego męża. A on myślał, że ja jestem silniejsza od jego żony. Co naturalnie później okazało się pomyłką, tak jak prawie wszystko, co na początku myśli się o sobie, gdy człowiek jest zakochany, okazuje się pomyłką. On jest facetem, naturalnie ma syna. Ja jestem kobietą i naturalnie mam córkę. Wszystko naprawdę pasowałoby idealnie, gdyby nie było dawnych partnerów. Których musieliśmy jeszcze usunąć z drogi. Ale jak? Wyobrażałam sobie wszystko całkiem prosto. Ale dla mnie wzorem była moja matka, porzucaczka w czystej formie. Dla niego wzorem byli porąbani chrześcijańscy rodzice, hardkorowo wierni sobie, małżeństwo od ponad pięćdziesięciu lat. W całej rodzinie zero przecinek zero rozwodów. I jak się miał z tego wywinąć? Jego żona od razu się zorientowała: ?Chyba się w niej nie zakochasz??. Moim zdaniem kobiety orientują się w takiej sytuacji szybciej niż mężczyźni, a przynajmniej są na tyle porąbane, że jeszcze zaczynają o tym mówić i najpóźniej od tego momentu wszystko się wali. ?Kochasz mnie jeszcze?? ? ?Eee?. Zastanawiał się sekundę zbyt długo. Przyłapany. Ależ z niego fatalny aktor. Człowieku, powiedz po prostu: ?No jasne, że cię kocham! Co to w ogóle za pytanie??. I wtedy mielibyśmy trochę więcej czasu do namysłu. A tak wszystko było już dla nich stracone przed jakąkolwiek próbą ratunku. I taki właśnie miał najpierw zamiar. Nagle ogarnął go chrześcijański kryzys, rodzina i tak dalej, i chciał ratować swą dawną rodzinę. ?Nie możemy się już więcej spotykać, przecież właśnie urodziło się nam dziecko, muszę dać jej i nam jeszcze jedną szansę. Dla dziecka?. Musiałam poczekać. Przez cały bolesny czas oczekiwania byłam pewna, że im się uda. Tak to już jest, gdy człowiek naprawdę kocha, przecież nie jest wówczas pewny siebie i nie mówi sobie: ?Jasne, nie ma problemu, wrócisz do mnie tak czy tak?. Nie musiałam za to nic mówić mojemu ówczesnemu, dawnemu mężowi, nie chciał niczego zauważyć albo faktycznie nic nie zauważał. I tak niewiele było do zauważania. Ani razu nie uprawialiśmy seksu, póki nie porzuciliśmy naszych partnerów, dlatego tak mnie dziwi, że tak dobrze się nam układa. Właściwie jest coraz lepiej, nawet seksualnie. Jeszcze nigdy nie było mi dane zaznać, jak to jest, kiedy się długo uprawia seks z tą samą osobą. Dzięki, mamo! Mimo to jestem pewna, że ludzie schodzą się ze sobą tylko z powodu seksu, bo myślą, że pasują do siebie. Z powodu genów, to się czuje nosem, wtedy ludzie akrobatycznie też pasują do siebie. Jeśli ktoś ma dobry kontakt ze swym zmysłem węchu i nie pali, czyli nie niszczy go w ten sposób, to spokojnie znajdzie najlepsze geny względnie najbardziej zajebistą akrobatykę! O tym jestem absolutnie przekonana. Musiałam to przecież wywęszyć. Wszystko. Jego seksualność. Jego skłonność do dbania o moje potrzeby materialne. Nigdy o tym nie rozmawialiśmy, ani o pieniądzach, ani o seksie, miłość się po prostu pojawiła i po fakcie wszystko nabrało sensu. A wcześniej wcale. Czytałam gdzieś kiedyś cytat, chyba z Goethego, ale równie dobrze mógł to być Yoda, and it goes something like this: miłość i zakochanie to tylko romantyczno-filozoficzna nadbudowa, żebyśmy nie musieli przyznawać sami przed sobą, że po prostu napalamy się jedni na drugich. Ten facet jakoś to lepiej wyraził, ale nie mogę nigdzie znaleźć tego cytatu. Zresztą może mi się tylko przyśniło, że go przeczytałam. W każdym razie mocno w to wierzę. To jest wyjaśnienie tego całego obłędu, który się zdarza między dorosłymi ludźmi. Mój mąż w ogóle nie jest przystojny. Czyli z wyglądem miłość już w ogóle nie ma nic wspólnego. Pierdolcie się wszyscy z tym waszym: mój wymarzony mężczyzna powinien wyglądać tak i tak, znak zodiaku, wzrost, kolor włosów, nie, miłość tak nie działa. Pierwsze, co w nim zobaczyłam i co mnie bezpośrednio uderzyło negatywnie, ale wzbudziło zainteresowanie, to jego krzywy łokieć. Po raz pierwszy zobaczyłam go w koszuli z krótkim rękawem. Silne białe, owłosione ramiona i bardzo dziwnie wystający, zdeformowany łokieć, wystaje mu tam taki rodzaj narośli, całkowicie pokryty bliznami. Upiór z opery, tyle że na łokciu! Zapytałam go wprost, skąd mu się to wzięło. Zawsze to robię, taka reakcja ucieczkowa, jeżeli dana osoba zauważy, że się gapię. Powiedział, że to wypadek z dzieciństwa. Złamał sobie kiedyś rękę i musiał zimą zawsze sam jeździć autobusem na rehabilitację. I kiedyś była gołoledź, wysiadł, z dopiero co zagojonym złamaniem, i tak upadł na łokieć, że musiał przejść kilka operacji, bo zgruchotał tam sobie kompletnie wszystkie kości. Nigdy się nie udało doprowadzić tego łokcia do porządku i dlatego w jednym miejscu, niczym płetwa rekina, wystaje spiczasta kość. Zrobiło to na mnie od razu ogromne wrażenie. Po historii z ręką zauważyłam dużą bliznę na kości policzkowej. I zadałam mu drugie pytanie, skąd też się wzięła ta blizna. A ona wzięła się z raka. Tuż zanim się poznaliśmy, miał raka skóry. Nic groźnego. To znaczy, wykryto go u niego odpowiednio wcześnie, można było, zanim się rozprzestrzenił, usunąć całego czerniaka, i po wszystkim. Tyle że cały czas tkwi już w podświadomości, że śmierć już stukała do drzwi. Od razu podczas pierwszej rozmowy z nim wiedziałam, że należymy do siebie, i wiedziałam też, że to ja go pochowam. Ja będę bolejącą wdową rakową. Wyjaśnił mi, że pochodzi z zaraczonej rodziny. W tej rodzinie albo się umierało na raka, albo zwycięsko przechodziło przez rozmaite formy raka w organizmie, choć naturalnie to był tylko odroczony wyrok. No to już wiedziałam, gdzie jest pies pogrzebany, co sama sobie ściągam na głowę, razem z moją wielką miłością, nawet jeśli zdawałam sobie z tego sprawę tylko podświadomie. Po wierzchu myślałam, że może będziemy razem pracować. Jaki to dobry marszand! Jaki to dobry człowiek! Ale jakież to tematy na rozpoczęcie znajomości? Pierwszy: wypadki w dzieciństwie, drugi: rak w rodzinie. Przecież to już mówi wszystko o naszej miłości. A on wypytuje mnie o wypadek samochodowy w mojej rodzinie, w którym zginęli trzej moi bracia. Śmierć od początku krąży wokół naszej miłości. Oboje też od początku posiadaliśmy oświadczenia o zgodzie na pobranie narządów, napisaliśmy i podpisaliśmy testamenty oraz ?testamenty życia?. To dla nas romantyzm w stanie czystym. Georg siada do laptopa stojącego w kuchni, zerka na ?Spiegel Online?, czy coś się nie zmieniło na świecie w ciągu ostatnich paru minut, Liza cały czas marudzi, nudzi jej się. ? Mama, co mam teraz robić? Nudzi mi się. ? Sprawdź no, czy czegoś nie brakuje. Może napojów? ? Aha, co pijecie? Identyczna odpowiedź jak co dzień jednym głosem z naszej strony: ? Wodę z kranu. U nas nie pije się alkoholu w obecności dziecka z powodów dydaktycznych, a wszystkie napoje z cukrem są u nas zabronione, z jednej strony z powodu całkiem normalnej wrogości do Ameryki, no i dlatego, że są one również bardzo niezdrowe. Dlaczego pić słodycze, jeśli chce ci się pić? Te słodkie napoje wzmagają tylko pragnienie. Przecież to jest jak tortura. Jak można płacić firmom za napoje, które wywołują pragnienie? Przecież to jest tak, jak dać Jezusowi na krzyżu ocet i żółć do picia, mimo że kona z pragnienia. Dodatkowa tortura. Z powrotem włazi butami na blat, żeby wyjąć szklanki z regału, ponownie zeskakuje i nalewa do szklanek o wiele za dużo, potem balansuje z nimi do stołu. Muszę się ostro kontrolować, żeby nic nie powiedzieć, fatalne, to bycie matką, zawsze musisz coś powiedzieć, na temat wszystkiego, co dziecko robi. Człowiek czuje, że zaraz będzie musiał, no i musi. Straszne. Straszne. Straszne. ? Kochanie, postaw jeszcze podgrzewajkę na stole, dobrze? Ponieważ mój mąż już się obudził, przekazuję mu moją córkę pod opiekę. Odmeldowuję się, już to znają. Zajęcia dowolne dla każdego, póki nie wrócę. Szybko się przelecę tam i z powrotem, to niedaleko. W drodze do wyjścia wyłączam patelnię, żeby się oboje nie spalili, w środku, beze mnie, kiedy nie mogę na nich uważać. Kuchenka gazowa, niebezpieczna jest. Nie pozwolę, żeby ogień zabrał mi jeszcze paru krewnych. ? To na razie, palanty. Nikt nie odpowiada, tak to jest w zgranej rodzinie. Jadę do mojej terapeutki do innej dzielnicy. Muszę tak jeździć trzy razy w tygodniu, za każdym razem na godzinę względnie na godzinę w języku terapeutycznym, w ludzkim języku to pięćdziesiąt minut. Chodzę na terapię, żeby się uporać z dniem codziennym, sądzę, że już wielokrotnie bym umarła bez mojej terapeutki. Psychicznie bardzo często ratowała mi życie. Liza, moja córka, wie bardzo dokładnie, że mama chodzi do swojej złowieszczej lekarki. Jeszcze nigdy jej nie zainteresowało, co ja tam właściwie robię, ucieszę się, jeśli zapyta mnie jak najpóźniej, im będzie starsza, tym lepiej będę mogła jej to wyjaśnić. ?Mama tam chodzi, żeby cię mniej wnerwiać, kochanie, żeby cię mniej obciążać swoimi sprawami. Żebyś mogła mieć więcej wolności?. Jazda samochodem jest przeważnie męcząca. Terapeutka, pani Drescher, mówi, że to już jest część terapii, mianowicie bronię się przed nieprzyjemnościami, które niesie ze sobą terapia, już w drodze na nią. Ponieważ wiem, że wypadek gra w niej zawsze wielką rolę, myślę sobie w środku, wcale nie muszę tam iść, przecież dobrze się czuję. Co to w ogóle ma być? Wymyślam sobie najdziksze powody, dlaczego nie powinnam na nią jechać, po drodze dochodzę nawet do wniosku, że moja terapeutka jest do niczego, że ceni się ponad miarę z tą swoją kanapą i psychoanalizą. Co to w ogóle ma być, analiza? Chodzę na to wprawdzie, ale nie mam pojęcia po co. Dostanę w końcu jakieś zaświadczenie? Wyniki morfologii jak przy badaniu krwi? Wyniki psychiki? To by było dobrze, mogłabym je dać do przeczytania jako instrukcję obsługi mojemu mężowi i, kiedy będzie w odpowiednim wieku, także mojej córce. To by nam wszystkim uprościło życie. Zapytam o to kiedyś. Pani Drescher uważa, że ta deprecjacja jej osoby w drodze na terapię również do niej należy. Fajnie, to mnie uspokaja. Od razu o wiele lepiej się czuję. Podczas jazdy staram się wszystko robić prawidłowo, za wszelką cenę muszę zapobiec wypadkowi. Niekoniecznie dlatego, że nie chcę umrzeć, to nie, czasem myślę nawet jak taka stara kobieta, że nieźle byłoby mieć wreszcie spokój, absolutny spokój, ale ponieważ mam dziecko, moja wartość wzrosła, nie wolno mi tego zrobić przede wszystkim mojemu dziecku, nie wolno mi umrzeć albo zostać ranną, dlatego jestem bardzo przewidującym kierowcą. Zawsze wszystkich przepuszczam, przede wszystkim kobiety, żeby uniknąć zarzutu babskiej zawiści, również w ruchu drogowym. Jeżdżę bardzo defensywnie, zachowuję duże odstępy do jadących przede mną, unikam wszelkich błędów, stosuję się w stu procentach do wszystkiego, czego się kiedyś, mając osiemnaście lat, nauczyłam w szkole jazdy, żeby przeżyć i żeby nie pozabijać innych. Z powodu mojej przeszłości dla mnie to zawsze sprawa życia i śmierci, nawet podczas krótkiej drogi na terapię. Na parkingu wysiadam z samochodu. Zabieram ze sobą wszystkie wartościowe rzeczy, bo moja terapeutka, co ciekawe, ma gabinet w bardzo złej okolicy. A ponadto na jedenastym piętrze. Co dla mnie jest absolutną katastrofą. Mówiłam jej ładnych parę razy, że mnie się to już przestaje podobać. Powinna sobie wynająć nowy lokal gdzieś na parterze. Wtedy chętniej bym do niej chodziła. O wiele chętniej. Śmieje się ze mnie i mówi: ?W takim razie musi pani to jakoś przetrzymać. Nigdzie nie zamierzam się przeprowadzać?. A potem z całym spokojem chce jeszcze raz ze mną porozmawiać o moim lęku wysokości i lęku przed windą, ogniem i dymem. Boję się też, że ten o wiele za wysoki budynek mógłby się zawalić, akurat kiedy jestem w środku. Kiedy wchodzę do wieżowca, mówię już sama do siebie: ?Nie mogę pojąć, że przez panią Drescher muszę teraz wsiadać do tej windy. Nie mogę tego pojąć?. Przeważnie już na dole klatki schodowej czuję dym albo gaz. To mój stary, dobry problem, bo moja matka znalazła kiedyś swoją matkę półżywą na podłodze w kuchni, przed otwartym piekarnikiem z ulatniającym się gazem. Połknęła tabletki na sen i uśpiła też najmłodszego syna, bo chciała go zabrać ze sobą. Ale mojej matki, która wtedy też była dzieckiem, nie. Bo i po co! I to jest nasz wielki rodzinny dramat, to znaczy, dopóki wypadek nie przesłonił wszystkiego. Dlatego węszę wszędzie wokoło, jak zwierzę. Szukam niebezpieczeństwa nosem. U innych ludzi organem alarmowym numer jeden są uszy, u mnie nos. Bo po prostu wiem, że moją rodzinę i mnie unicestwi ogień, dym albo gaz. I to jest prawdopodobnie również powód, dla którego nienawidzę palaczy jak zarazy. Wyzwalają we mnie odruch ucieczki. Za każdym razem, gdy czuję palący się papieros, myślę, że się pali, i ogarnia mnie śmiertelne przerażenie, na bardzo krótko, ale wystarczy, żeby serce zaczęło mi się tłuc i wyrzucać zbyt dużo adrenaliny. Bardzo nieprzyjemne. Kiedy jestem w drodze do terapeutki, w windzie, może się czasem zdarzyć, że czuć w niej dymem, bo jakaś uzależniona świnia paliła, bo przecież palacze przeważnie nie są w stanie zaczekać. I wtedy stoję tak i najpierw myślę, że się pali. Póki nie odkryję, że chodzi tylko o dym z papierosa, z samego strachu robię się starsza o pięć lat. Dlatego nienawidzę wszystkich palaczy, bo rozsiewają zapach śmierci. Tkwi w ich włosach, ubraniach i wszędzie, gdzie są. Kiedy stoję na dole koło windy i widzę po cyfrach na wyświetlaczu, z którego piętra przyjedzie winda, to już się boję. Ten budynek jest taki wysoki? Jedenaste piętro nie jest nawet najwyższe w tym domu. Winda często nadjeżdża z jeszcze wyższego poziomu. A ja myślę, czy naprawdę muszę się tak męczyć? Przecież po drodze naprawdę wszystko może się zdarzyć. Winda się blokuje, zaczyna się palić, a ja płonę w tej rozgrzanej puszce do konserw, podłoga się rozżarza i nie mogę na niej stać, siadam, ale skóra i mięso na pupie się palą, krzycząc, podrywam się z powrotem i widzę, jak dym powoli wciska się do kabiny. Krzyczę, póki jeszcze mogę zaczerpnąć powietrza, dym piekielnie pali gardło, struny głosowe, muszę ciągle kaszleć, głos zamienia się w pisk. Cały czas naciskam dzwonek alarmowy. Nic się nie dzieje. W rozpaczy i śmiertelnym przerażeniu skaczę wysoko pod sufit kabiny, by złapać powietrza, ale wszędzie pełno ciemnego dymu. Trafiłam do komory wędzarniczej. Nikt mnie nie ratuje, w końcu nie daję rady już krzyczeć. Płaczę i całkowicie wyczerpana kładę się na wściekle rozpalonej podłodze, żeby umrzeć. Myślę o mojej małej córeczce i nie chcę umierać. I wtedy tracę przytomność. Odgrywam to dokładnie tak samo za każdym razem, kiedy muszę jechać windą jedenaście pięter do mojej cholernej terapeutki, która lubi mieć gabinet na jedenastym piętrze. Przy okazji wgapiam się wytrwale w tabliczkę w windzie, która odpowiada za wszystkie moje lęki: Nie korzystać z windy w razie pożaru! Sama to rozumiem. Ale co robić, kiedy wybuchnie pożar, a ja już jestem w środku? Czy ktoś się kiedyś nad tym w ogóle zastanawiał? Oczywiście, że nie. Gdy dojeżdżam na górę i drzwi faktycznie otwierają się zupełnie normalnie, a ja wymaszerowuję z windy niczym ta, która ocalała, można by sądzić, że będę już swobodna i szczęśliwa. Ale za rogiem czai się następny problem. Tam na jej piętrze ktoś pali w mieszkaniu. Znajdujemy się na jedenastym piętrze, a on igra z naszym życiem! Budynek zdaje się kołysać w posadach. Powtarzam regularnie mojej terapeutce, że on nie jest bezpiecznie zbudowany. Zwłaszcza kiedy jest silny wiatr. Wtedy czuję, jak wszyscy kołyszemy się razem z budynkiem. Charlotte Roche „Modlitwy waginy” Wydawnictwo: Czarna Owca Liczba stron: 300 Opis: Druga powieść Charlotte Roche, autorki bestsellerowych ?Wilgotnych miejsc?. Elizabeth trzydziestotrzyletnia żona, matka, pani domu ogarnięta obsesyjnym pragnieniem perfekcji, fanatycznie podporządkowuje się normom społecznym. Zagorzała obrończyni środowiska naturalnego, oszczędza energię, śpiąc miesiącami w przepoconej i polepionej spermą pościeli. Wegetarianka, je tylko produkty organiczne, dziecko wychowuje ściśle według poradnika wychowania antyautorytarnego, jest ?hardkorową ateistką?, czyta tylko książki popularnonaukowe ? nietrudno tu dostrzec karykaturę lansowanej przez mainstreamowe media kobiety nowoczesnej. Ale widać też pęknięcia, bohaterka spiera się w duchu z feministkami o prawo do uległości zachciankom mężczyzny, spiera się z ?nienawidzącą mężczyzn? matką… (więcej o książce) Tematy: Charlotte Roche, Czarna Owca, erotyka, literatura niemiecka, Modlitwy waginy, proza światowa Kategoria: fragmenty książek Tutaj nie chodziło o charakterystykę bohaterów, treści fabuły itp. Stawialiśmy tylko na sceny erotyczne, na całą chemię i pożądanie. Nie oszukujmy się, prawie każdy z nas sięgnął po „50 twarzy Greya” i zdania są podzielone. Właśnie ta książka była moim biletem do zapoznania się z literaturą erotyczną. Byłam wniebowzięta i dzięki tej historii zaczęłam czytać kolejne i kolejne. Z biegiem lat, mogę śmiało napisać, że są o wiele lepsze książki niż James. Ale to nie oznacza, że nie przyznaje się do ich czytania. Chwyciła mnie i zniewoliła. Skoro byłam takim laikiem to dla mnie ta seria zdecydowanie była mocna i dobra. Byłam w szoku, bo przecież nawet mocny seks nigdy nie kojarzył mi się z wiązaniem itd. Później odkryłam BDSM i jestem nim zafascynowana. 1. CYKL: PIĘĆDZIESIĄT ODCIENI. JAMES "Zdjął mi bluzkę, rozpiął stanik, pozbawił mnie spodni. W ekspresowym tempie. Byłam w samych majtkach kiedy się na niego rzuciłam. Jego zdominowanie nie trwało jednak długo, bo za moment to on przywarł moje plecy do ściany, następnie ja jego i tak trwała między nami zaciekła walka o dominacje i o to kto ma grać pierwsze skrzypce, a to wszystko podczas mocno erotycznego, nieprzerywalnego pocałunku" 2. CYKL: ROZPALONA. SYLVIA JUNE DAY "Pocałował mój pępek i zaczął sunąć niżej, łaskocząc mnie włosami po brzuchu, aż zatrzymał się między udami. Rozchylił mnie drżącymi rękoma, muskając językiem łechtaczkę. Delikatne drażniące liźnięcia wzdłuż mojej szparki oraz trzepoczące ruchy języka zanurzającego się głębiej we mnie doprowadzały mnie na krawędź szaleństwa. Podrygiwałam niespokojnie, a z gardła wyrywały mi się zachrypnięte błagania. Napięcie rozprzestrzeniło się po całym moim ciele, naprężając mnie tak bardzo, że miałam wrażenie, iż zaraz trzasnę jak gałązka pod presją jego pieszczot. I właśnie wtedy wywołał we mnie orgazm najłagodniejszym muśnięciem samego czubka języka. Z moich ust wydostał się okrzyk ulgi, rozpływającej się pulsująco po całym moim wijącym się w ekstazie ciele. – Nie mogę cię stracić, Eva. – Gideon uniósł się nade mną, kiedy ja drżałam z rozkoszy. – Nie mogę." 3. CYKL: ICH NOCE. OLIVIA CUNNING "Eric zagapił się. Nie mógł myśleć na tyle jasno, by coś zrobić. Nawet takich podstawowych rzeczy jak oddychanie czy mruganie. Zatrzymała się przed nim, wykrzywiając się z niezadowoleniem i dotknęła środka jego piersi linijką. - Panie Sticks, masz się stawić w moim gabinecie - linijka wsunęła się pod jego brodę, zachęcając go, by spojrzał jej w Teraz, panie Sticks. Odwróciła się na pięcie i wróciła do sypialni. Dostrzegł jej nagi tyłeczek pod zwiewną spódniczką, zanim ją poprawiła. - O Boże - powiedział Trey, uderzając czołem o brzeg szafki Praktycznie ci ją oddałem." "Ułożył się na niej, przeklinając tego, kto wymyślił ubrania, i zaczął ssać płatek ucha, skubać go i lizać. Rozłożyła dla niego uda, a on umościł się pomiędzy jej długimi, zgrabnymi nogami. Przesunął wargi nad pulsującym miejscem pod jej uchem. Zadrżała. Przesunął dłońmi po jej ramionach i barkach, rozkoszując się dotykiem jej miękkich piersi na swoim torsie i żarem jej kobiecości, przenikającym tkaninę jego dżinsów. Wytyczył ustami szlak od jej szczęki przez podbródek do ust. Zaczął ssać jej wargi i język. Jego kutas pulsował. Oderwał od niej biodra i rozpiął spodnie. (…) Ujął kutasa w dłoń i zaczął badać gorące, wilgotne wrota do nieba. Odprężyła się pod nim z westchnieniem. Spojrzał jej prosto w oczy, gdy w nią wchodził – wypełnij ją leniwie jednym boleśnie powolnym pchnięciem. Wygięła plecy w łuk z rozkoszy, ale nie odwróciła wzroku. Wpatrywali się w siebie, lubując się łączącą ich więzią. Wysuwał się i wsuwał w nią powoli, nie szukając spełnienia, pragnąc tylko jej doświadczać. Stać się jej fizyczną częścią. Poczuć ją. Poznać." 4. GABRYEL "Bywały chwile, że kochałem ją, nienawidziłem i znowu kochałem w odstępie kilku minut. czasami, gdy leżę w łóżku na wpół obudzony i myślę o niej, zastanawiam się, czy to właśnie nie było tym, co ciągnęło mnie do niej najbardziej. to uczucie, że bycie z nią jest jak chodzenie po polu najeżonym minami, jak rozbrajanie tykającej bomby, która może wybuchnąć w każdej chwili, bez względu na moje dobre intencje i otaczających nas ludzi. ale bycie z nią było też jak doświadczenie pierwszego słonecznego dnia. jak nikt potrafiła dotknąć mnie do samego szpiku. słowami lub ich brakiem zabijała mnie tysiące razy, a mimo to sprawiała, że czułem się żywy. żywy i kompletny. cały. obecny. była i nadal jest zupełnie niepodobna do kogokolwiek, lecz właściwie nie potrafię wskazać, na czym polega jej inność. bo nie chodzi tu tylko o to, że z nią nigdy nic nie było jasne i proste, że przejrzystość zawsze była zmącona, że nigdy nie wiedziała, kiedy się zatrzymać. teraz wiem, że nigdy tak naprawdę jej nie znałem, choć gdy byliśmy razem, byłem pewny, że znam ją dogłębnie, od zawsze" 5. CYKL: ŚPIĄCA KRÓLEWNA. ANNE RICE 5. CYKL; BREEDS. LORA LEIGH TUTAJ JEST BARDZO DUŻO TOMÓW. NIE BĘDĘ WSTAWIAĆ OKŁADEK. "– Chcę, żebyś wiedziała, jak gorące i słodkie jest twoje ciało – odpowiedział jej tajemniczo, przemieszczając się coraz niżej. – Chcę ci opowiedzieć, jak zamierzam lizać twoją słodką cipkę, zjadać ten delikatny krem z twojego ciała. Jej biodra poderwały się mimowolnie na dźwięk szorstkiego pomruku i pod wpływem tych słów. – Poproś, żebym cię wylizał – zażądał szorstko Callan. – Powiedz to – O Boże. Szeroko otworzyła oczy, a twarz mężczyzny zatrzymała się nad obolałą częścią jej ciała. Obserwował każdy centymetr rozpalonymi, błyszczącymi oczami. – Powiedz te słowa – powtórzył drapieżnie, gorąco. – Daj mi zgodę, żebym cię zjadł. Oblizała usta i ciężko westchnęła, gdy szerzej rozsunął jej nogi, a jego palec zaczął muskać ciało pokryte wilgocią" 6. "Kobiety". CHARLES BUKOWSKI "Przycisnąłem ją do krawędzi zlewu i zacząłem ocierać się o nią kutasem. Odepchnęła mnie, ale objąłem ją ponownie na środku kuchni. Ujęła mnie za rękę i wsunęła ją sobie w dżinsy, pod majteczki. Opuszkiem palca wyczuwałem wejście do jej cipki. Była mokra. Nie przestając jej całować, wsunąłem palec głębiej, po czym cofnąłem rękę, odsunąłem się, wziąłem flaszkę i nalałem sobie następnego drinka." 7." PAN I JEGO NIEWOLNICE". AUTOR NIEZNANY "– Czy nie jest ci przyjemnie, złotko? – zapytałem łagodnie, lecz z okrutnym uśmiechem na ustach, kontynuując te subtelne igraszki z jej cipką. – Nie, nie – piszczała. – Och, przestań, bo już dłużej nie wytrzymam! – wiła się przy tym jak przypiekana ogniem. Szparka jej cipki była teraz rozwarta zdecydowanie szerzej. Wsunąłem tam palec: Alice, mocno spłoszona, wydała okrzyk rozpaczy. Po raz wtóry stanęła mi na przeszkodzie błonka znamionująca dziewiczość Alice! Upajając się wilgotnym, pulsującym wnętrzem, wzmagałem powoli ruchy palca w tej zachwycającej norce, zupełnie jakbym chędożył ją kutasem. – Jack! Nie! – wrzasnęła teraz Alice, oszalała z rozpaczy i wstydu; mnie jednak żadną miarą już nic nie mogło powstrzymać, toteż wskazującym palcem lewej dłoni zaatakowałem łagodnie jej łechtaczkę. Alice zaczęła histerycznie krzyczeć, wyginając i napinając ciało, wijąc się i rzucając, szarpiąc jak opętana." 8. CYKL: OSIEMDZIESIĄT DNI. VINA JACKSON 9. "DZIENNIK NIMFOMANKI". VALERIE TASSO "Pochyla się i bierze w garść trochę świeżo wykopanej ziemi. Zaczyna wmasowywać ją w moją pupę. Ja nadal ssę palce jego kolegi, przesuwając po nich językiem. Jego ręce mają dziwny zapach, to ręce człowieka pracującego fizycznie – poznaję to po tym, jak twarda jest pokrywająca je skóra. Ten drugi zdejmuje spodnie, chwyta swój penis w prawą rękę i zaczyna się onanizować, wpatrując się jednocześnie w mój tyłek w świetle latarki." 10. CYKL: PIEKŁO GABRIELA. SYLVAIN REYNARD "– To nie jest dobra pozycja. Muszę cię przesunąć. – Myślałam… ja pod tobą, nie zgadza się? – To jest najgorsza pozycja w chwili tracenia dziewictwa – wyjaśnił, składając drobne pocałunki na jej ramieniu. – Chyba mi się spodoba. Gabriel odsunął się. – Nie za pierwszym razem. Za łatwo mógłbym zrobić ci krzywdę i nawet tego nie zauważyć. (…) Kąty. Mój ciężar na tobie, nawet jeżeli oprę się na kolanach. Grawitacja. Jeżeli będziesz na górze, możesz kontrolować ruch, głębokość penetracji. Przekazuję ci kontrolę. Zaufaj mi – szepnął, całując jej ucho." 11. CYKL: PROŚ MNIE O CO CHCESZ. MEGAN MAXWELL 12. CYKL: BEZ TCHU. MAYA BANKS 13. CYKL: AVALON. INDIGO BLOOME Źródło: Wydawnictwo Znak O neurologicznej i ewolucyjnej stronie swawolenia opowiada słynny prof. Jerzy Vetulani, wybitny naukowiec o ostrym jak brzytwa języku. Koniecznie! „Neuroerotyka. Rozmowy o seksie i nie tylko” to błyskotliwa książka na ważkie tematy – zakochania, doboru w pary, seksu i rozmnażania – napisana w lekkim i dowcipnym stylu. To w dużej mierze zasługa jej współautora, prof. Jerzego Vetulaniego. Już samo jego nazwisko wystarczyło, żebym zdecydowała się zrecenzować ten tytuł. Bo prof. Vetulani to przykład jednego z nielicznych w Polsce naukowców-celebrytów. Jego książki rozchodzą się jak świeże bułeczki, a na jego wykładach w całej Polsce – a dawał je często i w wielu miastach – zawsze zbierały się tłumy, wśród których profesor czuł się jak ryba w wodzie. Pomimo osiemdziesiątki na karku był istnym wulkanem energii, epatował nonkonformizmem i wciąż lubił prowokować. Miałam okazję poznać go osobiście i zachwycić się nim w 2015 roku, kiedy wraz z Piotrkiem rozmawialiśmy z nim o płci mózgu w naszej audycji w radiu TOK FM. Niestety, w 2017 roku potrącił go samochód, wskutek czego profesor zmarł, nie dokończywszy prac nad „Neuroerotyką”. Maria Mazurek, współautorka książki, która przeprowadziła z Vetulanim wywiad-rzekę, w porozumieniu z jego spadkobiercami zdecydowała się mimo wszystko wydać ten tytuł. I dobrze zrobiła, bo naprawdę trudno się zorientować, że czegoś tej książce brakuje! A możliwość przeczytania ostatnich wydanych w druku słów prof. Vetulaniego to przyjemność najwyższej próby. Przekonajcie się sami. Prof. Jerzy Vetulani i Maria Mazurek. Fot. Franciszek Vetulani Na pierwszy rzut oka „Neuroerotyka” przypomina bardzo przeze mnie ceniony „Nagi umysł”, powstały w podobnym czasie wywiad-rzekę z prof. Bogusławem Pawłowskim, gdzie zadawaniem pytań zajął się dziennikarz Tomasz Ulanowski, prywatnie mój kolega. I tu, i tu tematem jest seks i ludzkie zwyczaje godowe, jednak ujęte z nieco odmiennych punktów widzenia. Prof. Pawłowski to biolog ewolucyjny, zaś prof. Vetulani był neurobiologiem i psychofarmakologiem, więc kładł nacisk na procesy chemiczne zachodzące w zakochanym czy owładniętym pożądaniem mózgu. A jeśli przeczytacie obie książki (do czego gorąco zachęcam), to zobaczycie, jak są różne dzięki osobowościom, które grają w nich pierwsze skrzypce. Obecność i nieobecność majtek A prof. Vetulani lubił poświntuszyć. Czy wiecie, co łączy Michała Anioła, gorliwych chrześcijan palących „wiedźmy” na stosach, Henryka Sienkiewicza i Lewisa Carrolla, czyli autora „Alicji w Krainie Czarów”? Zamiłowanie do nagości. Golasom z „Sądu Ostatecznego” w Kaplicy Sykstyńskiej Michała Anioła jeden z późniejszych papieży kazał domalować majtki, by nie kusiły wiernych. Kobietom palonym na stosach tak dobierano ubrania, by jak najszybciej spłonęły, odsłaniając ciała skazanych. A autor „Alicji” lubował się w fotografowaniu nagich dziewczynek, zresztą w obecności ich rodziców. A co ma do tego autor „Trylogii” i „W pustyni i w puszczy”? „W Oblęgorku, gdzie Henryk Sienkiewicz dostał od polskiego społeczeństwa dworek, wiejskie kobiety nazywały go „szczypczykiem”. Bo chodził po wsi i podszczypywał małe dziewczynki. Miał ułatwione zadanie, bo majtki na polskiej wsi stały się powszechnym strojem dopiero po drugiej wojnie światowej” – opowiada prof. Vetulani. Dodaje, że pornografia – w tym zamiłowanie do ciał nieletnich – obecna była i jest w każdej kulturze i w każdych czasach, a granica pomiędzy tym, co nią jest, a co nie jest, bywa bardzo umowna. „Świętoszkowatość od lubieżności dzieli jeden krok” – jak mawiał wspomniany już Lewis Carroll. „Pamiętam, jak u mnie w Polskiej Akademii Nauk wybuchła obyczajowa aferka, bo wszyscy dowiedzieli się, że część naukowców odwiedza w godzinach pracy strony porno” – dorzuca prof. Vetulani. Wyjaśnia, że pornografia (bez wdawania się jej w etyczne aspekty) to nasz wentyl bezpieczeństwa, który działa na ludzki mózg „jak lizanie cukierka przez szybę” – nagradzana jest nie tylko sama przyjemność, ale również – a nawet silniej – jej zapowiedź. Skutkuje to wyrzutem neuroprzekaźnika o nazwie dopamina, dzięki któremu czujemy się przyjemnie spełnieni, usatysfakcjonowani, osiągamy stany euforyczne. Mamy więc nagrodę bez ryzyka rozczarowania realnym seksem, który przecież nie zawsze spełnia nasze oczekiwania. Łatwo przy tym o uzależnienie taką stymulacją, zwłaszcza jeśli jest ona łatwo dostępna w internecie. Uzależnieni od neuroprzekaźników Warto wiedzieć, że stanem niepokojąco bliskim uzależnieniu jest też… zakochanie. W skład koktajlu charakterystycznych dla niego substancji wchodzi noradrenalina odpowiedzialna za przyśpieszone bicie serca i zwiększoną wrażliwość na dotyk oraz fenyloetyloamina, która w budowie i działaniu łudząco przypomina amfetaminę, a więc wywołuje poczucie euforii i pobudzenie. Źródło: Wydawnictwo Znak U zakochanych również wzrasta poziom dopaminy, która pobudza ośrodek przyjemności. „Zakochani czasem czują się jak narkomani na głodzie, ciągle tęsknią za ukochaną osobą, muszą się bez przerwy z nią widzieć, zawsze mają niedosyt” – mówi Vetulani. Co ciekawe, osoby z podwyższonym poziomem dopaminy są też odważniejsze i bardziej mobilne, co skłania zakochanych do ryzykownych zachowań. „Pędzić sto osiemdziesiąt kilometrów na godzinę wiejską szosą, żeby popisać się przed dziewczyną? Nie ma sprawy. Dać w pysk jej byłemu? Czemu nie. Poznać jej ojca? Już gorzej, ale można przynajmniej to przemyśleć”. Można też – i naprawdę warto – przemyśleć przeczytanie tej książki, bo to kawał wnikliwej wiedzy o głębokich i niezbyt dobrze poznanych zakamarkach nas samych. Wiedzy podanej z lekkością i humorem, opartej na solidnych podstawach nie tylko naukowych, ale również życiowych. Bardzo polecam. Tytuł: „Neuroerotyka. Rozmowy o seksie i nie tylko” Autor: Jerzy Vetulani, Maria Mazurek Wydawca: Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

książki z ostrym seksem 2018